niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 10

Co to jest? O:

------


SAKURA:

 Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, czy dobrze robię. Zachowuję się niczym bohaterka jakiegoś przesłodzonego romansu, czekająca aż chłopak wyzna jej miłość i na rękach zaniesie ją do sypialni. Tyle że tam wszystko jest idealne i wszystko można sobie wybaczyć. Tu jeden błąd może zniszczyć cały związek.

 Wiedziałam, że nie powinnam ulegać Sasuke. On jest takim typowym ideałem: dlatego zastanawiałam się tylko z jakiej książki wyszedł. To co się ze mną dzieje, jest nie do opisania. Cholera, nie wiem... Wszystko wokół wydaje mi się teraz takie chaotyczne, takie inne. Nie mam pojęcia co mi zrobił, jednak podjęłam decyzję: będę walczyć o swoją wolność i nie dam się omamić, by potem mnie wykorzystał i porzucił. Nie będę tak głupia jak bohaterki tych powieści. W końcu w tym wypadku raczej nie ma mowy o szczęśliwym zakończeniu.

- Sakuro! Chodź tutaj! - zawołał Romino, a ja przewróciłam oczami. Pewne jest, że ma dla mnie jakąś robotę, która nie ma najmniejszego sensu, gdy wykonuje się ją pierdyliard biliardów razy dziennie. Niestety, wujek postanowił ograniczyć moje konktakty z płcią męską (oczywiście, to nie tyczyło się jego samego) do minimum od czasu, gdy przyłapał mnie i Uchihę w swojej kuchni. Nadal był zły i bynajmniej nie miał zamiaru dać mi spokoju. Najchętniej zamknąłby mnie w domu i powiesił na drzwiach tabliczkę "Uwaga, płeć męska w przedziale wiekowym 17 – i dalej lat ma zakaz przekraczania progu tego domu. Do odwołania!". Nie wierzyłam, żeby uważał, że pociągają mnie mężczyźnie w wieku „i dalej”, ale znając jego zachowania i stosunek do seksu, czy chociażby zwykłego trzymania się za ręce, to już niczego nie byłam pewna. Wzdrygnęłam się na tą myśl.

- O co znowu chodzi? - westchnęłam, opuszczając bezwładnie ręce, w geście poddania się. Nie miałam zamiaru się z nim kłócić.

- Mogłabyś skoczyć tu do sklepu po masło na kolacje? (by. Karolina ; dop.aut. xD) - spojrzałam na niego wielkimi oczami, nie wierząc, że mój wujek wie tyle o dzisiejszym społeczeństwie, a nie ma pojęcia ile cholesterolu ma zamiar spożyć dzisiejszego wieczoru. Postanowiłam jednak tego nie skomentować.

- A może frytki do tego? - odszczeknęłam się złośliwie.

- Wiesz Sakuro, zastanawiałem się ostatnio nad zmianą zamka w drzwiach do TWOJEGO pokoju. - odrzekł niby niewinnie. Spojrzałam na niego wielkimi oczami.

- Aha. - odburkłam mniej entuzjastycznie. Czyli jednak jakaś część mojej hipotezy na temat zamknięcia mnie w domu była prawdziwa. Odchrząknęłam wyniośle i z gracją wielkiej pani domu skierowałam się w kierunku drzwi. Gdy już miałam chwytać za klamkę, usłyszałam westchnięcie wujka.

- Sakuro... - patrzył na mnie jak na kompletną debilkę. Obróciłam delikatnie głowę w bok, dając znak, że go słucham. Patrzyłam na niego spod półprzymkniętych powiek, jakbym była nawalona, a brodę miałam wysoko uniesioną. Naprawdę coś ze mną nie tak. - Pieniądze. - wskazał na stół, gdzie leżały wcześniej wymienione monety. Spojrzałam na niego zła.

- Wiem przecież. - mruknęłam jak głupia. Jednym susem doskoczyłam do etażerki, chwyciłam pieniądze i szybkim krokiem wyszłam z domu. Wiedziałam, że wszyscy są przeciwko mnie!

 

 Stałam przy wielkiej lodówce w supermarkecie i wybierałam masło. Naprawdę nie rozumiem nad czym się tak zastanawiać. Wszystkie są tłuste, czworokątne i ohydnie żółte. Gdy już miałam chwycić za pierwszą kostkę z brzegu, poczułam czyjeś dłonie na ramionach i ciepły oddech na szyi. Serce mi zamarło.

- Hej. - usłyszałam uwodzicielski, rozbawiony głos, który od razu poznałam. Wyciągnęłam rękę za siebie i chwyciłam jego włosy.

- Ty idioto! - pociągnęłam za kucyk Deidary, tak że prawie leżał na ziemi, patrząc na mnie obruszony, otwierając usta i marszcząc brwi. - Co ty wyprawiasz, do cholery jasnej?! - powstrzymywałam chichot. Mimo wszystko, to był niezły żart.

- No co? O ile się nie mylę, mam prawo Cię podrywać! - odrzekł wstając i otrzepując swoje ciemne jeansy.

- Taak? - zapytałam zdumiona. - A kto ci dał takie prawo? - uśmiechnęłam się zadziornie.

- Sama mi je dajesz tak się zachowując. - odwzajemnił uśmiech. - Co tu robisz? Nie powinnaś planować ślubu? - odgryzł się. Moja mina wyglądała jakoś tak: ._.  . Przynajmniej tak mi się wydaje.

- Jestem po masło dla wujka... Nie ma co ze mną zrobić, więc posyła mnie do sklepu co pół godziny. A ty co tu robisz? - zapytałam podejrzliwie.

- Szukam Cię. - odpowiedział lekko. Uniosłam brwi.

- Po co?

 Powolnym, tajemniczym gestem wyciągnął coś co trzymał za plecami. Był to katalog.

- A to co, do diaska? – zapytałam wyciągając dłoń w stronę gazety.

- No wiesz… - powiedział, patrząc na katalog i przekartkowując go niedbale.

- No nie wiesz, nie wiesz. – pogoniłam go ruchem ręki. Chyba nie wie, że marnuje mój czas, który powinnam spędzać nudząc się w domu i oglądają telenowele z wujkiem… Tak, jasne, jasne.

- Bardzo podoba mi się ten zestaw. – obrócił katalog w moją stronę i wskazał palcem na coś, na co nie zwracałam zbytniej uwagi. Bardziej zainteresowało mnie…

- Co to, to - to? – prawie, że krzyknęłam zdziwiona i rozbawiona. Poczułam potrzebę skorzystania z toalety. – Czy to jest lakier?!

 Spojrzał na swój paznokieć i momentalnie się zarumienił. Szybko cofnął rękę i schował ją do kieszeni.

- Cooo? Jaki lakier, kobieto! Ty naprawdę masz jakieś zwidy! – zaczął cofać się pospiesznie, jednak ja znów chwyciłam go za kucyka i przyciągnęłam do siebie.

- Nie wywiniesz się tak łatwo… - powiedziałam ze złowieszczym wyrazem twarzy. – Więc powiesz dobrowolnie, czy może mam to z Ciebie wydusić? – w głowie już miałam tysiące szatańskich pomysłów by Dei wyjawił prawdę. Huhu. Huhuhu!

- Dobra! Przyznaję się! No bo… - zaciął się i rozejrzał rozpaczliwie. – No bo… Boo… Ja jestem aktorem! Tak! Aktorem, i to wschodzącym! Będę gwiazdą! (:3)

 Spojrzałam na niego jak na pajaca. Zaczął gestykulować i prawie co się nie wywalił. Ale ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić.

- Nic mi to nie wyjaśnia. Zresztą od kiedy chorzy umysłowo mogą zostać aktorami? – przekrzywiłam głowę i pomyślałam, że odstawiamy tu prawdziwy kabaret. Jednak niebardzo mnie to interesowało.

- No bo… Mamy teraz sztukę! Tak, właśnie! – powiedział zmieszany.

- Jak się nazywa, może kojarzę? – Hm, hm?

- Ym… noo ten… Makbet! – powiedział, jakby go olśniło, jednak po chwili entuzjazm w jego oczach zgasł.

- Aaa, Makbet… - powiedziałam powoli, niedowierzając mu nadal. – A kogo grasz?

- No ten… Lady Makbet!

 Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Czy Lady Makbet to nie kobieta? (Moje mądrości xD dop.aut.) – Face Palm…

- Tak, no, ale jedna z głównych nie?

- No chyba tak… Kiedy gracie? – zapytałam niewinnie. – Chętnie wybiorę się na takie przedstawienie. – dodałam dwuznacznie.

- Aj no wiesz, dopiero zaczynamy ćwiczyć… Wiesz o co chodzi. – rzekł uśmiechając się sztucznie.

- Aha, no cóż… Jak już skończycie próby i będą już grane właściwe przedstawienia, to wiesz, gdzie mnie znaleźć. Chętnie popatrzę jak popełniasz samobójstwo w peruce. – uśmiechnęłam się wrednie.

- Jasne, jasne, że dam Ci znać. – uśmiechnął się widząc, że zakończyłam temat. Próbował nie pokazywać tego, że go uraziłam, żeby nie drążyć.

- No właśnie. I weź lepiej zmyj te paznokcie, bo wyglądasz jak transwestyta. – zaśmiałam się.

- Tak, tak… - spojrzał na swoje paznokcie o kolorze ognistej czerwieni i jego twarz przybrała niemal taki sam odcień.

- A wracając do tego co chciałeś mi pokazać… - podniosłam katalog i skamieniałam. Żyłka na moim czole zaczęła pulsować na widok zastaw weselnych w kolorze pudrowego różu i talonu zniżkowego na podróż poślubną do Afryki z dopiską „Czekam na zaproszenie na ślub. Sakura Uchiha, pięknie brzmi co nie? :3”.

 Deidara już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale widząc parę wydobywającą się z moich uszu, postanowił niezauważalnie się ulotnić.

- Nie spuszczaj oczu z drapieżnika, nie spuszczaj oczu z drapieżnika… - szeptał sobie po cichu oddalając się tyłem. Zaczęłam biec w jego stronę niczym taran i nie zważając na ludzi wokół wrzasnęłam:

 - DEIDARA, ZJEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!
-----
 A więc sytuacja wygląda tak: rozdział był napisany już jakiś rok temu <xd> . Aktualnie, na prośbę moich "fanek" piszę jednopartówkę - ItaSaku (._.) . No. Taki rozdział na nasz tytułowy "Nowy początek" . Nie wiem, czy koniec też będzie nowy ;d . Ogl planuje niewielką zmianę w wyglądzie bloga, bo przypomina mi pracę 5letniego dziecka o: . Jeśli ktoś to jeszcze czyta... do Was ludzie! xD Robię to dla Was :3
Na koniec: chciałabym przeprosić za prawię 1,5 roczną przerwę i wszystkie błędy w tym nudnym, nic nie wnoszącym rozdziale xd . Pzdroo Kochani ;** nn spróbuje napisać jak najszybciej i chyba zaraz zacznę... .-.