Bijcie mnie, bijcie, wytrzymałam wyciaskanie sztangi na wf, wytrzymam i to xD Wiem, jestem chamska, głupia, chamska, arogancka, spoźnialska i chamska... No ale wybaczcie kotki, wyjaśnie wam za chwilkę :* Oto krótka notka, możliwe że świadcząca o moim mini-powrocie xd:
Środa. Kolejny dzień mojej męki zwanej życiem. Byłam niedoużytku. Po aferze z Sasuke, nie mogłam normalnie funkcjonować. Nie miałam na to sił. Byłam chora. Fizycznie i psychicznie. Czułam, że ten człowiek którym byłam jeszcze tydzień temu, umarł. Nie jestem sobą.
Wujek nie pytał o co chodzi. Widział, że jestem w dołku i nie próbował mnie pocieszać, za co byłam mu wdzięczna. Najlepsze co mógł zrobić, to zostawić mnie samej sobie. Nie chodziłam do szkoły. Uczyłam się w domu, a potrzebne notatki dostarczała mi Hinata. Jutro mój pierwszy test domowy. Romino wykorzystał fakt o moich wcześniejszych wadach zdrowotnych (których miałam kilka), by zwolnić mnie z zajęć. Czułam się jak jakaś trędowata, która jest odizolowana od świata. Tym uczuciom pomagali jeszcze znajomi, którzy pisali do mnie, przepraszali, jeśli to przez nich olewam szkołę, prosili bym wróciła. Ja nie chciałam! Czemu nie możecie tego pojąć?! To moja decyzja. Nie mam narazie ochoty jej zmieniać. Moja psychika zmieniała się z dnia na dzień. Jak mogłam tego na zauważyć?! Faceci myślą przednią częścią zadka, przecież to zdanie wpajałam sobie od zawsze. Może gdybym na czas się od niego odsunęła, to nie wpadłabym w to bagno. A tak to siedzę na dupie i rozmyślam nad tym co by było gdyby. Wogóle... to co ja do niego czuje? Kim on dla mnie jest, by niemo rozkazywać mi, żebym została w miejscu i załamała się? Ja nie będę słuchać się byle kogo! Jednak lepiej by było gdybym jednak została sama, przynajmniej do końca tygodnia. Tak, to dobre wyjście...
***
SASUKE:
Zastanawiałem się nad tym, co zrobiłem. Chyba pierwszy raz w życiu na dłużej wdrążyłem się w jakiś temat. Poprawka: nie w jakiś a w czyiś. Potępiałem się za swoje decyzje, to było dla mnie niezrozumiałe. Czemu żałuję, że skrzywdziłem inną osobę, i to jeszcze tak irytującą i arogancką jak ta różowowłosa? Przecież nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego jak skrucha, a nie oszukujmy się, wiele osób miało mnie dość. Mnie i moim humorów. Twierdzili nawet, że nie mam sumienia. Mam, jak każdy. Tyle, że ja potrafię je uśpić, sądząc iż to moje decyzje są słuszne, a tylko to co słuszne ma prawo bytu. Taka moja logika. Myślałem, że nic nie zmieni jej postępowania. A tu się okazuje, że jedna osoba może wszystko zepsuć.
Chodziłem jak w zegarku. Wyjście do szkoły, olewanie nauczycieli i uczniów, powrót do domu. Nie wychodziłem nigdzie, jeśli nie musiałem. A jej nie było. To dopiero kilka dni, a ja czuję, że niedługo eksploduję. Czemu?! Przecież ja jej nawet nie lubię! A może lubię? Sam już nie wiedziałem co czuję, a tym bardziej nie miałem pojęcia jak to wyrazić. Do tego humor całkowicie niszczyli mi Naruto, swoim wiecznym gadaniem i Hinata, swoim milczeniem. Od czasu do czasu patrzyła na mnie morderczym wzrokiem, czy rzuciła jakiś tekst typu "debil" czy "idiota". Nieraz także chciałem przyznać jej rację, ale to byłby cios poniżej pasa dla mojej dumy. Byłem takim dupkiem, że robiłem minę niczym jakiś przywaleniec w stylu "Odwal się ode mnie, ja nic nie zrobiłem". Czasem zastanawiam się nad swoim postępowaniem, ale no cóż... Prawda bywa bolesna. A jeszcze zacznę mięknąć i co wtedy?
- Sasuke! - warknął Naruto poirytowany moją ignorancją i brakiem jakiegokolwiek zainteresowania jego osobą. Zerknąłem na niego i znowu przesiosłem wzrok na swój lunch. Nie byłem głodny. Ponownie zwróciłem swe spojrzenie na jego zbulwersowane oblicze.
- Czego? - zapytałem niezainteresowany tym co ma mi do powiedzenia. Pewnie znowu jakieś durne teksty, żeby mnie rozśmieszyć. Śmiechu warta to była ta jego zaciętość by przywrócić mi dobry humor. Haha, rzeczywiście, pomaga. Chamskie, ale prawdziwe.
- Nie chcesz wiedzieć to nie. - naburmuszył się i skrzyżował ręce na klatce piersiowej niczym małe dziecko którego nie chce sie zabrać na upragniony plac zabaw.
- Chyba pytam czego chcesz, co oznacza, że chce wiedzieć. - kumpla się nie kłamie, ale miałem zły humor. Od razu nie ożywił. Taki łatwowierny...
Począłem jeść swoje kanapki, w końcu nie będę się głodził.
- Rozmawiałem z Temari, która rozmawiała z Ino, która gadała z Hinatą... - jak baba. Patrzyłem na niego wyłączony, przeżuwając kanapkę. - ... z Sakurą... - na dźwięk tego imienia niemal co nie wyplułem mojego posiłku. Zacząłem się dławić, a Naruto klępał mnie po plecach spanikowany. - Nic ci nie jest?!
- Nie, nie, wszystko... w porządku. - spojrzałem na niego poirytowany że przerwał tylko dlatego, że sie dławiłem... Boże. Co się ze mną dzieje?! - Co z Sakurą?
- Sakura wraca niedługo do szkoły. - powiedział, lecz po chwili zamilkł z nieciekawą miną.
- Co jest? - zapytałem. Irytacje zastąpiły wątpliwości.
- Hmm... Jesteś pewien, że nie wiesz czemu nas nagle zostawiła, bez słowa pożegnania czy wyjaśnień? - ta jego powaga była stresująca. Rzadko kiedy można było zobaczyć takiego Naruto.
- Tak, jestem pewien. - blondyn wie że mam humory niczym mrówka przed okresem, więc czemu wyciąga tak bezsensowne wnioski.
- No cóż, jak uważasz. - wstał i bez słowa poszedł w stronę wyjścia zostawiając mnie samego z multum pytań na głowie.
A ja już wiedziałem co zrobię. Nikt nie będzie sobie ze mnie drwił. Za dużo w życiu przeszłem, by teraz się poddać!
***
SAKURA:
- Co?! - warknęłam do słuchawki, odbieracjąc telefon od mojego największego wielbiciela.
- G...wn... - usłyszałam mruczenie Deidary pod nosem. Wiedziałam że jest zły. Niech gada co chce i spieprza. Wiem, może i nie jest to najbardziej wyrafinowana myśl na jaką mogłam sie zdobyć, ale walę to.
- Co ty tam pieprzysz pod nosem? - zapytałam. Trzeba sie podroczyć, skoro już mam z kimś kontakt.
- Echh, nic... Tak się odwdzięczasz kumplowi który nadużywa abonamentu żeby nagrać ci milion wiadomości głosowych? - spytał urażony.
- Nie. Tak traktuje kumpla który zapchał mi całą skrzynkę odbiorczą. - odparłam sceptycznie. - Co chcesz?
- CO CHCĘ?! CHCĘ WIEDZIEĆ CZEMU WSZYSTKICH OLEWASZ I NIE ODBIERASZ TELEFONU! WIESZ JAK SIĘ O CIEBIE Z SASORIM MARTIWILIŚMY?! WYDZWANIALIŚMY... - bla, bla, bla...
- Kurwa mać, Dei! Nie drzyj tak paszczy, nie jestem głucha!
- NO CHYBA JEDNAK JESTEŚ! JESTEŚ GŁUCHA NA NASZE STARANIA! MY TU SOBIE ŻYŁY WYPRUWAMY ŻEBYŚ SIĘ DO NAS ODEZWAŁA I PRÓBUJEMY CI POMÓC!! CO MASZ MI DO POWIEDZENIA?!
- A spierdalaj. - powiedziałam chamsko, poczym rozłączyłam się. Rzuciłam telefon w kąt. Zwlokłam dupę z łóżka i zgarbiona poczłapałam w stronę toalety. O Jezu: w skali od 1-10, mój wygląd pisał się bezprecedensowo pod wielkie, kształtne 0. W żadnym calu nie byłam aktualnie pociągająca. Bolesna wiedza. Miałam na sobie jakieś zdarte szorty i gotycki podkoszulek, który wręcz idealnie pasował do moich śladów łez, wylanych przez tego gbura. I przez tą świadomość, że już nikomu nie można ufać...
Prawie że na czworakach przeczołgałam się do salonu i ułożyłam na kanapie. Od kiedy tkwię w tej izolatce, bardzo długo sypiam. Czasem nawet mam ochotę nigdy się nie obudzić. Po prostu... czuję, że to dopiero początek problemów. Problemów o imieniu Sasuke.
Ze świeżymi łzami w oczach, oddałam się w objęcia Morfeusza, z nową nadzieją na lepszy początek.
***
SASUKE:
Stałem pod drzwiami jej domu. Szczerze, nie miałem ochoty tu być. Pfff, nie miałem ochoty już nigdy jej widzieć. Ale powiedziałem A, więc powiem B. Nie mam zamiaru dłużej znosić tego, co dzieje się z moim sercem. Koniec niepewności.
Z taką myślą zapukałem donośnie w drzwi, mając skrytą nadzieję, że jednak nikogo nie ma w domu.
-----
Hmm... ładną pogodę mamy prawda? xD Nie, wiem, niepotrzebnie to odwlekam: Miałam dwa powody by was tak okrutnie zostawić bez wyjaśnień:
1. Szkoła - miejsce w którym jest w dwóch słowach "do dupy" . Nie mam na nic czasu, od razu gdy wracam do domu to padam na łóżko na te cenne 5 sekund po czym sięgam po książki. Zrozumcie kochani, że to nie przelewki xd
2. Co byście powiedzieli na... nowego bloga? :O Haha, zaskoczyłam? Niee. Chodzi mi o to, że nie miałam weny (teraz nie jest lepiej) . Dlatego nocie takie krótkie i zwięzłe. Dostałam nowej weny od Boga (dzięki ci Panie, nie musiałeś mi niszczyć humoru, ale trudno). Muszę to jakoś ogarnąć, ale wierzę, że nie czytacie tego z przymusu, jaki wam nakładam xD
Musicie modlić sie o wene dla mnie, jeśli chcecie notki :3 Ale wiedzcie, że kocham ss i nie mam zamiaru ich porzucać :) Żegnam, czekajcie na nxt, napewno niedługo sie ukaże ^^