Już nie próbowałam powstrzymywać łez cisnących mi się do oczu. Bo po co? Nie miałam makijażu, nie potrzebowałam go więc nie musiałam się bać że się rozmarzę. Sukienka? Olewać ją. A inni? Co mnie obchodzą inni. Ważne jest to, że spotkałam swoją starą przyjaciółkę, która kiedyś bezkarnie mnie zostawiła i wyprowadziła się. Będę musiała wypytać ją o to czemu wróciła. Oczywiście cieszę się, ale to nie oznacza, że jej wybaczyłam. Może i nie była to do końca jej decyzja, ale nawet nie próbowała protestować. Chociaż gdy przypominam sobie jej ojca, ciarki przechodzą mi po plecach... okropnie konserwatywny i surowy człowiek. Dyscyplina i kultura są u niego na pierwszym miejscu. Pokręciłam głową by strącić jakoś łzy. Spojrzałam na Hinatę. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem a z jej oczu płynęły te znienawidzone przeze mnie krystaliczne krople. Podbiegłam do niej na moich 10-centymetrowych szpilkach (byłam w tym mistrzem) i rzuciłam się jej na szyje.
- Nie wiem co tu robisz, ale cieszę się, że cię widzę. - szepnęłam jej do ucha. Uśmiechnęłam się łobuzersko. - Gotuj się na spowiedź siostro.
Ta przełknęła głośno ślinę i niepewnie pokiwała głową.
- Ale na to będzie jeszcze czas! - krzyknęłam. - Szkoło nadchodzimy! - i pociągnęłam Hinatę w stronę schodów prowadzących na sale gimnastyczną w której, o ile moje informacje są prawdziwe, miało być rozpoczęcie roku szkolnego. Rozejrzałam się wokół i zrobiłam minę jakby mnie olśniło. Wszędzie było pusto. Błyskawicznie obróciłam się w stronę białookiej i gdyby nie mój refleks poleciałby jak długa.
- Słuchaj... która godzina? - Granatowłosa wyjęła swojego iphona z torebki przewieszonej przez ramię i spojrzała na ekran.
- 10:35 ... - rzekła spokojnie ale zaraz zrobiła przerażoną minę. - Spóźniłyśmy się!
- Ou... - skrzywiłam się, ale zaraz potem rozpromieniłam się na nowo. - Szlachta się spóźnia. Będziemy miały zajebiste wejście. Chodź!
Pobiegłyśmy w stronę wielkiej sali w którą była wyposażona nasza kochana szkoła prywatna. Wparowałyśmy do niej akurat gdy deryktorka coś tam gadała. Wszystkie pary oczu zwróciły się na nas. Irytowało mnie to.
- Na co się gapicie? Ołtarz stoi przed wami! - warknęłam, a pod wpływem mojego tonu wszyscy z powrotem zwrócili się w stronę dyrektorki, która jakby nigdy nic kontynuowała swoją przemowę widocznie znudzona. Stanęłyśmy przy reszcie naszej klasy. Zerknęłam na Hinatę. Oczywiście była cała czerwona. Westchnęłam, przynajmniej teraz mam pewność, że to ona. Zawsze przy krępujących sytuacjach robiła się czerwona jak burak. Po jakichś 20 mintuach, pani Tsunade, bo tak miała na imię dyra skończyła nudzić i poleciła byśmy wspólnie z wychowawcami udali się do naszych klas. Ja i cała 1C mieliśmy salę nr 9 na pierwszym piętrze. Super, nachodzimy się po schodach za kolejne chujset lat. Oj, przyszłe pokolenie będzie nam wdzięczne, bo nie zdziwiłabym się gdybyśmy wydeptali dziury w stopniach. Weszliśmy do klasy. Z racji tego, że nauczyciel obawiał się iż ta sama płeć w jednej ławce będzie planowała zamach na "wrogą frakcję", nakazał nam usiąść mieszanie. Po kilku niemiłych uwagach skierowanych w jego stronę, wreszcie usiadłam z niebieskookim blondynem. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko, przez co prawie nie oślepił mnie bielą swoich zębów. Zmrużyłam oczy (może nie było to zbyt uprzejme, ale musiał to przetrawić, gdyż mam takie odruchy) i oddałam uśmiech, nieco mniej entuzjastycznie, ale jednak.
- Siemka, Naruto. - powiedział i podał mi dłoń. Chwyciłam ją.
- Sakura, miło mi.
- Bardzo ładne imię.
- Dzięki. - zaśmiałam się zarzucając włosy za ramię (nie myślcie sobie, że to podryw, w żadnym razie!) i przez chwilę myślałam, że zacznie się ślinić. Przynajmniej na to miał ochotę, co wyczytałam z jego oczu. Nie chciałam robić mu nadziei, wydawał się być uprzejmy, jednak nie mogłabym tak od razu wyskakiwać z przypuszczeniem, że mu się spodobałam, więc postanowiłam olać jego reakcje.
- Witajcie dzieci. - rzekł siwowłosy mężczyzna, stojący na środku sali. Wyglądał dość dziwnie. Szare włosy odstające niczym u Franklina po wpadnięciu na ten jakże inteligentny pomysł by bawić się w nakurwianie po podwórzu z latawcem w łapie kiedy tak piździło. Na twarzy miał maskę rodem z "Kosmici vs Ninja". Do tego ta wyluzowana poza i pornol na kartkach w ręce świadczyły o jego wysokich kompetencjach (nie wiem czemu to zdanie, aż tak ocieka sarkazmem xd dop.aut). Kaszalot jak się patrzy, pomyślałam poirytowana. - Nazywam się Kakashi Hatake i będę waszym wychowawcą przez te 3 lata. - mówił wogóle na nas nie patrząc. Poczułam się urażona. - A teraz czas na to byście się przedstawili. Może zaczniemy od ciebie. - Wskazał na wytapetowanego rudzielca z okularami na nosie. - Powiedz jak się nazywasz, czym się interesujesz i tak dalej. - dzewczyna wstała.
- Nazywam się Karin i interesuję się chłopa... - gadała przesłodzonym głosem od którego aż głowa mnie rozbolała. Dalej nie miałam ochoty jej słuchać, więc "wyłączyłam się". Kolejny plastik z kompleksem niższości i bez planów na przyszłość dalszą niż kolejne 10 minut. Powoli oczy mi się zamykały kiedy blondyn obok szturchnął mnie w ramię. Spojrzałam na niego zła, a on mruknął coś w stylu : "teraz ty.."
Zerknęłam w stronę nauczyciela który miał we mnie wgapione to głupie spojrzenie. Wstałam i od razu usłyszałam gwizdy. Zgromiłam wzrokiem każdego chłopaka w promieniu 5 metrów.
- Nazywam się Sakura Haruno i nie mam jakichś specjalnych zainteresowań... - nie dokończyłam bo chłopak z białymi włosami i fiołkowymi oczami mi przerwał.
- To może znajdziemy jakieś wspólne zainteresowania co ty na to? - na ten tekst płeć męska ryknęła śmiechem. - Może pogotujemy? - dodał i udawał, że "ugniata masło" co wywołało kolejne salwy śmiechu.
- Zgotować to ja ci mogę danie w mordę, chyba, że wolisz dostać trochę niżej. - odpyskowałam mu zmierzając go kpiarskim wzrokiem od góry do dołu zatrzymając się chwilę na jego kroczu. - Albo i nie.
I tak jak się spodziewałam. Klasa w ryk. A nasz kucharz zmieszany odwrócił się w stronę tablicy.
- Dobrze, Sakuro, siadaj. - powiedział kaszalot normalnym tonem jakby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca.
Usiadłam. W duchu czułam satysfakcję, że już pierwszego dnia udało mi się kogoś zgasić. Ze mną się nie zadziera. Następny po mnie był brunet o czarnych oczach, bardzo znajomy. Jednak nie potrafiłam go skojarzyć. Gdy wstał, usłyszałam piski żeńskiej części widowni. Zauważyłam, że wywrócił oczami. Witaj w klubie, pomyślałam. Nie powiem, był przystojny, ale bez przesady.
- Sasuke Uchiha... - nie kojarzyłam tego nazwiska. Kurwa, mam dziś jakąś pustkę w głowie. Przez moje zamyślenie nie dosłyszałam reszty jego wypowiedzi. Palnęłam się delikatnie w głowę co musiało wyglądać dość dziwnie. Po brunecie przedstawiło się jeszcze kilka osób. Nie wiem po co ta cała szopka skoro i tak nikt się nie zapamięta. Przecież interesujące mnie osoby i tak poznam później, a teraz mogłabym się na przykład zabawić z moim kotkiem. Bez skojarzeń zboczeńcy. Chodziło mi o mój samochód. Musiałabym zajechać do galerii... Nagle poczułam uścisk na ramieniu.
- Możemy już iść. - powiedziała Hinata i tym razem to ona pociągnęła mnie w stronę drzwi. Jakie zaskoczenie czekało nas gdy przed drzwiami czekał na nas Naruto.
- Hej dziewczyny, mam do was taką sprawę... - zaczął.
- Słucham ja ciebie. - wyszczerzyłam się.
- Dzisiaj organizuję mały melanż w klubie w ramach zapoznania się. Wpadniecie? - zapytał z nadzieją. W sumie czemu nie. Spojrzałam na białooką. Byłą cała czerwona i nie mogła wydusić słowa. Oj Hinatka, Hinatka co ty byś beze mnie zrobiła?
- Oczywiście, że będziemy. - wyciągnęłam smartfona z kopertówki. - Daj, wymienimy się numerami, napiszesz mi gdzie i kiedy.
- Spoko. - również wyciągnął swój telefon i podyktował numer. Puściłam mu strzałkę.
- Dam ci jeszcze telefon Hinaty bo ona poszła spać. - wskazała na Hyuugę i spojrzała na nią z dezaprobatą. Podał mi telefon a ja wpisałam numer podpisując ją
Hinatka ;*. - Później mi podziękujesz. - szepnęłam jej na ucho tak by blondyn tego nie usłyszał.
- Ok dzięki. Później wam napiszę. - pocałował nas w policzki na pożegnanie, przez co Hinata jeszcze bardziej się zaczerwieniła.
- No chodź już, trzeba kupić ciuchy na imprezę. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę mojego wozu.
- Wow - wyrwało się Hinacie widząc moje Lam. - Masz prawko? - zapytała szczerząc się do mnie. - Wiesz, że niepełnoletni nie mogą jeździć?
- Szczegóły... - mruknęłam w odpowiedzi. - Ty nie gadaj tylko wsiadaj, bo Naruto idzie. - Poczęła się oglądać na wszystkie strony. - Ha, wiedziałam! Będziemy musiały poważnie pogadać.
- Wiesz, że jesteś wredna? - udała obrażoną.
- Dziękuję. - zrobiłam słodką minę i położyłam sobie dłoń na sercu.
- To nie był komplement. - odburknęła.
- Ojtam nie sraj się, ciocia Saki wszystko załatwi.
- Awansujesz. - przeszło jej.
- A jakże. Niedługo będzie mamusia. Jeszcze tylko kilka punktów...
Roześmiała się. Jak ja kocham patrzeć na jej wesołą twarz. To miód na serce.
- To gdzie jedziemy?
- Jak to gdzie? Na zakupy! Trzeba się wreszcie rozluźnić i kogoś wyrwać bo moja mama obawiała się, że zostanę starą panną do końca życia - zaśmiałam się, mimo iż nie mijałam się z prawdą. Rin miała bardzo duże mniemanie o swojej córeczce i dużo od niej wymagała. Nie oznacza to, że była nadopiekuńcza. Miałam mamę w sam raz, pomyślałam z kwaśną miną. - Kierunek: Centrum Handlowe!
Była dopiero 13:25, więc nie musiałam obawiać się korków. Wjechałam na parking i postawiłam wóz trochę dalej niż inni klienci. Wyszłyśmy i ruszyłyśmy na polowanie.
***
Po około 3 godzinach buszowania w najróżniejszych sklepach, przymiarce jakiegoś tysiąca ciuchów, byłyśmy tak obładowane, że ledwo udało nam się dojść do samochodu. Przez chwilę myślałam, że nie dojedziemy do domu, bo moja kochana bryka ewidentnie miała ochotę za przeproszeniem usiąść na dupie. Bez beki, tył był zdecydowanie za nisko. Ledwo udało nam się zamknąc bagażnik a to co się tam nie zmieściło, lądowało na tylnych siedzeniach.
- O kurwa... - powiedziałam zmęczona. - Nie mam siły.
- Nie klnij. - skarciła mnie Hinata. Spojrzałam na nią a po chwili wybuchłam śmiechem. Ona poza tym też. Chwilę potem otworzyłam szeroko okno i z awaryjnego schowka wyciągnęłam paczkę Marlboro i zapalniczkę. Wyciągnęłam papierosa i podałam go Hinacie. Ta pokręciła przecząco głową. - Nie palę.
- Oj, nie pierdol. Nikomu nie powiem.
Ta dalej nie była przekonana. Pewnie nie uwierzycie, ale za czasów gimnazjum nasza wzorowa uczennica, wzorowo paliła paczkę dziennie.
- Jednym się nie uzależnisz, to na nerwy.
- Nie... - wymiękała, widziałam to. A ja jestem wredna, jak ona to ujęła, więc wzięłam fajkę do ust, odpaliłam ją i mocno się zaciągnęłam. Wydmuchałam jej dym prosto w twarz. Nie wytrzymała.
- Daj. - zażądała krótko, a ja uśmiechnęłam się tryumfalnie. Podałam jej szluga i odpaliłam.
- Ale otwórz okno, bo moje kochanie się udusi.
- Co? - zrobiła zabawną minę.
- Mój samochód.
- Aaa... ha? - podniosła brew do góry, ale zrobiła to o co ją prosiłam. Po chwili obie chichotałyśmy bez powodu jak głupie.
- Dobra, to jedziemy do mnie, trzeba się odwalić na melanż. - powiedziałam, gdy już sie uspokoiłyśmy.
- Spoko, tylko napiszę do starego. - wyciągnęła komórkę i szybko wystukała coś na klawiaturze.
- Nie będzie miał wontów?
- Walę to. - powiedziała obojętnie.
- Uuu, co ja robię z ludźmi? - zapytałam swoje odbicie we wstecznym lusterku, ruszając przy tym zabawnie brwiami. Nie zauważyłam, że za mną jedzie jakiś młody chłopak, który myśląc, że to do niego niemal co nie walnął w słup. Ryknęłyśmy śmiechem.
- Masz odpowiedź. - powiedziała białooka, dając mi kuksańca w bok.
- Dobra, jedźmy bo jeszcze dostanie zawału. - powiedziałam przez śmiech mając na myśli chłopaka.
***
Gdy byłyśmy na miejscu, nikogo nie było w domu. Zapewne pojechali do tego sklepu meblowego. Postanowili zmienić nieco wystrój domu, który moim zdaniem był w porządku. Ale jak na coś się uprą to nie ma zmiłuj.
- Hmm... - patrzyłam spokojnie na bagażnik zapełniony po brzegi. - Ja pierdole!!! - wydarłam się na całe gardło, nie zważając na karcące spojrzenia ludzi przechodzących obok. Mam je w dupie! Najważniejsze jest teraz to, jak mam przenieść te rzeczy na górę. W oddali zobaczyłam chłopaka o blond włosach związanych w kitkę i czerwonowłosego chłopaka o piwnych oczach. Poznałam ich.
- Dei, Sas, pomocy! - krzyknęłam rozpaczliwie w ich stronę.
- Hej Saki, o co chodzi? - zapytał Deidara. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki.
- Pomóżcie mi! - wskazałam na zakupy. - Nie dam rady wnieść tego do domu.
- Hmm... a co będziemy z tego mieć? - uśmiechnął się cwanie. Nie ze mną te numery bejbe, pomyślałam zażenowana. Wskazał na swój policzek. - Za całusa.
- Hmm... - tym razem to ja udawałam, że się zastanawiam. Przyłożyłam dłoń do ust i złożyłam na niej pocałunek, po czym bezceremonialnie wymierzyłam mu policzek delikatnie się zamachując. - Proszę. Też chcesz? - zapytałam Sasoriego, który miał nieco wystraszony wyraz twarzy.
Ten nic nie powiedział tylko cofnął się jakieś 2 metry w tył. Ciota, pomyślałam. Spojrzałam na skrzywionego Dei'a, który trzymał się za mój prezent.
- To jak, pomożecie nam? Szybko śpieszymy się. - warknęłam patrząc na wyświetlacz telefonu. Właśnie dostałam sms'a od Naruto z namiarami klubu do którego szliśmy i godziną spotkania. Była 17:06 a impra zaczynała się o 20:00. - Mamy niecałe 3 godziny!
- A gdzie się spieszysz księżniczko? - zapytał odsłaniając policzek, który był zaczerwieniony. Siniaka z tego raczej nie będzie, najwyżej mała opuchlizna.
- Na imprezkę. - odpowiedziałam.
- Imprezkę? - powtórzył z miną debila.
- Tak, imprezkę, więc rusz swoją szanowną dupę i mi pomóż! - wrzasnęłam.
- Okey skarbie, nie bulwersuj się tak bo ci żyłka pęknie. - mruknął. - Możemy się zabrać z wami? Nie mamy na dziś nic do roboty.
Zastanawiałam się chwilę. Czemu nie? W razie czego nie będę się do nich przyznawać.
- Spoko skarbie. - powiedziałam i uśmiechnęłam sie uroczo. To jak go nazwałam, nakręciło go jeszcze bardziej.
- Rusz tyłek Saso, każesz czekać damom?
- Już, już. - mruknął bez entuzjazmu.
- Proszę kotku, więcej wigoru. - podeszłam do niego i złożyłam krótkiego buziaka na jego policzku. Od razu się rozpromienił.
- Ej! - zaśmiałam się z miny blondynka.
- Na ciebie jeszcze przyjdzie czas. - uśmiechnęłam się kusząco.
- Hehe, nie mogę się doczekać. - łobuzerski uśmiech wstąpił na jego twarz po czym oboje chwycili torby.
- Co wy tam macie? Cegły? - narzekał Dei.
- Nie gadaj, drugie drzwi po lewej na piętrze.
W czasie gdy chłopacy przenosili nasze ciuchy, ja i Hina siedziałyśmy w kuchni i robiłyśmy Gnocchi z ricottą*. Taki spóźniony obiad. Nie obyło się bez komentarzy w stylu "Sakurcia, nieźle sobie z nimi poradziłaś" , "Masz talent" i inne takie. To nie ja mam talent a to oni są strasznie ulegli. Gdy skończyli wspólnie zjedliśmy nasze danie i umówiliśmy się, że podjadą po nas o 19:40, poczym wyszli. Razem z Hyuugą weszłyśmy do mojego pokoju w którym szykowałyśmy się dość długo. Ja założyłam srebrny top na grubych, czarnych ramiączkach krzyżujących się na plecach, czarne rurki, szpilki z paskami, małe kolczyki-kuleczki i dużo błyszczących branzolet. Wzięłam ze sobą torebkę na pasku, żeby mieć gdzie schować telefon, szlugi i inne takie pierdoły. Do tego przejechałam po oczach czarnym eyelinerem i tuszem do rzęs. Delikatnie podkreśliłam usta błyszczykiem. Na koniec postanowiłam zrobić sobie bujne loki. Hinata była wniebowzięta moim wyglądem, nie byłam jej dłużna. Dziewczyna założyła białą bokserkę w srebrne wzorki, jeansowe rurki, czarne lakierowane szpilki, ciemną kamizelkę, błyszczące kolczyki-serduszka i również wzięła ze sobą torebkę. Postanowiła pomalować się granatowym eyelinerem i tuszem oraz delikatną szminką. W przeciwieństwie do mnie, ona wyprostowała włosy, a grzywkę zaczesała na bok jak ja na rozpoczęcie. Obie wyglądałyśmy bosko. Wyszłyśmy na dwór i to co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach: piekny, srebrny Chevrolet Corvette GS Convertible! Jasne, może i nie wyglądam, ale trochę znam się na autach. Chciałam sobie takiego sprawić, ale zrezygnowałam gdy ujrzałam moje Lamborghini. Nie żałuję. Teraz tylko pozostaje który z tych idiotów ma takie cacko. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że miejsce kierowcy zajmuje Dei (sarkazm). Nie dziwie się, że auto wygląda na nowe, bo znając Deidarę, samochód nie wytrzymałby dłużej niż 3 miesiące. A że nasz kochany Deidara ma 21 lat i jest niewiarygodnie dziany, to może sobie pozwolić na takie zabawki. Wsiadłyśmy na tylne siedzenie i usłyszałyśmy gwizdy od strony obu panów.
- Elo biczys. - rzekł Dei za co dostał ode mnie w łeb. - Za co? - oburzył się rozmasowując sobie miejsce ciosu. Będzie guz.
- Za chęci do życia. - odpowiedziałam.
- Ej Saki... Ładna ta twoja koleżanka. - Deidara uśmiechnął się zalotnie do Hinaty przez co ta spaliła raka.
- Wiem, bo moja. - odpowiedziałam oglądając swoje paznokcie.
- No wiesz ty co... - powiedział Dei. - O kurna! Gdzie moje maniery? Deidara do usług. - rzekł po czym chwycił dłoń granatowłosej i delikatnie ją ucałował, na co ta zachichotała. Przewróciłam oczami.
- Sasori - czerwonowłosy uścisnął jej dłoń. - Miło mi. - uśmiechnął się życzliwie.
- Hinata. - odpowiedziała i na jej twarz wstąpił niepewny uśmiech.
- Dobra, ruszcie się chłopacy, bo nie zdążymy. - Spojrzałam na zegar samochodowy na którym widniała 19:48. - Wiecie gdzie jest klub
"
Several Moments"?
- Jasne. To jedziemy na party! - wrzasnął Dei.
- Wiesz co? Tak pić przed imprezą? To oznaka niewychowania. - pokręciłam palcem wskazującym jak matka karcąca swoje nieposłuszne dziecko, co on mógł obserwować w przednim lusterku.
- Ale o co chodzi? - zapytał zdezorientowany.
- No bo taka głupawa to tylko po piciu. - udawałam zdziwioną jego niewiedzą. W duchu jednak śmiałam się z jego miny.
- Ha ha, bardzo śmieszne. - powiedział poirytowany.
- Oj, Deiuś, nie denerwuj się kotku, ja tylko żartuję. - zrobiłam minkę zbitego psa.
- Dobra, zaraz będziemy. - uśmiechnął się udobruchany.
- Nareszcie. - odwzajemniłam uśmiech. Czas na imprezkę!
-----
Trochę dłuższa nocia. Na razie Sasek tylko chwilowo, pojawi się w następnej notce, jeżeli taka nastąpi xD . I teraz taka sprawa... Nie mówcie mi że idealizuję Sakurę czy inne postacie. To moje opko i mam do tego prawo, ponieważ mimo iż w rzeczywistym "Naruto" Sakura jak dla mnie jest mało ważna zwłaszcza teraz, kiedy jest wojna. Muszę to sobie odreagować ;d Poza tym, jeżeli ktoś nie lubi przekleństw to sory, ale od czasu do czasu będą się pojawiać :)
To tyle i ponawiam swoją prośbę: Jeśli ktoś to czyta to proszę zostawiać komentarze, bo po pierwsze wiem wtedy co poprawiać (wiem, piszę strasznie dużo opisów co dla niektórych jest nudne. Przedłużam i wgl) a po drugie mam świadomość wtedy że ktoś czyta to "coś" :] I po to piszę, żeby być i chwalona i krytykowana. To tyle chyba ode mnie, jak na razie.
* Gnocchi z ricottą - Kopytka z ziemniaków z serem ricotta.
Strój Saki: Strój Hiny: