niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 7

 Na początek: sory, że znowu długo czekacie a mało dostajecie, ale ostatnio odliczam dni do wyjazdu starego do Norwegii i nie mam weny... postaram się pisać dłuższe nocie. Ale ogólnie to rozdział pisany przy :

http://www.youtube.com/watch?v=QyezOj4oglU

i

http://www.youtube.com/watch?v=r5e8yMTe-IQ

-----

 Byłam tak zszokowana, że nie mogłam wydać z siebie nawet dźwięku. Kiedy Uchiha delikatnie muskał moje usta, ja nie wiedziałam co robić: oddać pocałunek czy go odtrącić. Mimo, że drżałam pod wpływem jego dotyku, zostało mi jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Położyłam mu dłonie na torsie i delikatnie odepchnęłam go. Patrzył na mnie zaskoczony moją reakcją. Pewnie spodziewał się, że bez oporów wpadnę mu w ramiona, jak każda normalna dziewczyna. Jednak był jeden problem: ja nie byłam normalna. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Pewnie dlatego mnie pocieszał: by zdobyć moje zaufanie, a potem myśląc, że mnie nabrał, przeleciałby mnie. Chciałam mu przyłożyć i wykrzyczeć, że mu wierzyłam i myślałam, że jest inny. Lecz nie miałam na to sił. Bez słowa opuściłam męską toaletę i nie zważając na zainteresowane spojrzenia uczniów, ruszyłam pod klasę. Zobaczyłam pod nią podekscytowane Ino i Temari, które gdy tylko mnie zauważyły, chciały się na mnie rzucić.
- Przestań piszczeć do cholery! - warknęłam w stronę Ino. Wiem, nie powinnam się na niej wyżywać, ale strasznie mnie irytowała. - Nie mam wam nic do powiedzenia. - rzekłam po chwili grobowym tonem. Co miało oznaczać: "Spierdalajcie, nie mam ochoty zwierzać się takim plotkarom". Lubiłam je, ale to przesada, żeby wszystkim dzielić się ze wszystkimi. Ale jeśli chcą mieć miano "puste panienki", to ja nie będę im w tym przeszkadzać. Lecz nie zamierzam się także do tego przyczyniać. Minęłam je bez słowa, oparłam się o ścianę i skrzyżowałam ręce na piersi. Mamy teraz lekcje z wychowawcą, a, że Kakashi-sensei to straszny spóźnialski, nie mamy co liczyć na punktualne rozpoczęcie zajęć. Zobaczyłam, że pan arogant wychodzi z kibla i kieruje się w stronę klasy. Świdrował mnie spojrzeniem, znowu czułam się naga. Jednak tym razem miałam na to wyjebane. Uporczywie unikałam jego wzroku. W klasie tak samo - czułam, że się na mnie gapi, ale nie obracałam się. Niech wie, że już nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jednak mimo wszystko miałam ochotę wydrapać mu te gały. Uwolnić świat (czyt. siebie) od spojrzenia tych hipnotyzujących, czarnych tęczówek. Ignorowałam pytające spojrzenia Hinaty i Naruto rzucane w moją stronę. Blondyn od czasu do czasu próbował pogadać ze mną drogą karteczkową, jednak ja odsyłałam go z kwitkiem. Nie będę się im spowiadać. Lekcje minęły mi wyjątkowo szybko. Nauczyciele wyczuli moje rozdrażnienie i (chwała im) zostawili mnie w spokoju. Czyli praktycznie cały dzień przesiedziałam w swoim świecie, słuchając muzy (http://www.youtube.com/watch?v=DWaB4PXCwFU). Wreszcie zadzwonił ostatni dzwonek. Nie myśląc wiele ruszyłam w stronę drzwi. Szybko wybiegłam z budynku i zatrzymałam się dopiero koło mojego wozu. Oparłam dłonie o kolana i głęboko odetchnęłam. Hej... czym się wogóle przejmuje?! Cały dzień zachowuje się jak jakaś niedoszła samobójczyni, bo jakiś facet mnie oszukał?! Śmieszne! Przecież to nic nowego, tacy nigdy się nie zmienią i nawet jeśli nam to nie pasuje, to oni myślą kroczem! Walnęłam się w czoło, poczym wsiadłam do auta. Zamknęłam drzwiczki, otworzyłam okno i oparłam się wygodnie o fotel. Musiałam odreagować. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Do czasu gdy usłyszałam głosy...
***
SASUKE:
  Nie wiedziałem o co jej chodzi. Cały dzień nie odzywała się do mnie, ba, nawet na mnie nie patrzyła. Czy chodzi o ten pocałunek? Hm... może rzeczywiście, nie było to zbyt przemyślane, ale to był odruch! Jej usta są takie pociągające, wręcz same proszą o to by je pieścić. A ja nie jestem znany z kontrolowania swoich rządzy. Niestety zawsze gdy czegoś chciałem - dostawałem to. Ale jej nie mogę mieć! A czemu? Bo ona tego nie chce! Przynajmniej tak mi się wydaje patrząc na jej reakcje na moją osobę... Obserwowałem ją cały dzień, mając nadzieję, że to pomoże mi ją zrozumieć. Na marne. Była dla mnie niczym zamknięta księga, której nie mam prawa tykać. Raz roześmiana i arogancka, innym razem żaląca mi się w ramionach. Przytulając ją, czułem, że jest taka delikatna, iż każdy gwałtowniejszy ruch może ją rozbić na drobne kawałki. Nie chciałem przyznać się przed sobą, że już po tym pierwszym objęciu, uzależniłem się od jej dotyku. To jest chore! Znam ją niespełna 4 dni! Grr... Sasuke, co się z tobą dzieje?!
  Z letargu obudził mnie mój najlepszy kumpel - Naruto. Jest irytujący i (nie oszukujmy się) głupi jak but u lewej nogi, lecz to on mnie pociesza i dzieli się chęcią do życia. Bo najchętniej to sięgnąłbym po tasak Dozorcy z Metina i zdzielił się nim po łbie.
- Ty... co się dzieje z Sakurcią? Przez wszystkie lekcje siedziała nieobecna, nie zwracała uwagi na moje liściki. - echh, Naruto, ty i te twoje idiotyczne karteczki.
- Nie wiem. - skłamałem gładko. Nie chciałem o niej rozmawiać, bo wtedy coraz bardziej boli mnie jej ignorancja. I moja głupota. - Idziemy?
- Taa... ale będę musiał potem do niej napisać. - dodał rozgorączkowany. Westchnąłem. To se do niej pisz, już to widzę. Uwaga Naruto nie potrafi być dłużej skoncentrowana na jednym, więc wystarczy skierować ją na inny temat, by mieć spokój. Sory, "spokój". Bo jak zacznie gadać, to nie przestanie tak szybko.
  Wyszliśmy przed budynek i mój wzrok padł na czarne Lamborghini. A raczej na osobę która w nim siedziała. Różowołosa siedziała na miejscu kierowcy z zamkniętymi oczyma i równomiernym oddechem.
- Ej! - wrzasnął Naruto, pokazując na Sakurę. - Chodź, pogadamy z nią! Może nam coś powie. - już ruszał w jej stronę, gdy złapałem go za rękaw bluzy. Spojrzałem na niego z dezaprobatą.
- Czy ty jesteś ślepy? Pytanie retoryczne. - dodałem widząc jak otwiera usta by odpowiedzieć. - Czy ty nie widzisz, że ona śpi? - patrzyłem jak wychyla się stając na jednej nodze i mrużąc oczy. Westchnąłem po raz setny tego dnia. - Chodź. - zacząłem ciągnąć go w stronę mojego samochodu. Mieszkamy obok siebie, więc na zmiane jeździmy ze sobą do szkoły, żeby nie marnować paliwa. Wyrwał mi się, a ja spojrzałem na niego pytająco. Nudziła mnie ta sytuacja.
- Tym bardziej powinniśmy ją obudzić! Jeszcze będzie spała niewiadomo ile i nie zdąży wrócić do domu... albo ktoś ją porwie w śnie... albo rodzice tak się będą martwili, że zadzwonią na policje, a wtedy gdy będą jej szukać, oskarżą nas o to, że widzieliśmy ją i nie zareagowaliśmy... przejebane!
- O to się martwić nie musisz... ona nie ma rodziców... - powiedziałem po chwili namysłu. - Tylko nie mów nikomu, bo to nie powód do chwalenia się. - skrzywiłem się. Wiedziałem, że nie powinienem mu tego mówić, ale czułem się lepiej wiedząc, że nie tylko ja niosę to brzemię tajemnicy. Ale to lepsze samopoczucie niszczyła świadomość, że gdy Sakura dowie się, że powiedziałem o tym komukolwiek, znienawidzi mnie doszczętnie. Niestety, słowo się rzekło... Spochmurniałem.
- Przykro mi. - on też przygasł. - Jednak i tak musimy ją obudzić. - wreszcie przytaknąłem. Było w tym nieco słuszności. Jednak jakie było nasze zdziwienie, kiedy obróciliśmy się i zobaczyliśmy puste miejsce parkingowe. - No i spóźniliśmy się. - powiedział blondyn.
- Jakbym nie zauważył. - odpowiedziałem zirytowany. - Jedźmy już. - i nie czekając na blondyna, ruszyłem w kierunku auta.
  Jechaliśmy w ciszy. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma sensu rozpoczynać rozmowy. Blondyn postanowił najwidoczniej zagłębić się w jakiś temat (co dla mnie było nowością), a ja? Ja patrzyłem tępo na drogę i o niczym nie myślałem. Czułem się niczym kukła bez uczuć i emocji. Wreszcie dojechaliśmy pod dom Naruto. Pożegnaliśmy się cicho, umówiliśmy na jutro, a ja odjechałem w swoją stronę.
  Gdy podjechałem pod dom, zaparkowałem i szybkim krokiem wkroczyłem do środka. Wbiegłem na górę i rzuciłem plecak pod drzwi. Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem telefon. Sms... od Sakury. Wysłany 20 minut temu.
Nowa wiadomość od
Sakura

(jakoś nie miałam ochoty dodawać żadnych minek, nie w stylu Saska dop.aut.)
Wiesz co? Zawiodłam się na tobie. Dobra, pocałunek jeszcze przetrawię, ale to?! Jak mogłeś powiedzieć o tym Naruto?! Zawiodłeś mnie i moje zaufanie. Nie odzywaj się do mnie! A myślałam, że jesteś inny...

  Byłem zszokowany. Patrzyłem tępo na wyświetlacz, nie wiedząc co zrobić. Zawiodłem ją... zawiodłem... tylko to krążyło po mojej głowie.

-----

 Trochę problemów narobiłam, ale cóż... tak mi się zebrało na mieszanie. Trochę emocji xD Do tego narracja Sasusia ;* Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam. : )

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 6

 Na wstępie: sory że dopiero teraz, tak się złożyło. :P

Cierpiąca - właśnie o to chodzi! Strzelajcie we mnie sugestiami, bo ja wtedy wiem, czego ode mnie oczekujecie i o czym chcecie czytać! 'Subtelniej' mówisz? Oj, będzie jeszcze tyle tych romansów że wreszcie się wam znudzi ^^
 Zapraszam do czytania :) !

 Chciałabym też SERDECZNIE podziękować Miyako - chan za to że udostępnia moje bazgroły na Facebooku :) Dziękuję ci :>

-----

 Obudził mnie dźwięk nadchodzącej wiadomości. Coś czułam, że ten ktoś kto truje mi dupę o... 11:58 ... będzie miał rozwalony cały dzień. Leniwie sięgnęłam po telefon i zerknęłam na wyświetlacz zmrużonymi oczyma.
Nowa wiadomość od
Deiuś ;*

I jak, żyjesz? :D

 Szybko wyklikałam odpowiedź:
Tak, żyje, ale nie będę mogła tego samego powiedzieć o tobie gdy tylko cię dorwę...

 Znaczy, gdy tylko dojdę do siebie.
Czyżbym... obudził cię? >.>

Brawo, dostałeś Oscara od Saki za największą spostrzegawczość sezonu! Kiedy przyjdziesz go odebrać? Jak najszybciej, bo już nie mogę się doczekać by wbić ci go w dupę...

Sakurcia, nie przesadzaj, miałaś zamiar leżeć cały dzień w wyru jak jakaś sparaliżowana?

Tak! A teraz żegnam! Muszę jeszcze coś zrobić. Przez ciebie się nie wyspałam i muszę przesunąć mój zamach: podpadłeś mi kotku. Mam cię na oku.

-,- ... z tobą naprawdę jest źle. Matko, z kim ja się zadaje?

Nie odpowiem na to niestety, bo nie znam twego pełnego życiorysu (w sklepach zabrakło), lecz teraz muszę się pożegnać tak na serio, bo trzeba jakoś odespać to chlańsko. Twoja wina. Nara.

Cześć...

 Rzuciłam telefonem z powrotem na szafkę i spoglądnęłam za okno: słońce świeci, chmurki zniknęły, niebo błękitne, a ptaszki śpiewają. Napewno dziś nigdzie nie wyjdę. W taką pogodę? Chyba was to słoneczko za mocno przygrzało. Dobra, czułam się teraz jak wampir odseparowany od świata zewnętrznego, ale co? Rzeczywiście, za dużo "Zmierzchu" się naooglądałam. W wieku 13 lat, próbowałam ugryźć mojego wujka. Cicho, miałam fazę. Kryzys wieku młodego, kiedy chce się mieć 160 lat. Deidara, masz przesrane. Może i to nie twoja wina, że się tak upiłam, ale wiesz... mogłeś nie przychodzić. Do moich myśli powróciły zdarzenia z wczorajszego wieczoru. Uśmiech sam wpełzł mi na twarz:
  Usiedliśmy razem na kanapie i postanowiliśmy, że zanim zaczniemy na dobre, obejrzymy jakiś horror. Przez cały seans tuliliśmy się do siebie jak małe dzieci, kołysząc się w prawo i lewo. Z przerażonymi minami darliśmy się sobie nawzajem do ucha. Hah, ale to było dobre! Gdy film się skończył postanowiliśmy się napić: a że my umiaru nie mamy, a też środków nam nie brakuje, piliśmy piwo po piwie. W końcu po jakichś pięciu puszkach, usiedliśmy po turecku na ziemi i... :
- Zadanie czy pytanie? - wrzasnął Dei.
- Pytanie! - odpowiedziałam. Wolałam na początek z nim sobie nie pogrywać...
- Czy ci się podobam? - zapytał mrugając do mnie zalotnie. Roześmiałam się.
- Jasne kotku. - odpowiedziałam, na co oboje się zaśmialiśmy. - Teraz ja: Zadanie czy Pytanie?
- Jasne, że zadanie! - odpowiedział z uśmiechem. Ważne jest pozytywne nastawienie.
- Hmm... idź kup mi tampony w aptece, bo mi się skończyły. Masz niedaleko. - uśmiechnęłam się chytrze, jednak jego po alkoholu nic nie zrazi.
- Ok... szykuj sie, bo teraz masz zadanie. - hah, zobaczymy co tam masz... hmm, czyżby znowu skojarzenia? Ludziee...
- Spoko... No pędź bo mi cieknie! - wrzasnęłam mu na odchodne, po czym roześmiałam się. Wrócił po jakichś 5 minutach cały czerwony. I to bynajmniej nie za sprawą alkoholu. - Mogę tylko się domyślać, co się tam działo. Musiało być bardzo gorąco, skoro jesteś taki czerwony.
- Nie mam ochoty o tym gadać... - mruknął zdegustowany podając mi tampony, ale zaraz się rozpromienił. - No Sakurcia, zadanie...
- Jasne... - westchnęłam. Jaki z niego cham, coś czuję, że zaraz zgwałci mnie psychicznie.
- Wyjdź na dwór, idź pod dom Sasuke i krzyknij, że go kochasz i że chcesz za niego wyjść. - moje oczy zrobiły się wielkie. O ty chytrusie. Przełknęłam głośno ślinę, ale poczęłam się podnosić.
- Ale ty idziesz ze mną. - powiedziałam przez śmiech. Jego mina była dość zdezorientowana, ale cóż: ja mam dość częste rozdwojenie jaźni.
Jakieś 10 minut zajęło nam dojście pod dom Uchihów. Pewnie poszłoby nam szybciej, gdybym się tak nie guzdrała. Wreszcie gdy byliśmy pod drzwiami, przystanęłam, nabrałam powietrza w płuca i wrzasnęłam.
- Sasuke, kocham cię! Wyjdź za mnie, błagam! - miało wyjść poważnie, ale już pod koniec wypowiedzi, oboje turlaliśmy się po trawniku ze śmiechu. Spojrzałam się na drzwi wejściowe i ujrzałam w nich głowę bruneta, który patrzył się na nas z politowaniem. Wydawało mi się, że przez ułamek sekundy, uśmiechał się lekko. - No nic to my już pójdziemy... - zaśmiałam się i poczęłam kierować w stronę domu, ale głos Sasuke mnie zatrzymał.
- A nie chciałabyś poznać mojej odpowiedzi? - uśmiechnął się chamsko. - Jasne, że za ciebie wyjdę. - zakręciło mi się w głowie.
- Idiota. - mruknęłam pod nosem. Zanim jeszcze zniknęliśmy za budynkiem, usłyszałam:
- Ślub w grudniu popołudniu! Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęłam się nikle. I znowu wyrwał mnie z mojego pijackiego świata, przez co szłam prosto i myślałam racjonalnie. No nic, jeszcze to nadrobię.
Resztę wieczoru spędziliśmy na graniu w onse madonse, łapki i baranki. Achh, jak małe dzieci. Do tego pewnie zbudzilśmy pół miasta swoimi pijackimi śpiewami, a że oboje nie umiemy śpiewać, to lepsze by było określenie pijackie fałsze. Dei musiał się zbierać, a ja wolałam go nie zatrzymywać, bo mógłby to w tym stanie wziąć na zbyt poważnie.
- Narka. - rzucił całując mnie w policzek.
- Dojdziesz do domu? - martwiłam się trochę, bo on ledwo chodził.
- Jasne, don't worry, be happy... - i znowu zaczął wyć. Aż mi uszy pękały.
- Dobra, dobra, skumałam.- mruknęłam. - Pa. - zamknęłam drzwi, poczym udałam się do pokoju, by ocenić swój stan. Ujdzie. Napewno lepiej niż rano. Brrr, zgroza. Drgnęłam, gdy 5-10 minut po wyjściu Dei'a usłyszałam przekręcany klucz w zamku. Uff, dobrze, że wyszedł, bo oboje z nas czekała by ciężka spowiedź. Jego zapewne skończyłaby się śmiercią w katuszach, a moja dożywotnim szlabanem. Bo niby pełnoletność w Japonii osiąga się w wieku 20 lat, lecz, ja uznam się pełnoletnią w wieku 18 (^^). Ale, że wujek, jest taki, a nie inny, byłby w stanie nawet mnie więzić. Dla "mojego dobra", oczywiście.
  Bez kąpieli, przebierania się w piżamę czy zastanawiania się nad tym co zobaczę jutro w lustrze, uwaliłam się na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam.

  Dlatego właśnie lubię spędzać czas z Dei'em, bo z nim czuję się jak z męską wersją siebie. Tylko że o 5 lat ode mnie starszą. Szczegóły. Achh, dzisiaj niedziela. Znowu czuję, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Do tego jutro szkoła... i spotkanie z "moim przyszłym mężem". Hah, ciekawe. Do tego czeka mnie spowiedź przed Ino, która już zapewne zdążyła podzielić się moim kłamstwem z połową miasta. Ciekawe co Sasuke na to. Uśmiechnęłam sie diabolicznie. Nie będzie sobie ze mnie żartował. A zamach przełożę na inny dzień.
  Postanowiłam, że spakuję się do szkoły w moją zajebiście słodką listonoszkę w kwiatki. Mam się czym lansować (xd). Gdy skończyłam, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zauważyłam, że wciąż jestem w ciuchach ze wczoraj. Szybko zdjęłam je, poszłam się wykąpać i nałożyłam piżamkę składającą się z koszulki na grubych ramiączkach i szortów z krówką z tyłu. Idealnie komponowała się z moimi kapciami w łaty i pluszakiem ciasteczkowym potworem (hio hio hio dop.aut). Postanowiłam, że zdrzemnę się, ponieważ po pierwsze: Dei nie dał mi się wyspać, a po drugie: i tak nie mam nic ciekawszego do roboty. Wiem, jestem tak zdesperowana, że idę spać o 15:00. Położyłam się więc i tak jak zasnęłam, tak spałam.
***
  Obudziłam się o 5:50 czyli spałam... prawie 15 godzin! O ... mój ... Boże... Ze mną jest coś cholernie nie tak... Do szkoły mam na 8:00 ... dobra, mam 2 godziny na przygotowanie się, starczy. Podeszłam do szafy i spojrzałam poirytowana w jej stronę. Nie mam się w co ubraaaać. Chociaż ostatnio robiłyśmy zakupy. Zerknęłam jeszcze raz w stronę tej pustej zdziry. A potem na swoją piżamę. Może tak pójdę? Napewno byłoby mi bardzo wygodnie. Westchnęłam. Wyciągnęłam różową koszulkę z krótkim rękawem w kratkę czy co to tam na niej było, białe rurki i białe tenisówki z różowymi akcentami. Ach, dzisiaj rzeczywiście dużo różu. Poszłam do toalety wolnym krokiem: nie spieszyło mi się. Umyłam się, wysuszyłam włosy i ubrałam ciuchy. Włosy związałam "w supeł", a usta pomalowałam błyszczykiem. To wszystko zajęło mi 1,5 godziny. Mój rekord, pomyślałam sceptycznie. Nie jestem jakąś zapatrzoną w siebie egoistką, a napewno nie jestem próżna. Po prostu lepiej się czuję dobrze wyglądając. Wyszłam z toalety i walnęłam się na łóżko. Mimo, że spałam tyle ile śpi się w dwa dni, nadal byłam jakaś przymulona. Ale wolę wyjść do szkoły niż znowu grzać dupę, bo jeszcze zwariuję do reszty. Postanowiłam, że sprawdzę pocztę: dawno nie wchodziłam na kompa. Moje oczy powiększyły się do granic możliwości, gdy zobaczyłam full reklam, spamów itp. Chwilę potem wkurwiłam się, zaznaczyłam je i bez wahania wywaliłam do kosza, po czym i go opróżniłam. Wiem, jestem bezwzględna. Reszta maili była od rodziny i niektórych znajomych. Skąd oni, do chuja, mają moją pocztę? I jak w Tokio zachować prywatność, gdy każdy ma twój numer czy gg? Poirytowana zamknęłam z trzaskiem laptopa. Za 25 minut rozpoczynają się lekcje. Postanowiłam napisać do Hinaty.
Hej, nie chciałabyś się zabrać ze mną do szkoły? Po co masz się tłuc tą zawodną komunikacją miejską?

  Ach, skąd ta dobroduszność u mnie? Może stąd, że mi się nudzi.
Sory, ale... ja już z kimś jadę...

  Wiedziałam, że się skrępowała...
Czyżby Naruto?

Mhmm...

Spoko, nie będę przeszkadzać waszej miłości. Mam nadzieję, że coś z tego będzie :P.

Dzięki, za wyrozumiałość : )

Nie ma za co, złotko. Do zoba w budzie ^^.

  Czyżby już wszyscy byli tacy szczęśliwi? Czuję się jak odludek i to coraz większy. No nic, więc ja i moje Lam będziemy sami. Hah, to nawet lepiej. Zaniedbywałam je wcześniej, trzeba to nadrobić... myślę, że każdy samochód ma uczucia, tak jak ludzie. Wiem, cicho. Jestem jebnięta. Ale jakby się nad tym zastanowić...
  Nad takimi rzeczami rozmyślałam, jadąc do szkoły. Gdy podjechałam pod sam budynek, zaparkowałam, wrzuciłam kluczyki do torby i ubrałam moje białe lustrzanki. Nie ma co. Piździ dziś to słońce na całego. Weszłam do szkoły i skierowałam się pod drzwi klasy. Nagle ktoś szarpnął mnie za ramię, przez co oboje wylądowaliśmy w męskiej ubikacji. Poczułam ten boski zapach. Już wiedziałam kto to był.
- Dezynfekcja zakończona. - usłyszałam jeszcze, zanim Sasuke wpił się w moje usta.

-----

Co do noci: nie wyszła mi. Nie tak przynajmniej miała wyjść w moim mniemaniu. Sakura za dużo śpi, za mało robi. Wyobraźnia mi siada co musicie mi wybaczyć. Przepraszam, że taka krótka! I ogólnie skumam jeśli sie wam nie podoba, bo ja już jej nienawidze :) I jeszcze coś: nie będę pisać notek codziennie, czasem może się zdarzyć, ale prawdopodobnie będą co 2-3 dni, bo nie mam siły ani czasu . Bardzo się cieszę, że się wam podoba < 3

Piżamka Saki:


















Torba Saki (<3) :















Strój Saki:

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 5

 Więc tak: chciałabym wam serdecznie podziękować za wyrozumiałość w sparwie moich uczuć (xd) a także przeprosić, że notka nie ukazała się wczoraj, ale tacie szajba odwalała i mi kompa skonfisował. :P
-----

Tak jak się spodziewałam: obudziłam się z wielkim kacem i brakiem chęci by ruszyć dupę gdziekolwiek. Nie miałam nawet siły by chwycić telefon, który leżał zaledwie 10 centymetrów ode mnie i napisać sms'a do Ino odnośnie naszego dzisiejszego wypadu. Poczułam, że zbiera mi się na wymioty. Iść do toalety czy rzygać tutaj? Oto jest pytanie. Jednak gdy wyobraziłam sobie te wszystkie pytania i podejrzenia wujka... Brr... pewnie pomyśli, że jestem w ciąży, a gdy wreszcie uda mi się go przekonać, że się myli, to zrobi mi wykład na temat antykoncepcji i niespodziewanych ciąży. Zerwałam się szybko do siadu co było błędem. Zakręciło mi się w głowie i poczułam falę wymiotów próbujących wydostać się ze mnie. Matko, ja rodzę! Ruszyłam w stronę toalety w którą, Bogu dzięki, był wyposażony mój pokój. Szybko schyliłam się nad sedesem i... bez szczegółów. Gdy posądziłam się o koniec tej męki, wstałam z trudem z ziemi i podreptałam do dużego lustra. Oh Jesus. Mam nadzieję, że ktoś postanowił zrobić sobie ze mnie żart i namalować trupa na lustrze. Nadzieja matką głupich, do chuja! Z każdym ruchem "moje" odbicie ruszało się wraz ze mną. Pewnie myślicie, "Przesadza, nie może być tak źle...". Haha, racja. Jest jeszcze gorzej: Biała (dosłownie) skóra, dwa wielkie bladozielone punkty osadzone na twarzy, fioletowe sińce pod nimi, nos... czy mi się wydaje czy stał się strasznie płaski? Usta ułożone w cienką linię... Ósme nieszczęście: odnalezione. Do tego na głowie miałam istną burzę. Błagam, nie wyobrażajcie mnie sobie! Gdybym nie miała włosów, mielibyśmy świetnego odtwórcę roli Voldemorta. Nie ma co! Mogę iść straszyć dzieci. Zorganizuję sobie takie szybkie haloween: "cukierek albo 'Avada Kedavra' !" Haha, teraz jeszcze potrzebuję różdżki... chwila! O czym ja do starego piździarza myślę?! Chyba za bardzo się zaangażowałam. Echh, trudno. Trzeba doprowadzić się do ładu. Mam zamiar dzisiaj zostać w domu, nie ruszę się o krok za próg! Szybko wyszłam z toalety by wyciągnąć jakieś ciuchy. Może i nie będę wychodzić, ale nie chcę przyprawić wuja czy kucharki o zawał. W końcu mają swoje lata... postanowiłam, że założę białą bluzkę z rękawami do łokcia, jeansowe wytarte rurki i branzoletkę. Gdybym gdzieś wychodziła ubrałabym czarne szpilki na platformie. A gdybyście mnie słuchali chamy (bez obrazy, znowu nie mogłam się powstrzymać : ) dop.aut.) to wiedzielibyście, że zostaję dziś w domu (xdd). Weszłam szybko z powrotem do łazienki, bo mimo, że wieczorem zamknęłam drzwi (widzicie, nie odczuwałam skutków 5-godzinnego picia, a i tak mam kaca -,-) to bałam się, że ktoś zobaczy mnie w takim stanie. Zdjęłam w siebie piżamę i nago wskoczyłam pod prysznic. Wymyłam się dokładnie, ale i tak czułam się brudna. Achh, jak dziwka po "udanej" nocy. Wyszłam spod natrysku i obwiązałam się ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Pomalowałam oczy tuszem, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. No i git. Wyszłam z łazienki, założyłam moje puchate kapcie w łaty i postanowiłam zejść na dół. W końcu od wczorajszego ranka nie gadałam z wujkiem. Pewnie będzie się pytał gdzie byłam tak długo, bo jego budzi najcichszy szmer. Gdy znalazłam się w o wiele za jasnej (jak dla mnie) kuchni, zobaczyłam Romino siedzącego przy stole: facet po czterdziestce, mandarynkowe włosy za kark i te wielkie zielone oczy. Nie dziwcie się, że jest tak podobny do mojej mamy, byli bliźniakami. Wujek od urodzenia traktował mnie niczym własną córkę, a ta więź wzmocniła się po stracie rodziców.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam na "dzień dobry".
- Prymitywność twojego powitania powala mnie. - powiedziałam, ale widząc jego dociekliwy wzrok, kontynuowałam. - W pokoju.
- Nie żartuj sobie ze mnie, wiesz o co mi chodzi.
- Aaaa... - udałam olśnienie. - Wczoraj? - pokiwał głową na tak. - Na imprezce. - rzuciłam na luzie.
- "Imprezce"? - jego brew powędrowała do góry. - To teraz tak się nazywa popijawy do pierwszej nad ranem? Chyba wiedziałaś co cię czeka gdy wrócisz do domu, prawda? - kocham go za tą jego bezpośredność, ale aktualnie wadziła mi ona. Zachichotałam nerwowo.
- Oj wujku, bez przesady... był piątek, chciałam zapoznać się lepiej z nowymi kumplami z klasy. - zaraz ugryzłam się w język. Zapomniałam, że Romino jest bardzo... zasadniczy. Żeby nie powiedzieć czepialski.
- "Zapoznać"? "Lepiej"?.... "KUMPLAMI"? - jego oczy ciskały błyskawice. Kurwa mać... - Sakuro, chodź tutaj! - rozkazał, gdy tylko zauważył, że poczęłam cofać się do tyłu. Z westchnięciem rezygnacji podeszłam do stołu i usiadłam na krześle obok wujka. Zaczyna się... - Powinnaś wiedzieć, że chłopakom w twoim wieku buzują hormony, a także rośnie EGO, więc muszą się między sobą popisywać... - no niby tak, ale moim zdaniem długość ich penisów to nie jest powód do chwalenia się. Zachichotałam, co zwróciło uwagę Romino. Nosz... - Co cię tak śmieszy młoda panno? Czy ty jesteś jeszcze wogóle dziewicą? - zastygłam w bezruchu. Ach, ta nasza szczerość i otwarte romawianie o seksie. - Odpowiedz mi. - dodał ostrzej. Wiedziałam, że to tylko gra, ale w moim przypadku lepiej by było gdybym nie doprowadziła go do takiego stanu. Mogłoby posypać się szkło.
- Nie... to znaczy nie robiłam jeszcze TEGO. - dodałam szybko widząc jego wysoko uniesione brwi. - O co ty mnie posądzasz wujku? Może mi jeszcze powiesz, że jestem zdzirą i puszczam od przodu i od tyłu. - udałam poirytowaną.
- Jasne, że nie... nie ośmieszyłabyś się tak. - a żebyś wiedział, że nie. - Przepraszam... - dodał niepewnie, a mi szczęka do ziemi poleciała. Ja go tu kłamię, a ten mnie jeszcze przeprasza? (oczywiście chodzi mi o dziewictwo, a nie dawanie dupy, jakie wy macie o mnie zdanie, bezbożnicy?) Zrobiło mi się głupio, ale wpakowałam się w to gówno, to teraz muszę z niego wyjść. Nawet jeśli moje buty byłyby do wywalenia. (metafora, ludzie) - ... ale wiesz: martwię się o ciebie. To co dzieje się w dzisiejszych czasach przeraża ludzi mojego pokolenia, łącznie ze mną, oczywiście. Nie chcę byś trafiła na złe towarzystwo i żeby doszło do jakichś nieporządanych incy...- bla, bla, bla. Pewnie pomyślicie: "On się tak o nią troszczy, a ona go olewa, menda parchata." Przez pierwszą setkę tych wykładów, byłam uzbrojona w cierpliwość: ale od "pewnego" czasu, zabrakło mi jej. Zwłaszcza, że wujek ma już wyuczone te teksty na pamięć. Łącznie słuchanie jego wyżaleń i obaw zajęło mi połowę życia: tą podczas której normalnie powinnam się wyszaleć.
  W końcu przestał gadać i zwyczajowo zadał pod koniec najczęstsze pytanie w jego życiu: "Czy to jasne?", a ja odpowiedziałam moim "ulubionym" słowem: "Jasne". Pogawędziliśmy jeszcze trochę o tak przyziemnych sprawach jak pogoda, o jakichś programach w telewizji, o tym, że otworzyli jakąś nową knajpkę. W końcu wujek zapytał się czy mam na dzisiaj jakieś plany, a ja z kamienną twarzą odpowiedziałam:
- Planuję zamach na "Papierza", chcesz się przyłączyć?
- Ale dzisiaj? Przepraszam, ale dzisiaj wychodzę, może jutro? - odpowiedział też całkowicie poważnie.
- Dobrze, jutro niedziela, więc będzie więcej ludzi. Ale to nie przeszkadza.
Oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Kolejna cecha za którą wujek ma u mnie medal: mamy podobne poczucie humoru.
- A tak na serio: wybierasz się gdzieś dzisiaj? - zapytał przez śmiech.
- Nie, nie zamierzam, gdybyś widział mnie rano, dostałbyś wylewu. Miałam iść z kumpelami do galerii, ale nie mam sił... O kurwa! - przeklnęłam.
- Sakura! Zachowuj się! - skarcił mnie wuj. Może i nie było to najprzyzwoitsze zachowanie, ale właśnie coś sobie uświadomiłam. - Teraz co się stało, że byłaś zmuszona użyć tej jakże prymitywnej łaciny podwórkowej? - zapytał z niesmakiem.
- Zapomniałam im napisać! Która godzina? - zapytałam szybko olewając to zacne określenie mojego języka.
- Po dziesiątej... - powiedział przeglądając gazetę. Jednak szybko oderwał od niej wzrok, gdy usłyszał kolejne salwy przekleństw z mojej strony. - Sakura! Skąd ty wogóle znasz takie słowa?
- W szkole nas uczą. Nie wiesz? - udałam zdziwioną, wyciągając telefon z kieszeni. Szybko wykręciłam numer Ino.
- Halo? - usłyszałam. Już nawet nie chciało mi się tego komentować.
- Hej Ino, tu Sakura. Słuchaj, chyba nie będę w stanie pojechać z wami do tej galerii... nie wyspałam się...
- A co? Aż tyle nocnych wrażeń? - zapytała złośliwie. Tak grasz? Okej...
- Noo, a żebyś wiedziała. Całą noc nie spaliśmy, była świetna zabawa. Ty wiesz jaki on jest dobry w łóżku? - może trochę mijałam się z prawdą, ale sama zaczęła.
- O kurwa! Bez jaj? Wiedziałam, że do siebie pasujecie. Wiesz, Sasuke nigdy nie przepadał za dziewczynami bo ma strasznie nachalne... - wyłączyłam się. Szczerze, nie chciało mi się słuchać o tym ile to Uchiha na fanek. Czułam się wtedy tak dziwnie... Nie potrafiłam nazwać tego uczucia... - Saki? Saki! Jesteś tam?! - wydarła się mi do ucha.
- Tak, tak... - powiedziałam wciąż nieco nieobecna.
- Dobra, czyli mam rozumieć, że jesteście razem? - zapytała na co mnie zatkało.
- Nie! Chyba cię pojebało!
- Aha, to wy tak gracie... Ech, mam nadzieję, że wasze kontakty się przez to nie zepsują.
- Nie sądzę. - powiedziałam cicho, jakby do siebie.
- Dobra to ja kończę, szkoda, że nie możesz iść. Może innym razem?
- Taa spoko. Paa. - rozłączyłam się. Spojrzałam na wujka, który patrzył się na mnie z uniesionymi brwiami, oczami niczym pięć złotych i otwartą buzią. - Co? - byłam zdezorientowana.
- K- kto... - zaciął się. Widziałam, że się zbulwersował, ale nie miałam pojęcia czemu.
- Nooo... kontynuuj. - rzekłam.
- Kto jest dobry w łóżku? - zapytał już spokojnie, ale to były tylko pozory. Widziałam jak jego dolna warga zaczyna drgać, żyłka na czole pulsować, a oczy ciskać pioruny. No to mam kołopoty.
- Yyy...
***
  Pół dnia zajęło mi przekonywanie wujka, że powiedziałam tak dla dobra sprawy. A i oczywiście powtórzył swój zajebisty wykład. Chyba muszę mu kupić jakieś tabletki na pamięć, bo ten typ pamięta co ma powiedzieć, ale nie pamięta kiedy ostatnio to mówił. Może mu się płyta zacięła, nie wiem... Siedziałam teraz w pokoju i rozważałam czy sięgnąć po tą fajkę czy nie. Moją skromną osobę możnaby porównywać do leniwca: wie, że musi np. zjeść, ale nie chce mu się zwlec tyłka z gałęzi. Wie, że coś mu się w ten tyłek wbija, ale mimo wszystko nie chce mu się przesunąć go choćby o milimetr, bo zagrzał już miejsce. A jak już coś zrobi lub się na coś zdecyduje to musi mieć to pod nosem, bo inaczej nie ma zmiłuj. Ja np. mam szluga na wyciągnięcie ręki, ale wujek zakazuje mi palić w pokoju, więc musiałabym albo wyjść na balkon albo nie palić wogóle. To drugie odpada, bo jestem uzależniona. Mogłabym przestać, ale nie chcę. To nawyk. Co ja kurwa robię? Myślę sobie nad tym, czy zwlec dupę z łóżka, podczas gdy w ten czas już dawno byłabym na balkonie >facepalm< .
- Buuuu... - zawyłam do siebie, gdy szturchnęłam opakowanie papierosów i te postanowiło spaść na ziemię. ZAJEBIŚCIE. Teraz muszę się jeszcze schylić. Ogólnie całe podnoszenie moich Viceroy'ów i dojście na balkon zajęło mi około 30 minut. Pewnie poszłoby mi szybciej gdybym podczas sięgnięcia po paczkę nie zaryła o stolik i nie leżała tak z 10 minut użalając się nad tym czemu on musiał właśnie tam stać. Do tego zużyłam na niego wszystkie obelgi jakie znam co zajęło mi kolejne 10 minut. Podniosłam się i szurając kapciami o puchaty dywan szłam niczym stary menel w stronę balkonu. Zajęło mi to 5 minut i tyle samo użerałam się z klamką drzwi prowadzących na świeże powietrze. Wreszcie usiadłam na jednym z krzeseł i już miałam zapalić gdy... nie mam ognia! Wkurwiłam się. Obejrzałam się wokoło i... fuck yeah! Zapalniczka leżała zeldwie metr ode mnie. Wyciągnęłam rękę. Jeszcze troszkę... troszeńkę... Gdy już miałam ją w dłoni, moje kapcie postanowiły zrobić sobie ze mnie żarty: poślizgnęłam się na tym durnym krześle i poleciałam na kafelki. Oczywiście (moje szczęście) ryjem do podłoża.
- Jestem tak zajebiście zgrabna, że nawet na krześle usiąść nie umiem! - wrzasnęłam wściekła. Podniosłam się, złapałam fajki oraz zapalniczkę i szybko odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się mocno, chyba trochę za bardzo. Leję na to. Oparłam się o balustradę i obserwowałam okolicę. Było tu bardzo dużo drzew wiśni. Czy jeśli (podobno) jestem do nich podobna, to znaczy, że jestem spokrewniona z drzewem lub na odwrót? Hmm... Już chciałam zagłębić się w ten temat, jednak coś, a raczej ktoś na ulicy przykuł moją uwagę. Mianowicie młodszy Uchiha w otoczeniu swoich fanek. Komiczny widok. On patrzył się przed siebie, ignorował zupełnie te irytujące piski i komentarze. Ręce miał w kieszeniach. Gdyby te plastiki były na tyle spostrzegawcze (o inteligencji nie wspomnę) zauważyłyby, że on ich nie słucha i, że nie ma ochoty ich oglądać. Bo ja jestem oczywiście najbardziej spostrzegawczą laską na ziemi: a to dlatego, że wiem jaki facet gapi mi się na tyłek i wiem kiedy jest najbliżej, żeby mu przyłożyć (Hah, hardcore xd dop.aut.). Nagle Sasuke ni z tąd ni z owąd spojrzał się na mnie. Pomachałam mu nieśmiało, na co on uśmiechnął się pod nosem i znowu spojrzał przed siebie. Jego fanki spojrzały na mnie morderczym wzrokiem, który ja oddałam z podwójną mocą. Jeżeli coś do mnie mają to niech tu podejdą, napewno dojdziemy do porozmienia. Kiedy brunet i jego świta zniknęli mi z oczu, westchnęłam. Szczerze, to mu współczuję. Ale co ja się srać będę? Cały dzień gnije w domu i nikt mi tego nie zepsuje! Poza tym jutro mam zamach na "Papierza" więc muszę obmyślić jakąś strategię. W woli ścisłości: "Papierz" to moja ulubiona włoska restauracja. Mam nadzieję, że nie myśleliście iż chodzi mi o prawdziwego Papierza... prawda? (o.o) Ach wy, i tak was kocham mimo iż myślicie o mnie jak o seryjnej morderczyni. (znowu się nie kontroluję ^^ dop.aut.) Spojrzałam na zegarek: 17:49. Ale ten czas szybko leci. Pomyślałam, że zrobię sobie późny obiad. Postawiłam na normalnego kurczaka z grilla (<3). W czasie, gdy mój posiłek się smarzył, postanowiłam trochę ogarnąć w domu. Mimo, że mamy zatrudnioną pomoc domową, bo we dwójkę z wujkiem byśmy rady nie dali, to ja i tak lubię posprzątać wokół siebie. Nie rozumiem jak można mieszkać w brudzie. Rozumiem, że czasem sytuacja materialna nie pozwala utrzymać idealnego błysku, ale kiedy ktoś jest zaopatrzony w odpowiednie środki czystości, powinien z nich korzystać...
  Szybko uwinęłam się z tym co zaplanowałam i wtedy narodziło się pytanie: Co teraz? Czułam się jak te chore gosposie pracoholiczki, które nie mają swojego życia, a kiedy wreszcie skończą pracę, nie mają gdzie się podziać. Więc błądziłam po domu, niczym zjawa. Była dopiero 19:10. Postanowiłam napisać do Dei'a:
Siema Dei, jak tam po wczorajszej, jak to mój wujek określił, popijawie? ;D

 Długo nie musiałam czekać na odpowiedź:
Nowa wiadomość od:
Deiuś ;*


A wiesz, że nawet nie tak źle? Rzygałem dzisiaj jakieś 20 minut, ale potem już spoko. Poza tym nie pamiętam do końca ja było wczoraj, ale sądząc po tym jak się upiłem, musiało być nieźle : )

 A żebyś wiedział.
Zgadnij kto wygrał >: D

 No właśnie, nie zdążyłam się wam pochwalić, jakim koxem jestem. Hurra ja!
No nieee... czemu ja zawsze przegrywam? Masz za mocną głowę dla mnie, ja odpadam po 10 mocniejszych... ty spiskujesz z nimi. Oni ci chyba wgl alkoholu nie dają.

 Mhmm... chyba "mocniejszych".
Tak, zwłaszcza, że wiedzą, że to dla mnie mimo iż zawsze ty kupujesz. Heh :P

 Uwaga, wróżka Sakura przepowiada: Dei zaraz zacznie narzekać i wykręcać się...
Tak, może widzą z kim się szlajam? Z jakąś małolatą która podrywa barmanów, żeby sprzedali jej drinka? Poza tym, to oczywiste, że młodsi mogą więcej wypić...

 Ty chyba, nie wierzysz w to co piszesz...
Ja mam przynajmniej jakiś sposób, podczas gdy ty nawet napalonego pedała nie poderwiesz :]. I od kiedy to młodsi mogą więcej? Nie liczy się wiek a łeb :>.

Wiesz co, wypraszam sobie, też mam urok osobisty xD. A teraz to ty mnie tu za słówka nie łap. Wygrałaś, zadowolona?

Jeszcze jak, ale łaski mi nie robisz : )

Co porabiasz? Bo pomyślałem, że może zrobimy replay'a.

 Ale się wymiguje...
Snuję się po domu sama... niestety obiecałam sobie, że nie ruszę się dzisiaj o krok poza próg tego domu.

Już się nie masz z kim zakładać, jak z samą sobą? : ))

A żebyś wiedział... ale jak masz ochotę to ty możesz do mnie wpaść. Kup przy okazji jakieś piwo, bo wujek niestety jest przeciwny takiej rozrywce. Potem ci oddam.

Spoko, wpadnę. I nic mi nie musisz oddawać, to ja stawiam ci rewanż. A co, twojego wujka nie ma?

Gdyby był to bym cię nie zapraszała nie? :P

No nie

wiem, może lubisz mieć przesrane, albo poczuć tą adrenalinę kiedy przekręcają kluczyk w zamku? xd


Taa, dobra, chodź już bo mi się nudzi :)

Spoko, do zobaczenia.

  Długo nie musiałam czekać, bo jakieś 15 minut później, Deidara przylazł obładowany siatkami. Powiedziałam mu, że muszę być jutro w miarę używalna, bo planuję zamach... I wiecie co odpowiedział? :
- To daj mi wygrać, ten jeden raz, to będziesz "używalna". - oczywiście, miał na mordzie ten cwaniacki uśmiech.
- Po moim trupie. - rzekłam niedowierzając jego bezczelności.
- Dobra, to zalewamy Saki w trupa. - zaśmiał się.
- Tsaa... lepiej nie, bo wujek by ci ręce i nogi uciął, powiesił na maszcie za jaja, a na koniec podpalił...
- Uuu... rzeczywiście lepiej nie.
  Ogólnie cały wieczór minął nam w zabawnej atmosferze. Wypiliśmy wszystko co Dei nakupywał i na nawet na ulicy było słychać nasze pijackie przyśpiewki. Graliśmy w >różne< gry i powiem szczerze, że dawno tak świetnie się nie bawiłam. Dei musiał iść i wybrał sobie idealny moment bo niemal zaraz po tym jak wyszedł, postanowił wrócić wujek. A ja bez wcześniejszych ceregieli, walnęłam się na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam. Achh, ale będzie kac.

-----
 Wiem, nocia ma chujowe zakończenie więc mam dla was taką propozycję: mogłabym napisać taką nocię/nie-nocię, gdzie był w szczegółach opisany ich wieczór. Teraz nie miałam czasu, musiałam ją dokończyć, a tak jak mówiłam, wczoraj nie miałam jak: więc mogłabym na waszą prośbę nieco zaszaleć i opowiedzieć wam co robili (zdradzę wam, że w tych grach pojawiło się także Zadanie czy Pytanie :P). Więc jak? Brać się za nową nocię czy za ich mini - imprezkę?

Wiem , zapomniałam, sory xd
Strój Saki:

wtorek, 7 sierpnia 2012

To nie notka, tylko zażalenie do świata...

Powiem tyle: nie zdziwcie się, że na blogu będą czasem pojawiać się takie notki jak ta... są to tak jakby wykazy MOICH uczuć, bo gdy się nimi dzielę, jest mi troszkę lepiej. Nie musicie tego czytać, a tym bardziej komentować, ważne żeby to tu było, żebym zawsze mogła do tego wrócić. :)


-----

 Niby wiesz wszystko, a jednak twoja wiedza nie sięga moich uczuć. Uczucia bolą, nieważne jakie: czy pozytywne czy negatywne, zawsze niosą ze sobą ból. Za każdym razem gdy mi go zadajesz moje serce umiera i rodzi się na nowo, jednak dalej z tym beznadziejnym uczuciem: bo to nie było zauroczenie. Znamy się już tyle czasu, lecz nasze relacje pogorszyły się niebywale. Teraz nie mogę powiedzieć nawet, że jesteśmy przyjaciółmi, chociaż kiedyś mogłam śmiało to przyznać! Krawawię wewnątrz gdy widzę, że innym poświęcasz czas a mnie olewasz. Chociaż wiem, że sama się do tego przyczyniłam: robiłam wszystko by cię do siebie zrazić, udawałam, że cię nienawidzę, nie zwracałam na ciebie uwagi. Równocześnie jednak chciałam byś zawsze był przy mnie! Bym mogła na ciebie patrzeć. Chora miłość... Próbowałam na nowo zyskać twoją sympatię, bezskutecznie. Teraz znowu zmuszona będę myśleć nad tym jaka jestem głupia. Głupia i słaba, bo nie umiem przyznać się do swoich uczuć ani błędów. Te wszystkie emocje kumulują się we mnie, by wybuchnąć później ze zdwojoną siłą. Atakują mnie i zewsząd otaczają. Nie potrafię ich odtrącić, uciec od nich... nie chcę tego robić. Bo wiem, że nie wyrzucę tej miłości. A jeśli spróbuję... to kliknę przycisk autodestrukcji. Ona wyżre mnie od środka i nie zostawi nic. Pustka. Lecz ona i tak zostanie. Głodna lecz zostanie. Na zawsze...


-----

Echh, rzeczywiście, jest mi lepiej. A ponieważ jest mi lepiej, notka może ukazać się dzisiaj. Najpóźniej jutro rankiem. Powodzenia wam życzę w takich dziwnych uczuciach które nie chcą dać się poznać a tym bardziej zrozumieć :]

P.S. teraz jak na to patrzę, to wiecie co? Fajny temat do SS xd Wiem, jestem cholernie kreatywna ;)

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 4

Wiecie co? Hirusia zabawi się w dedyki ^^. Nocię dedykuje Madzie która wytrzymuje już od 1 rozdziału i komentuje moje bazgroły ;) Dziękuję ! :>

-----

 Czułam się osaczona, kiedy ciemne oczy bruneta bezlitośnie świdrowały mnie. Czułam się wręcz naga. Dobrze, że pod wpływem alkoholu robię się trochę czerwona, bo przynajmniej nie widać moich rumieńców.

- To co, jedziemy? Nie mam zamiaru stać tak do białego rana. - odetchnęłam z ulgą, gdy odwrócił ode mnie wzrok. Ale zaraz potem przełknęłam głośno ślinę, bowiem Sasuke zaczął się do mnie zbliżać niczym drapieżnik do swej ofiary. Zaczęłam się powoli cofać. Bogu dzięki, że za mną nie było żadnych stopni, bo ledwo chodziłam po równej nawierzchni. "Nie spuszczaj oczu z drapieżnika, on tylko czeka na twój błąd", przypomniałam sobie słowa z jakiegoś durnego programu. Nie, nie, nie! Poczułam ścianę za moimi plecami. Naparłam na nią całym ciałem. Uchiha podszedł do mnie i wziął na ręce. Byłam w szoku. Jednak zdziwienie szybko ustąpiło miejsca irytacji i złości.

- Co ty do chuja pana robisz?! - warknęłam mu do ucha.

- Wiesz co zauważyłem? - zupełnie zignorował moje pytanie. - Że o dziwo gdy jesteś pijana lepiej chodzisz tyłem niż przodem. Ale zważając na to iż nie jesteś krabem, wyglądałabyś dość idiotycznie idąc do tyłu. A ja nie chcę zrobić sobie siary, ty chyba też nie? - o czym on pierdoli?

- Po pierwsze: nie jestem pijana. Po drugie: przodem też dobrze chodzę. Po trzecie: siarę robię sobie tak samo gdy chodzę tyłem jak i kiedy pokazuję się z tobą. - zaczęłam dźgać go palcem w klatę. Muszę przyznać, miał swój sześciopak.

- Ty chyba rzeczywiście na mnie lecisz. - powiedział z tym swoim wrednym uśmiechem za co dostał w łeb. - Za co?! - dodał oburzony, jedną ręką przerzucając mnie sobie przez ramię, a drugą rozmasowując głowę. Kolejny typ który dostał w pysk. Chyba powinnam założyć jakiś dziennik.

- Nie lecę na ciebie! Jesteś dupkiem! Znam cię jeden dzień, a już dowiedziałam się jaki jesteś arogancki! Pochlebiasz sobie, ot co! Mylę się? - zapytałam.

- Sama mówiłaś o mnie tyle interesujących rzeczy... - zaczął znowu ignorując moje pytanie, ale widząc moją niezrozumiałą minę, postanowił konkretniej. - Mówiłaś, że jestem przystojny i inteligentny...

- ... i arogancki, irytujący, egoistyczny... aha, i skacząc z twojego poziomu EGO na poziom IQ można by się zabić. Dlatego wolę nawet nie patrzeć w dół. - rzuciłam. Obróciłam głowę w drugą stronę, tak by nie oglądać jego mordy. Chyba go wpieniłam...

- Ty też za dużo sobie wyobrażasz. Dla twojej wiadomości, nie jesteś pępkiem świata. Nie masz prawa obrażać każdego na swojej drodze. - powiedział ostro. Może i było w tym trochę prawdy, ale byłam teraz tak zbulwersowana, że nie zwracałam na to uwagi.

- Ja jestem tylko szczera! Mówię co myślę! A jak na razie pokazałeś mi się chyba z tej gorszej strony! To już twoja sprawa. Nie zależy ci najwidoczniej na ocenie publicznej. Czyli mamy jednak coś wspólnego.

- Nie mam ochoty się z tobą kłócić. Jedziemy. - powiedział, poczym ruszył ze mną w kierunku swojego cuda. Czy każdy w Tokio ma takie boskie samochody? Oczywiście, nie powiem mu tego, nie zgłupiałam do reszty. Zauważyłam także, że nagle stałam się bardzo trzeźwa. Widać wyrzuty pod adresem Sasuke nieco mnie otrzeźwiły. Przynajmniej na coś się przydał, idiota jeden. Pierwszy raz ktoś odważył się powiedzieć mi prosto w oczy co uważa o moim postępowaniu. Ale co on sobie myśli? Że klepnę go w ramię i dam plakietkę z tekstem: "Uzyskałem respekt u Saki. Zazdrośćcie mi!"? Niedoczekanie...

Wsiedliśmy do samochodu. Podałam mu adres domu. Okazało się, że mieszka wraz z rodzicami ulicę dalej. No cóż, nie żebym chciała jakoś wykorzystać tę informację. Ale zawsze warto wiedzieć kto gdzie mieszka. W razie nagłych wypadków...

- Powiedz mi... co łączy ciebie i Itachiego? - spojrzałam się na niego. Właściwie co miałam mu powiedzieć? "Przyjaźnimy się"? To za mało... "Mieliśmy romans"? No to już bardziej...

- Teraz? Teraz tylko przyjaźń. Kiedyś byliśmy razem, ale stwierdziliśmy, że lepiej czujemy się kiedy nic prócz przyjaźni nas nie łączy. Właściwie to on tak stwierdził, a ja przytaknęłam. Bo nie ośmieszę się na tyle, by błagać go by przy mnie został. - nie wiedziałam czemu, ale czułam, że przy nim mogę się otworzyć.

- Skrzywdził cię? - Hmm...

- W pewnym sensie. Oddałam mu część mojego serca, ale on tego nie wykorzystał. Zwrócił mi je, lecz nie chciało się z powrotem wpasować we mnie. Wiem, brzmię jak totalna idiotka, ale tak właśnie czuję. - wspominanie starych dziejów nieco mnie zasmuciło, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie zauważyłam, kiedy dojechaliśmy i staliśmy pod moim domem. - Jednak wiem, że nigdy nic głębszego do siebie nie czuliśmy. Poza tym jest ode mnie o 5 lat starszy, wujek nie był tym faktem zbytnio zadowolony. Ale wiem, że gdybym naprawdę pokochała, zrozumiałby mnie i poparł moją decyzję.

- A co na to twoi rodzice. - wciąż dociekał.

- Nie żyją. - powiedziałam z kamienną twarzą. Nauczyłam się ukrywać emocję, gdy tylko rozmowa stacza się na te tory. To zbyt bolesne jak na mnie.

- Przykro mi. - chyba naprawdę tak myślał.

- Nie szkodzi. Ludzie przychodzą i odchodzą, a...- nie zdążyłam dokończyć, gdyż poczułam, że czyjeś silne ramiona oplatają mnie. Byłam kompletnie skołowana. Sasuke... mnie przytulił?! Co się dzieje...? Niepewnie i bardzo powoli oddałam uścisk. Boże, jak on bosko pachnie... zupełnie jak...

Mój anioł...

- Wiesz... przy mnie nie musisz ukrywać jak to cię boli. Wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego... nie mam prawa porównywać do siebie tych sytuacji, ale przecież ja nie mam brata. Odszedł i chyba nie ma zamiaru wracać. Czuję się tak jakby go nie było, jakby umarł. A z nim i ja... - głos mu drżał. Mi zresztą pewnie także.

- Jesteś tu i to jest najważniejsze. Zawsze możesz pojechać do brata. Ja też zawsze mogę odwiedzić rodziców. Wiem, że oni są ze mną i, że mnie nie opuszczą. - spełniły się moje najgorsze obawy. Poczułam mokre łzy na policzkach. Szybko odsunęłam się od Sasuke i obróciłam w stronę okna. Już chciałam wytrzeć słone krople, gdy poczułam jak łapie mnie za ramiona i odwraca w swoją stronę. Uporczywie unikałam jego wzroku. Dokonał tego: zobaczył łzy tej jakże silnej, pyskatej Sakurci. Ciekawe komu pierwszemu powie. A zresztą nieważne. I tak niedługo cała szkoła się dowie, że jednak nie jest ze mnie taka kozara. Hah ..

- Nikomu nie powiem. - rzekł, jakby czytał mi w myślach. Spojrzałam na niego niepewnie, z niedowierzaniem. - Naprawdę. - nie wiedziałam kiedy, ale nasze twarze dzieliły milimetry. Kiedy już miało dojść do pocałunku, Sasuke przytrzymał mnie za ramiona i nachylił na moim uchem.

- "Nie bierzesz resztek". - zacytował mnie, a zważając na jego ton, uśmiechał się. Nie odpowiedziałam mu, tylko musnęłam jego policzek, rzuciłam ciche "dziękuję" i wysiadłam z samochodu. Ruszyłam w stronę domu. Na plecach czułam jego przenikliwe spojrzenie. Jednak nie obejrzałam się. Czy ja chciałam... pocałować Sasuke?! Nie, to się nie dzieję naprawdę...

Weszłam do domu po cichu. Wszyscy spali, a ja nie miałam ochoty na spowiedź. A takowa napewno mnie czeka. Po cichu, na palcach weszłam po schodach do mojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Ten dzień był naprawdę nienormalny. Chciałam sięgnąć po kopertówkę i wyjąć telefon, ale... no właśnie. Zostawiłam ją w samochodzie bruneta! Nie, nie, nie! Za co? Ukryłam twarz w dłoniach. Czemu to zawsze mnie się przytrafia? Jestem pechowa dupa, taka prawda. Będę musiała coś wymyśleć, żeby nie pomyślał, że jestem do końca popierdolona. Chociaż właściwie... co mnie on. Już wystarczająco się przy nim zbłaźniłam, nie zdziwiłabym się więc, gdyby pomyślał, że jestem z jakiejś innej planety. Przynajmniej na to wskazuje mój kolor włosów. Planeta Barbie. Hmm... niee, za takie przypuszczenie dostałby w twarz. Nienawidzę, gdy ktoś porównuje mnie do pustaków.

Westchnęłam. Bez zastanowiania rzuciłam się na łóżko i syknęłam gdy nadziałam się na coś twardego. Szybko poderwałam się i wzięłam do ręki... moją torebkę? Skąd, do kurwy nędzy, ona się tu wzięła?! Nie, ludzie... ja świruję. To sen. To koszmar. Zerknęłam na łóżko i coś jeszcze przykuło moją uwagę: biała, złożona karteczka. Błyskwicznie rzuciłam się na nią. Szybko rozłożyłam ją i przeczytałam na głos:

"Następnym razem pamiętaj. Nie chodzi mi tylko o torebkę..."

Sasuke

Idiota... przez niego nie zasnę, rozmyślając nad tym, o czym mam pamiętać... Wyciągnęłam telefon i skrzywiłam się: 26 nieodebranych od... zgadnijcie: Naruto, Ino, Hinaty, Temari, Tenten i Sasoriego... nie pamiętam nawet kiedy powymienialiśmy się numerami... szczegół. Postanowiłam oddzwonić do Sasoriego i zapytać jak z Dei'em. Wykręciłam jego numer i czekałam... 1 sygnał... 2 ....

- Halo?- usłyszałam.

- Za "halo" w mordę dają. - zaśmiałam się. - Jak tam z Deidarą?

- Ech, nie pytaj. Dei ma 21 lat a zachowuje się niczym 5 letnie dziecko. Jeszcze gdyby tyle ważył... Musiałem poprosić dwóch goryli, żeby pomogli mi go wnieść do auta.

- Masz dziewczęce rączki. Chociaż nie, bo ja jestem dziewczyną, a jestem od ciebie silniejsza.

- Nie dobijaj mnie...

- Dobra, czyli mam rozumieć, że dzwoniłeś do mnie po to, żeby sobie ponarzekać i potruć mi życie, a przynajmniej rozwalić do końca dzisiejszy wieczór, tak? - zapytałam z dezaprobatą.

- Poniekąd... - zaczął, ale słysząc warczenie w telefonie (wiem jestem jakaś pojebana, warczeć na kumpla xD dop.aut.) postanowił ratować swoją dupę, wybierając pierwszy lepszy temat. - ... ale zastanawiam się też, jakim sposobem wróciłaś do domu... no chyba, że nie wróciłaś... czy też jakim prawem nie zataczasz się ani nie jąkasz jak na nałogową alkoholiczkę przystało? - nie umie się ratować...

- Oj, po pierwsze: nigdy nie mów do kobiety, że jest alkoholiczką bo ci banie rozwali butelką po Sake i wtedy będziesz miał. Po drugie: Sasuke mnie odwiózł, bo Ino nie miała miejsca w aucie, a po trzecie: jestem pijana, ale ty także. - wiem, zaprzeczam swoim wcześniejszym słowom, ale dla dobra sprawy mogę się wyrzec "dobrej" opinii.

- C... co? Ja jestem trzeźwy, wypiłem jednego drinka. Słabego. - zamlaskał zdegustowany.

- Tak, ale tylko pijani potrafią rozmawiać między sobą normalnie, a jak widać my prowadzimy inteligentną konwersację. Czyli są tylko dwie opcje: albo ja nie jestem pijana, co oczywiście odpada bo wypiłam połowę ich zapasów alkoholu, albo to ty masz słabą głowę i odpadasz po jednej rundce. Czyli jaki morał z tego? Nie ma kurwa morału, ale za to ty: ograniczaj się, a nie pierdol na Dei'a. - byłam coś winna Deidarze. Niech się cieszy, że go bronie.

- Hmm... dobra, chcę mi się spać, zadzwonię jutro. - ale się wymiguje, skurwiel jeden...

- Ale jak będziesz miał kaca to nie zadzwo... - nie zdążyłam dokończyć bo usłyszałam pikanie ogłaszające przerwaną rozmowę. Postanowiłam do niego napisać.

"Ty chamie jebany, żeby cię jakiś pedał zgwałcił -,-"

Chwilę potem dostałam wiadomość:

Nowa wiadomość od

Saso; 33
  Muszę zmienić go na "Pizduś olewający swoje kumpele", pomyślałam. Trochę długa nazwa, ale doszczętnie go opisująca.

"Weź bo wykraczesz. Mam jakiegoś dziwnego sąsiada. Jestem pewien, że nie pogardziłby takim słodkim chłopakiem jak mua ^^"

  Spojrzałam na wyświetlacz wielkimi oczami i szybko wystukałam odpowiedź.

"Ty się cieszysz popularnością wśród pedałów? Z tobą jest gorzej niż ze mną. Może to ty jesteś gejem, hmm?"

  Szczerze? Nie chciałam poznać odpowiedzi... nie chciałam, albo raczej bałam się ją poznać. Chociaż mnie by to nie przeszkadzało, bo lubię go za charakter a nie orientację, ale martwię się co by sobie Deiuś pomyślał. No chyba, że oni... brr, Saki nie myśl o tym.

"A może chciałabyś się przekonać? Hah. Nie martw się, jesteśmy całkowicie hetero. Ja i Dei. :P"

  Ufff... już się bałam.

"Dobra, bo już myślałam, że wy jesteście ze sobą."

  No co? Szczerość...

"Saki! Czemu ty podważasz naszą męskość? Deidara by cię za to zabił. Albo zaciągnął do łóżka, żeby ci udowodnić, że woli dziewczyny... xD"

  Uuu, za nic, nie jestem jakąś zdzirą którą pukasz, gdy chcesz wiedzieć przy kim ci stanie...

"Nic nie podważam, zapytać się nie można?"

  Nie wiem czemu ludzie nie lubią o tym gadać. Przecież te tematy czekają każdego z nas, nie ma co tego odwlekać...

"To są prywatne sprawy... My się ludzi nie pytamy jaka jesteś np. w łóżku... Hihi... ^.^' "

  O kurwa... O.O .

"Czy to... nerwowy chichot? Wy mnie obgadujecie o.o . Jeśli interesuje was jaka jestem to się lepiej mnie pytajcie, ja wam chętnie opowiem to i owo ... "

  Muahah.

"Ta, chyba nie ty a twój prawy sierp. Weeź, nie obgadujemy cię, popytaliśmy troszkę Itasia, czy fajnie z tobą... on powiedział, że superowo :D"

  Ooo, nie. Przegięcie.

"Wątpisz? Jeśli tak to mogę ci udowodnić ;*. Ale to innym razem teraz idę spać. Ale będzie jutro kac... Ty też się gotuj, pijaku jeden obgadujący swoją przyjaciółkę alkoholiczkę i gadający o jej sprawach prywatnych z jej -ex'em. Bye."

  Ziewnęłam. Ta rozmowa mnie pobudziła, ale i tak chyba nie dam rady iść z nimi jutro na te zakupy. Coś czuję, że będzie niezły rzyg...

"Taa innym razem :* . I ty o sobie możesz gadać "alkoholiczka" a inni o tobie nie? Foch! Nq."

  Pfff, foch? Na mnie?! Niedoczekanie.

"Tak, ja mogę. Wsadź se tego focha w dupę. Wiem, że długo nie wytrzymacie beze mnie. Do jutra i miłego rzygania."

  Tak, jestem pewna siebie. Ale to dlatego, że znam ich reakcje. Podeszłam szybko do szafy, wyjęłam piżamę składającą się z krótkich szortów i bluzki na ramiączkach i wbiegłam do toalety. Wzięłam szybką kąpiel, rozczesałam włosy i postanowiłam położyć się spać. Pamiętam, że zanim usnęłam, pocałowałam jeszcze czarną łezkę. Nie zdążyłam dłużej porozmyślać nad związkiem między moim aniołem a Sasuke, gdyż Morfeusz postanowił pochwycić mnie w swe ramiona. Wiem jedno: jeśli mają oni coś wspólnego, to dowiem się co ich łączy.

-----

Mam jakiś średni ten humor xd Widzicie napisałam nocię z dnia na dzień! Hardcore dla mnie! Nocia troszkę wnosząca do sprawy, mianowicie że Saki to intrygantka i menda :O A Saso ma słaby łeb .. Sory, że krótka, głównie dialogi, ale musiałam się wyżyć na jakimś facecie, bo kobiety to płeć nietykalna >nawet nie próbować!< Będę teraz prawdopodobnie pisać częściej i krócej :] Chyba, że wolicie rzadziej a dłużej? To już wy wybieracie :)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Rozdział 3

 - Uuyymm... - Deidara wydał dość dziwny dźwięk, gdy zadowolony wysiadł z samochodu przeciągając się. Spojrzał na mnie niemrawym wzrokiem.

- I ty mi mówisz, że nic nie brałeś? Dei, zgaś ten zaciesz, bo mi też się zbiera. - powiedziałam przez śmiech, patrząc na jego uśmiech. Bezcenny.

- Nie przesadzaj, jestem całkowicie trzeźwy, ale te wasze zakupy trochę nas zmęczyły. - no nie. Znowu marudzi.

- Ty masz chyba jakąś schizę na punkcie marudzenia nie? Gdziekolwiek jesteśmy, cokolwiek robimy, ty zawsze narzekasz. - Niestety. Irytacja wygrała. Przebiła się przez moją cienką warstwę kultury i cierpliwości.

- To ty masz psychę zjechaną. Czyżby kompleksy? - teraz przesadził. Wiedziałam, że to żarty, ale nie wytrzymałam. Do tego ten jego uśmieszek...

- Bakayaro*! Urusai**! - palnęłam go po łbie i gdyby nie szybka interwencja Sasoriego, Dei lażałby teraz na chodniku i zwijał się w bólu. A tak to jęczał (znowu) w ramionach Saso. Zarzuciłam włosami za ramię, niczym zdradzona małżonka i ruszyłam w stronę budynku na którym wisiaj wielki, neonowy szyld "Tsuki"***. Duży klub postawiony w popularnej dzielnicy Tokio. Zaraz za mną pobiegła Hinata, wcześniej przepraszając za moje zachowanie.

- Nie przepraszaj go Hina, sam zaczął, to niech teraz sra na chodnik. - rzekłam głośno, zeby Dei też to usłyszał.

- Tak, ale wiesz, mogłaś mu coś zrobić. Jeśli twoja siła sprzed lat się zachowała, to nigdy nic nie wiadomo.

- Nie skomentuję tego.

- Już to zrobiłaś.

- Siłę mam dalej... - zagroziłam.

- Ja nic nie mówię. - zaczęła nerwowo machać rękami.

- Dobra chodź, bo zapewne wszyscy już są. - zwróciłam się do chłopaków. - Jak coś to jesteśmy w środku! - ujrzałam jeszcze kciuka czerwonowłosego uniesionego do góry w geście zrozumienia. Drugą ręką, walił Dei'a po policzkach. Ten miał dość zdezorientowany wyraz twarzy. Wstrząs powypadkowy.

- Z drogi dzieci, zastawiacie przejście. - zwróciłam się do grupki jakichś 14-latków, którzy stali zaraz przy drzwiach. Wszyscy mieli drinki w dłoniach. Gdy moja uwaga nie poskutkowała, postanowiłam spróbować inaczej. - Suńcie dupy, albo zaraz wam pomogę! - wrzasnęłam. Wtedy jakby się ocknęli i z przestraszonymi wyrazami twarzy ustąpili mi przejścia. - Dzięki. - warknęłam. Weszłyśmy do klubu. Wszędzie full ludzi, stoły pozastawiane szklankami po alkoholu, pary liżące się na skórzanych kanapach. Ogólnie cały klub był utrzymany w morskich tonacjach. Już na progu poczułam fajki i wódkę. Poczęłam rozglądać się za blond czupryną należącą do mojego kolegi z ławki. Wtem poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Szybko obróciłam się w tamtym kierunku i napotkałam parę błękitnych tęczówek, które idealnie wpasowywały się w kolor pomieszczenia.

- Siema. - powiedziałam, po czym pocałowałam go w policzek. - Sory za spóźnienie, ale musiałam coś jeszcze załatwić.

- Spoko. - zaśmiał się. - Widziałaś tych chłopaków przed klubem? Ciekawe kto tak załatwił tego blondyna... (>.<)

- Noo... - mruknęłam. - To gdzie reszta? - szybko zmieniłam temat. Nie chciałabym by pomyślał, że biję facetów: ja leję tylko irytujących dupków, którzy staną mi na drodzę. To różnica.

- Czekamy na was. - powiedział i poprowadził nas w kierunku stolika, przy którym siedziało około 8 osób. - Patrzcie, kogo przyprowadziłem! Sakura i Hinatka! - powiedział dumny blondyn i zaczął przedstawiać nam poszczególne osoby. - To jest Kiba, Ino, Temari, Shikamaru, Sai, Tenten, Neji i Sasuke. - wkazał na bruneta o tych jakże ciemnych, hipnotyzujących oczach. Wciąż wydawał mi się znajomy.

- Czyżby Sasuke Uchiha? - zapytałam się go. Chciałam się upewnić. Kiwnął głową znudzony. - Masz brata Itachiego, zgadza się? - ponownie pokiwał głową na "tak". Zaczęłam chichotać na wspomnienie Itasia. Ach, to były czasy. Z nim to można było konie kraść.

- O co chodzi? - zapytał się mnie... Kiba?

- O nic tylko... przypomniały mi się stare czasy. Tak się składa, że znam trochę starszego Uchihę. Nigdy nic jednak nie mówił, że ma brata.

- Nie przepadamy za sobą. - warknął Sasuke. Dziwny jakiś, pomyślałam.

- Ojtam, skąd ta wrogość? - powiedziałam i usiadłam obok niego, obejmując go ramieniem. - Siadaj Hina, bo ci nogi odpadną. - dodałam. Natomiast pan "nie lubimy się z Itachim" odsunął się ode mnie. To nie, łachy bez. Moje zacne ramię będzie opierać się o Hinatkę.

- Wiem, że Sasuke wygląda dość nieprzyjemnie, ale ogólnie jest spoko. - powiedział Naruto siadając obok Hinaty i przyciągając ją do siebie, na co ta zrobiła się cała czerwona. No i nie mam już oparcia.

- Jak dla mnie to on wygląda na emo... - powiedziałam powoli. Sasuke chyba nie był zadowolony, że rozmawiamy o nim w jego obecności, do tego w trzeciej osobie. Postanowił więc nam o sobie przypomnieć.

- A ty wręcz przeciwnie, różowa. - oczy niemal wyleciały nam z orbit. Hinata odsunęła się ode mnie, jak od tykającej bomby. Rzeczywiście, czułam, że zaraz wybuchnę. Jednak szybko się ogarnęłam i odszczeknęłam.

- Itachi jest fajniejszy. Jemu podobał się mój kolor włosów... I nie tylko. - uśmiechnęłam się zadziornie, na co brunet prychnął oburzony.

- Nie musisz nam tu przedstawiać szczegółów z waszego życia łóżkowego.

- My przynajmniej mamy czym się pochwalić. Jesteś prawiczkiem nie? - zapytałam na co teraz jego oczy były niczym dwa talerze. - A może wolisz chłopaków? - wiem, wariatka ze mnie, ale naprawdę mnie to interesowało. Już miał coś odpowiedzieć kiedy usłyszałam:

- Sakura!!!

- Deidara!!!

- Przegięłaś!!!

- Ty też!!!

- Przez ciebie będę miał guza!

- Dobra więc dam ci radę: lecz się na nogi bo na głowę to już za późno...

- Echh... dzięki za radę...

- Skończyłeś? - słodki uśmiech wstąpił na moją twarz, kiedy pokiwał głową. - Dei mam pytanie...

- Słucham ja ciebie. - wyszczerzył się w uśmiechu.

- Ty jesteś gejem nie? - uśmiech spełzł z jego twarzy.

- Nie, nie jesteś gejem. - Foch!

- No ja tak, jestem, bo wole facetów, ale czy ty...

- Nie! Nie jestem gejem! Kocham laski! - krzyknął, przez co zwrócił uwagę niektórych dziewczyn które uśmiechały się do niego wyrozumiale.

- Ale robić czy...

- Sakura! Czy ty nie masz żadnych zahamowań?! To są sprawy osobiste!

- No to ja nie wiem, co mam o tym myśleć! - wrzasnęłam. W duchu nadal śmiałam się z ich min.

- Ale o czym? - Dei dociekał.

- No o tym, jakiej orientacji jest Sasuke!

- Sasuke? - wskazałam na bruneta nawet na niego nie patrząc. - No mi się wydaję, że on chyba lubi małpy...

- Małpy? A skąd to wiesz? - zapytałam z nadzieją, że może chociaż on mi odpowie.

- Bo właśnie liże się z jedną z nich... - błyskawicznie obróciłam się i to co zobaczyłam... rozśmieszyło mnie. Karin, tak? Pierwszy plastik poznany przez mua!

- Wiesz co Uchiha? - zaczęłam poważnie. - Jesteś przystojny, masz kasę i nie oszukujmy się: jesteś nawet inteligentny. Jednak tobie też dam radę: Liż się z kimś, z kim będziesz pewny, że nie dostaniesz wścieklizny albo co gorsza HIV czy czegoś takiego... - nie wytrzymałam i pod koniec wypowiedzi roześmiałam się. A razem ze mną cały stolik dotąd milczący. Nie wliczając w to Uchihy i rudej małpy.

- Hmm... to może przeliżę się z tobą? - powiedział z cwanym uśmiechem.

- Po niej? - wskazałam na rudzielca. - Fuuu... nie jestem psem, nie biorę resztek. Najpierw zdezynfekuj się, potem pogadamy. - a stolik w ryk. Brunet westchnął, jakby naprawdę mu zależało. Mhm, już to widzę. Saki, nic nie wypiłaś a już opowiadasz takie bzdury... - No właśnie! - krzyknęłam olśniona. - Czas się napić, nie Dei? - uśmiechnęłam się do niego łobuzersko. Zawsze zakładamy się kto więcej wypije.

- Dokładnie Sakurcia. To ja lecę po drinki, bo wam dzieciaki, nie sprzedadzą. - poczochrał moje idealnie ułożone loki. Zrobiłam oburzoną minę.

- Taki pewny?

- Noo.

- A kto jest przy barze? - Deidara zerknął w tamtą stronę.

- Jakiś młody chłopak, a co?

- To patrz. - i podeszłam do baru. Rzeczywiście, chłopak około dwudziestki, nawet niezły. Brązowe, dłuższe włosy i niebieskie oczy. Mój wzrok powędrował na jego umięśniony tors, który wystawał spod odpiętej koszuli. Mrrau... Właśnie polerował jakieś szklanki. - Heej. - zaczęłam kusząco. Zerknął na mnie i jak zerknął tak nie mógł oderwać wzroku. Punkt dla mnie. - Czy nie sprzedałbyś mi drinka?

- A czy jesteś pełnoletnia kotku? - zapytał. Głos też miał całkiem, całkiem... A jego podryw był naprawdę słodki.

- Hmmm... niestety, ale wiesz: przecież ja nikomu nie powiem, a miałabym jeszcze u ciebie dług. - wydęłam dolną wargę. - Poza tym, taki facet jak ty, nie odmówi mi, prawda? - nasze twarze dzieliły chyba 2 centymetry. Patrzyłam jak nalewa mi alkoholu i miesza z jakimś sokiem, czy co to tam było. Mam cię. Podał mi szklankę, ale zanim ją puścił powiedział:

- Ale mam nadzieję, że to zostanie między nami. - uśmiechnął się.

- Oczywiście. - mrugnęłam do niego i pocałowałam w policzek, poczym ruszyłam w stronę stolika przy którym Dei patrzył na mnie oniemiały. - Zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedziałam pijąc alkohol przez słomkę.

- Nie wnikam. - rzekł, kręcąc głową. - Jesteś wiedźmą. Tak wykorzystywać facetów? To grzech. Powiem twojemu katechecie zanim jego też uwiedziesz... A teraz pozwólcie, że pójdę po moją działkę. - powiedział i wskazał na szklankę w mojej dłoni. Spojrzałam na niego z dezaprobatą. - Nie martw się księżniczko, dla ciebie też coś się znajdzie. - mrugnął do mnie.

- Nie wnikam... - zaczęłam go przedrzeźniać, gdy tylko zniknął mi z oczu.

- Ej Saki... - zaczęła Ino, niebieskooka blondynka o ładnej buzi. Miała fajny tyłek, zazdroszczę. Cicho bądźcie. (xd nie mogłam się powstrzymać dop.aut.) - Jutro mamy wypad do galerii pojedziecie z nami? - zapytała się mnie i Hinaty.

- Byłyśmy dzisiaj... - spojrzałam na jej minę pełną nadziei. Nie mogłam sprawić jej tego zawodu. - ... ale zakupów nigdy za dużo. - uśmiechnęłam się, kiedy rozpromieniła się. - Poza tym to będzie dobry sposób na lepsze zapoznanie się. Mogłybyśmy nocować u mnie. Co wy na to?

- Jestem za! - krzyknął Kiba, na co wszyscy ryknęli śmiechem. - No co? - zapytał widząc moją morderczą minę.

- Jajco. - mruknęłam. - Nieważne... innym razem Kibuś. - ahh, ta mina. - O, idzie Dei.

- No to jak Saki? Może na początek na pojarę? - powiedział wyciągając papierosy.

- Pogrzało cię, chcesz żebym ci na kolana rzygała? - zaśmiałam się.

- Bez przesady, jedliśmy. - mruknął.

- Dobra, bez wstępów. Pokaż co tam masz. - powiedziałam, ale widząc miny wszystkich wokół dodałam szybko. - Bez skojarzeń. Ludzie, czemu z was takie zboczeńce?

- My nic nie mówimy. - powiedzieli chórem. Ale wiem co sobie pomyśleliście erotomani niewydarzeni, pomyślałam.

- No mam nadzieję. Dobra, a teraz: pijemy! - i sięgnęłam po jedną szklankę. Potem po drugą. Po trzecią... aż stół został całkowicie zastawiony.

***

- Nie jestem pijana! - rzekłam przez śmiech, do Temari, Ino, Tenten i Hinaty, które trzymały mnie z każdej strony.

- Mhmm... - powiedziała do mnie poirytowana moim zachowaniem Ino.

- Ty, bez sarkazmu mi tu! - skarciłam ją, ale chwilę potem roześmiałam się na nowo.

- Kurde. I co my mamy z tobą zrobić? Nie mam już miejsca w aucie, a ty przyjechałaś z Deidarą, z którym nie jest lepiej. - powiedziała Ino, wskazując na chłopaka śpiącego pod stołem. Biedaczek. Ale co no: sam chciał z nami imprezować.

- Ojtam, mogę sama się odwieźć. - powiedziałam.

- Tak, założę się, że sama nie przejdziesz nawet 5 metrów. A nam nie chce się zbierać ciebie z chodnika. Pierwszy dzień szkoły a Sakura już leży w szpitalu. - dodała Temari. Hinata załamała ręce.

- I co my teraz zrobimy? - powiedziała bezradnie. Śmiałam się z tej troski. Bez przesady, jestem już prawie dorosła.

- Ja ją odwiozę. - uśmiech zszedł mi z twarzy, gdy zobaczyłam kto rzucił tą propozycją. Sasuke patrzył na mnie z wrednym uśmiechem. Pewnie zauważył, że to teraz on jest górą, kiedy ja ledwo stoję na nogach. No cóż... została mi tylko nienawiść i w miarę "trzeźwe" myślenie. Ej, ja kontaktuję! Mam dość mocną głowę.

- Mógłbyś to zrobić? - zapytała się Ino z udawanym zdziwieniem. Co jak co, ale talent aktorski to ty masz, siostro.

- Jasne, to nie problem. - nie odrywał ode mnie wzroku.

- Dobra, to nara. - powiedziała szybko, pchając mnie lekko do przodu. - Powodzenia. - szepnęła jeszcze. Ciekawe w czym. Żebym nie trafiła na komisariat za próbę pobicia? Podkreślam "próbę", bo w tym stanie to nawet gdybym próbowała, zapewne nic bym mu nie zrobiła. Pożyjemy, zobaczymy.

- No to super. - powiedziałam cicho do siebie gdy stałam naperzeciwko bruneta. Będzie ciekawie.

-----

No to jest nocia. Krótsza ale jest. Nie miałam za bardzo czasu, ale spodobało mi się wylewanie uczuć na "papier" więc nie zrezygnuje z tego. Będę teraz publikować jak najwięcej notek bo nie wiem jak to będzie po wakacjach, chociaż nigdy nie miałam zbytnich problemów z organizacją czasu :) Sądzę, że w nn wreszcie zacznie się coś dziać. Pozdroo ;]

*Bakayaro - dupek
**Urusai - coś w stylu "przymknij się"
***Tsuki - księżyc

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 2

Już nie próbowałam powstrzymywać łez cisnących mi się do oczu. Bo po co? Nie miałam makijażu, nie potrzebowałam go więc nie musiałam się bać że się rozmarzę. Sukienka? Olewać ją. A inni? Co mnie obchodzą inni. Ważne jest to, że spotkałam swoją starą przyjaciółkę, która kiedyś bezkarnie mnie zostawiła i wyprowadziła się. Będę musiała wypytać ją o to czemu wróciła. Oczywiście cieszę się, ale to nie oznacza, że jej wybaczyłam. Może i nie była to do końca jej decyzja, ale nawet nie próbowała protestować. Chociaż gdy przypominam sobie jej ojca, ciarki przechodzą mi po plecach... okropnie konserwatywny i surowy człowiek. Dyscyplina i kultura są u niego na pierwszym miejscu. Pokręciłam głową by strącić jakoś łzy. Spojrzałam na Hinatę. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem a z jej oczu płynęły te znienawidzone przeze mnie krystaliczne krople. Podbiegłam do niej na moich 10-centymetrowych szpilkach (byłam w tym mistrzem) i rzuciłam się jej na szyje.

- Nie wiem co tu robisz, ale cieszę się, że cię widzę. - szepnęłam jej do ucha. Uśmiechnęłam się łobuzersko. - Gotuj się na spowiedź siostro.

Ta przełknęła głośno ślinę i niepewnie pokiwała głową.

- Ale na to będzie jeszcze czas! - krzyknęłam. - Szkoło nadchodzimy! - i pociągnęłam Hinatę w stronę schodów prowadzących na sale gimnastyczną w której, o ile moje informacje są prawdziwe, miało być rozpoczęcie roku szkolnego. Rozejrzałam się wokół i zrobiłam minę jakby mnie olśniło. Wszędzie było pusto. Błyskawicznie obróciłam się w stronę białookiej i gdyby nie mój refleks poleciałby jak długa.

- Słuchaj... która godzina? - Granatowłosa wyjęła swojego iphona z torebki przewieszonej przez ramię i spojrzała na ekran.

- 10:35 ... - rzekła spokojnie ale zaraz zrobiła przerażoną minę. - Spóźniłyśmy się!

- Ou... - skrzywiłam się, ale zaraz potem rozpromieniłam się na nowo. - Szlachta się spóźnia. Będziemy miały zajebiste wejście. Chodź!

Pobiegłyśmy w stronę wielkiej sali w którą była wyposażona nasza kochana szkoła prywatna. Wparowałyśmy do niej akurat gdy deryktorka coś tam gadała. Wszystkie pary oczu zwróciły się na nas. Irytowało mnie to.

- Na co się gapicie? Ołtarz stoi przed wami! - warknęłam, a pod wpływem mojego tonu wszyscy z powrotem zwrócili się w stronę dyrektorki, która jakby nigdy nic kontynuowała swoją przemowę widocznie znudzona. Stanęłyśmy przy reszcie naszej klasy. Zerknęłam na Hinatę. Oczywiście była cała czerwona. Westchnęłam, przynajmniej teraz mam pewność, że to ona. Zawsze przy krępujących sytuacjach robiła się czerwona jak burak. Po jakichś 20 mintuach, pani Tsunade, bo tak miała na imię dyra skończyła nudzić i poleciła byśmy wspólnie z wychowawcami udali się do naszych klas. Ja i cała 1C mieliśmy salę nr 9 na pierwszym piętrze. Super, nachodzimy się po schodach za kolejne chujset lat. Oj, przyszłe pokolenie będzie nam wdzięczne, bo nie zdziwiłabym się gdybyśmy wydeptali dziury w stopniach. Weszliśmy do klasy. Z racji tego, że nauczyciel obawiał się iż ta sama płeć w jednej ławce będzie planowała zamach na "wrogą frakcję", nakazał nam usiąść mieszanie. Po kilku niemiłych uwagach skierowanych w jego stronę, wreszcie usiadłam z niebieskookim blondynem. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko, przez co prawie nie oślepił mnie bielą swoich zębów. Zmrużyłam oczy (może nie było to zbyt uprzejme, ale musiał to przetrawić, gdyż mam takie odruchy) i oddałam uśmiech, nieco mniej entuzjastycznie, ale jednak.

- Siemka, Naruto. - powiedział i podał mi dłoń. Chwyciłam ją.

- Sakura, miło mi.

- Bardzo ładne imię.

- Dzięki. - zaśmiałam się zarzucając włosy za ramię (nie myślcie sobie, że to podryw, w żadnym razie!) i przez chwilę myślałam, że zacznie się ślinić. Przynajmniej na to miał ochotę, co wyczytałam z jego oczu. Nie chciałam robić mu nadziei, wydawał się być uprzejmy, jednak nie mogłabym tak od razu wyskakiwać z przypuszczeniem, że mu się spodobałam, więc postanowiłam olać jego reakcje.

- Witajcie dzieci. - rzekł siwowłosy mężczyzna, stojący na środku sali. Wyglądał dość dziwnie. Szare włosy odstające niczym u Franklina po wpadnięciu na ten jakże inteligentny pomysł by bawić się w nakurwianie po podwórzu z latawcem w łapie kiedy tak piździło. Na twarzy miał maskę rodem z "Kosmici vs Ninja". Do tego ta wyluzowana poza i pornol na kartkach w ręce świadczyły o jego wysokich kompetencjach (nie wiem czemu to zdanie, aż tak ocieka sarkazmem xd dop.aut). Kaszalot jak się patrzy, pomyślałam poirytowana. - Nazywam się Kakashi Hatake i będę waszym wychowawcą przez te 3 lata. - mówił wogóle na nas nie patrząc. Poczułam się urażona. - A teraz czas na to byście się przedstawili. Może zaczniemy od ciebie. - Wskazał na wytapetowanego rudzielca z okularami na nosie. - Powiedz jak się nazywasz, czym się interesujesz i tak dalej. - dzewczyna wstała.

- Nazywam się Karin i interesuję się chłopa... - gadała przesłodzonym głosem od którego aż głowa mnie rozbolała. Dalej nie miałam ochoty jej słuchać, więc "wyłączyłam się". Kolejny plastik z kompleksem niższości i bez planów na przyszłość dalszą niż kolejne 10 minut. Powoli oczy mi się zamykały kiedy blondyn obok szturchnął mnie w ramię. Spojrzałam na niego zła, a on mruknął coś w stylu : "teraz ty.."

Zerknęłam w stronę nauczyciela który miał we mnie wgapione to głupie spojrzenie. Wstałam i od razu usłyszałam gwizdy. Zgromiłam wzrokiem każdego chłopaka w promieniu 5 metrów.

- Nazywam się Sakura Haruno i nie mam jakichś specjalnych zainteresowań... - nie dokończyłam bo chłopak z białymi włosami i fiołkowymi oczami mi przerwał.

- To może znajdziemy jakieś wspólne zainteresowania co ty na to? - na ten tekst płeć męska ryknęła śmiechem. - Może pogotujemy? - dodał i udawał, że "ugniata masło" co wywołało kolejne salwy śmiechu.

- Zgotować to ja ci mogę danie w mordę, chyba, że wolisz dostać trochę niżej. - odpyskowałam mu zmierzając go kpiarskim wzrokiem od góry do dołu zatrzymając się chwilę na jego kroczu. - Albo i nie.

I tak jak się spodziewałam. Klasa w ryk. A nasz kucharz zmieszany odwrócił się w stronę tablicy.

- Dobrze, Sakuro, siadaj. - powiedział kaszalot normalnym tonem jakby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca.

Usiadłam. W duchu czułam satysfakcję, że już pierwszego dnia udało mi się kogoś zgasić. Ze mną się nie zadziera. Następny po mnie był brunet o czarnych oczach, bardzo znajomy. Jednak nie potrafiłam go skojarzyć. Gdy wstał, usłyszałam piski żeńskiej części widowni. Zauważyłam, że wywrócił oczami. Witaj w klubie, pomyślałam. Nie powiem, był przystojny, ale bez przesady.

- Sasuke Uchiha... - nie kojarzyłam tego nazwiska. Kurwa, mam dziś jakąś pustkę w głowie. Przez moje zamyślenie nie dosłyszałam reszty jego wypowiedzi. Palnęłam się delikatnie w głowę co musiało wyglądać dość dziwnie. Po brunecie przedstawiło się jeszcze kilka osób. Nie wiem po co ta cała szopka skoro i tak nikt się nie zapamięta. Przecież interesujące mnie osoby i tak poznam później, a teraz mogłabym się na przykład zabawić z moim kotkiem. Bez skojarzeń zboczeńcy. Chodziło mi o mój samochód. Musiałabym zajechać do galerii... Nagle poczułam uścisk na ramieniu.

- Możemy już iść. - powiedziała Hinata i tym razem to ona pociągnęła mnie w stronę drzwi. Jakie zaskoczenie czekało nas gdy przed drzwiami czekał na nas Naruto.

- Hej dziewczyny, mam do was taką sprawę... - zaczął.

- Słucham ja ciebie. - wyszczerzyłam się.

- Dzisiaj organizuję mały melanż w klubie w ramach zapoznania się. Wpadniecie? - zapytał z nadzieją. W sumie czemu nie. Spojrzałam na białooką. Byłą cała czerwona i nie mogła wydusić słowa. Oj Hinatka, Hinatka co ty byś beze mnie zrobiła?

- Oczywiście, że będziemy. - wyciągnęłam smartfona z kopertówki. - Daj, wymienimy się numerami, napiszesz mi gdzie i kiedy.

- Spoko. - również wyciągnął swój telefon i podyktował numer. Puściłam mu strzałkę.

- Dam ci jeszcze telefon Hinaty bo ona poszła spać. - wskazała na Hyuugę i spojrzała na nią z dezaprobatą. Podał mi telefon a ja wpisałam numer podpisując ją Hinatka ;*. - Później mi podziękujesz. - szepnęłam jej na ucho tak by blondyn tego nie usłyszał.

- Ok dzięki. Później wam napiszę. - pocałował nas w policzki na pożegnanie, przez co Hinata jeszcze bardziej się zaczerwieniła.

- No chodź już, trzeba kupić ciuchy na imprezę. - uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę mojego wozu.

- Wow - wyrwało się Hinacie widząc moje Lam. - Masz prawko? - zapytała szczerząc się do mnie. - Wiesz, że niepełnoletni nie mogą jeździć?

- Szczegóły... - mruknęłam w odpowiedzi. - Ty nie gadaj tylko wsiadaj, bo Naruto idzie. - Poczęła się oglądać na wszystkie strony. - Ha, wiedziałam! Będziemy musiały poważnie pogadać.

- Wiesz, że jesteś wredna? - udała obrażoną.

- Dziękuję. - zrobiłam słodką minę i położyłam sobie dłoń na sercu.

- To nie był komplement. - odburknęła.

- Ojtam nie sraj się, ciocia Saki wszystko załatwi.

- Awansujesz. - przeszło jej.

- A jakże. Niedługo będzie mamusia. Jeszcze tylko kilka punktów...

Roześmiała się. Jak ja kocham patrzeć na jej wesołą twarz. To miód na serce.

- To gdzie jedziemy?

- Jak to gdzie? Na zakupy! Trzeba się wreszcie rozluźnić i kogoś wyrwać bo moja mama obawiała się, że zostanę starą panną do końca życia - zaśmiałam się, mimo iż nie mijałam się z prawdą. Rin miała bardzo duże mniemanie o swojej córeczce i dużo od niej wymagała. Nie oznacza to, że była nadopiekuńcza. Miałam mamę w sam raz, pomyślałam z kwaśną miną. - Kierunek: Centrum Handlowe!

Była dopiero 13:25, więc nie musiałam obawiać się korków. Wjechałam na parking i postawiłam wóz trochę dalej niż inni klienci. Wyszłyśmy i ruszyłyśmy na polowanie.

***

Po około 3 godzinach buszowania w najróżniejszych sklepach, przymiarce jakiegoś tysiąca ciuchów, byłyśmy tak obładowane, że ledwo udało nam się dojść do samochodu. Przez chwilę myślałam, że nie dojedziemy do domu, bo moja kochana bryka ewidentnie miała ochotę za przeproszeniem usiąść na dupie. Bez beki, tył był zdecydowanie za nisko. Ledwo udało nam się zamknąc bagażnik a to co się tam nie zmieściło, lądowało na tylnych siedzeniach.

- O kurwa... - powiedziałam zmęczona. - Nie mam siły.

- Nie klnij. - skarciła mnie Hinata. Spojrzałam na nią a po chwili wybuchłam śmiechem. Ona poza tym też. Chwilę potem otworzyłam szeroko okno i z awaryjnego schowka wyciągnęłam paczkę Marlboro i zapalniczkę. Wyciągnęłam papierosa i podałam go Hinacie. Ta pokręciła przecząco głową. - Nie palę.

- Oj, nie pierdol. Nikomu nie powiem.

Ta dalej nie była przekonana. Pewnie nie uwierzycie, ale za czasów gimnazjum nasza wzorowa uczennica, wzorowo paliła paczkę dziennie.

- Jednym się nie uzależnisz, to na nerwy.

- Nie... - wymiękała, widziałam to. A ja jestem wredna, jak ona to ujęła, więc wzięłam fajkę do ust, odpaliłam ją i mocno się zaciągnęłam. Wydmuchałam jej dym prosto w twarz. Nie wytrzymała.

- Daj. - zażądała krótko, a ja uśmiechnęłam się tryumfalnie. Podałam jej szluga i odpaliłam.

- Ale otwórz okno, bo moje kochanie się udusi.

- Co? - zrobiła zabawną minę.

- Mój samochód.

- Aaa... ha? - podniosła brew do góry, ale zrobiła to o co ją prosiłam. Po chwili obie chichotałyśmy bez powodu jak głupie.

- Dobra, to jedziemy do mnie, trzeba się odwalić na melanż. - powiedziałam, gdy już sie uspokoiłyśmy.

- Spoko, tylko napiszę do starego. - wyciągnęła komórkę i szybko wystukała coś na klawiaturze.

- Nie będzie miał wontów?

- Walę to. - powiedziała obojętnie.

- Uuu, co ja robię z ludźmi? - zapytałam swoje odbicie we wstecznym lusterku, ruszając przy tym zabawnie brwiami. Nie zauważyłam, że za mną jedzie jakiś młody chłopak, który myśląc, że to do niego niemal co nie walnął w słup. Ryknęłyśmy śmiechem.

- Masz odpowiedź. - powiedziała białooka, dając mi kuksańca w bok.

- Dobra, jedźmy bo jeszcze dostanie zawału. - powiedziałam przez śmiech mając na myśli chłopaka.

***

Gdy byłyśmy na miejscu, nikogo nie było w domu. Zapewne pojechali do tego sklepu meblowego. Postanowili zmienić nieco wystrój domu, który moim zdaniem był w porządku. Ale jak na coś się uprą to nie ma zmiłuj.

- Hmm... - patrzyłam spokojnie na bagażnik zapełniony po brzegi. - Ja pierdole!!! - wydarłam się na całe gardło, nie zważając na karcące spojrzenia ludzi przechodzących obok. Mam je w dupie! Najważniejsze jest teraz to, jak mam przenieść te rzeczy na górę. W oddali zobaczyłam chłopaka o blond włosach związanych w kitkę i czerwonowłosego chłopaka o piwnych oczach. Poznałam ich.

- Dei, Sas, pomocy! - krzyknęłam rozpaczliwie w ich stronę.

- Hej Saki, o co chodzi? - zapytał Deidara. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki.

- Pomóżcie mi! - wskazałam na zakupy. - Nie dam rady wnieść tego do domu.

- Hmm... a co będziemy z tego mieć? - uśmiechnął się cwanie. Nie ze mną te numery bejbe, pomyślałam zażenowana. Wskazał na swój policzek. - Za całusa.

- Hmm... - tym razem to ja udawałam, że się zastanawiam. Przyłożyłam dłoń do ust i złożyłam na niej pocałunek, po czym bezceremonialnie wymierzyłam mu policzek delikatnie się zamachując. - Proszę. Też chcesz? - zapytałam Sasoriego, który miał nieco wystraszony wyraz twarzy.

Ten nic nie powiedział tylko cofnął się jakieś 2 metry w tył. Ciota, pomyślałam. Spojrzałam na skrzywionego Dei'a, który trzymał się za mój prezent.

- To jak, pomożecie nam? Szybko śpieszymy się. - warknęłam patrząc na wyświetlacz telefonu. Właśnie dostałam sms'a od Naruto z namiarami klubu do którego szliśmy i godziną spotkania. Była 17:06 a impra zaczynała się o 20:00. - Mamy niecałe 3 godziny!

- A gdzie się spieszysz księżniczko? - zapytał odsłaniając policzek, który był zaczerwieniony. Siniaka z tego raczej nie będzie, najwyżej mała opuchlizna.

- Na imprezkę. - odpowiedziałam.

- Imprezkę? - powtórzył z miną debila.

- Tak, imprezkę, więc rusz swoją szanowną dupę i mi pomóż! - wrzasnęłam.

- Okey skarbie, nie bulwersuj się tak bo ci żyłka pęknie. - mruknął. - Możemy się zabrać z wami? Nie mamy na dziś nic do roboty.

Zastanawiałam się chwilę. Czemu nie? W razie czego nie będę się do nich przyznawać.

- Spoko skarbie. - powiedziałam i uśmiechnęłam sie uroczo. To jak go nazwałam, nakręciło go jeszcze bardziej.

- Rusz tyłek Saso, każesz czekać damom?

- Już, już. - mruknął bez entuzjazmu.

- Proszę kotku, więcej wigoru. - podeszłam do niego i złożyłam krótkiego buziaka na jego policzku. Od razu się rozpromienił.

- Ej! - zaśmiałam się z miny blondynka.

- Na ciebie jeszcze przyjdzie czas. - uśmiechnęłam się kusząco.

- Hehe, nie mogę się doczekać. - łobuzerski uśmiech wstąpił na jego twarz po czym oboje chwycili torby.

- Co wy tam macie? Cegły? - narzekał Dei.

- Nie gadaj, drugie drzwi po lewej na piętrze.

W czasie gdy chłopacy przenosili nasze ciuchy, ja i Hina siedziałyśmy w kuchni i robiłyśmy Gnocchi z ricottą*. Taki spóźniony obiad. Nie obyło się bez komentarzy w stylu "Sakurcia, nieźle sobie z nimi poradziłaś" , "Masz talent" i inne takie. To nie ja mam talent a to oni są strasznie ulegli. Gdy skończyli wspólnie zjedliśmy nasze danie i umówiliśmy się, że podjadą po nas o 19:40, poczym wyszli. Razem z Hyuugą weszłyśmy do mojego pokoju w którym szykowałyśmy się dość długo. Ja założyłam srebrny top na grubych, czarnych ramiączkach krzyżujących się na plecach, czarne rurki, szpilki z paskami, małe kolczyki-kuleczki i dużo błyszczących branzolet. Wzięłam ze sobą torebkę na pasku, żeby mieć gdzie schować telefon, szlugi i inne takie pierdoły. Do tego przejechałam po oczach czarnym eyelinerem i tuszem do rzęs. Delikatnie podkreśliłam usta błyszczykiem. Na koniec postanowiłam zrobić sobie bujne loki. Hinata była wniebowzięta moim wyglądem, nie byłam jej dłużna. Dziewczyna założyła białą bokserkę w srebrne wzorki, jeansowe rurki, czarne lakierowane szpilki, ciemną kamizelkę, błyszczące kolczyki-serduszka i również wzięła ze sobą torebkę. Postanowiła pomalować się granatowym eyelinerem i tuszem oraz delikatną szminką. W przeciwieństwie do mnie, ona wyprostowała włosy, a grzywkę zaczesała na bok jak ja na rozpoczęcie. Obie wyglądałyśmy bosko. Wyszłyśmy na dwór i to co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach: piekny, srebrny Chevrolet Corvette GS Convertible! Jasne, może i nie wyglądam, ale trochę znam się na autach. Chciałam sobie takiego sprawić, ale zrezygnowałam gdy ujrzałam moje Lamborghini. Nie żałuję. Teraz tylko pozostaje który z tych idiotów ma takie cacko. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam, że miejsce kierowcy zajmuje Dei (sarkazm). Nie dziwie się, że auto wygląda na nowe, bo znając Deidarę, samochód nie wytrzymałby dłużej niż 3 miesiące. A że nasz kochany Deidara ma 21 lat i jest niewiarygodnie dziany, to może sobie pozwolić na takie zabawki. Wsiadłyśmy na tylne siedzenie i usłyszałyśmy gwizdy od strony obu panów.

- Elo biczys. - rzekł Dei za co dostał ode mnie w łeb. - Za co? - oburzył się rozmasowując sobie miejsce ciosu. Będzie guz.

- Za chęci do życia. - odpowiedziałam.

- Ej Saki... Ładna ta twoja koleżanka. - Deidara uśmiechnął się zalotnie do Hinaty przez co ta spaliła raka.

- Wiem, bo moja. - odpowiedziałam oglądając swoje paznokcie.

- No wiesz ty co... - powiedział Dei. - O kurna! Gdzie moje maniery? Deidara do usług. - rzekł po czym chwycił dłoń granatowłosej i delikatnie ją ucałował, na co ta zachichotała. Przewróciłam oczami.

- Sasori - czerwonowłosy uścisnął jej dłoń. - Miło mi. - uśmiechnął się życzliwie.

- Hinata. - odpowiedziała i na jej twarz wstąpił niepewny uśmiech.

- Dobra, ruszcie się chłopacy, bo nie zdążymy. - Spojrzałam na zegar samochodowy na którym widniała 19:48. - Wiecie gdzie jest klub "Several Moments"?

- Jasne. To jedziemy na party! - wrzasnął Dei.

- Wiesz co? Tak pić przed imprezą? To oznaka niewychowania. - pokręciłam palcem wskazującym jak matka karcąca swoje nieposłuszne dziecko, co on mógł obserwować w przednim lusterku.

- Ale o co chodzi? - zapytał zdezorientowany.

- No bo taka głupawa to tylko po piciu. - udawałam zdziwioną jego niewiedzą. W duchu jednak śmiałam się z jego miny.

- Ha ha, bardzo śmieszne. - powiedział poirytowany.

- Oj, Deiuś, nie denerwuj się kotku, ja tylko żartuję. - zrobiłam minkę zbitego psa.

- Dobra, zaraz będziemy. - uśmiechnął się udobruchany.

- Nareszcie. - odwzajemniłam uśmiech. Czas na imprezkę!


-----

 Trochę dłuższa nocia. Na razie Sasek tylko chwilowo, pojawi się w następnej notce, jeżeli taka nastąpi xD . I teraz taka sprawa... Nie mówcie mi że idealizuję Sakurę czy inne postacie. To moje opko i mam do tego prawo, ponieważ mimo iż w rzeczywistym "Naruto" Sakura jak dla mnie jest mało ważna zwłaszcza teraz, kiedy jest wojna. Muszę to sobie odreagować ;d Poza tym, jeżeli ktoś nie lubi przekleństw to sory, ale od czasu do czasu będą się pojawiać :)
To tyle i ponawiam swoją prośbę: Jeśli ktoś to czyta to proszę zostawiać komentarze, bo po pierwsze wiem wtedy co poprawiać (wiem, piszę strasznie dużo opisów co dla niektórych jest nudne. Przedłużam i wgl) a po drugie mam świadomość wtedy że ktoś czyta to "coś" :] I po to piszę, żeby być i chwalona i krytykowana. To tyle chyba ode mnie, jak na razie.

* Gnocchi z ricottą - Kopytka z ziemniaków z serem ricotta.

Strój Saki:                                                                     Strój Hiny: