niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 10

Co to jest? O:

------


SAKURA:

 Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, czy dobrze robię. Zachowuję się niczym bohaterka jakiegoś przesłodzonego romansu, czekająca aż chłopak wyzna jej miłość i na rękach zaniesie ją do sypialni. Tyle że tam wszystko jest idealne i wszystko można sobie wybaczyć. Tu jeden błąd może zniszczyć cały związek.

 Wiedziałam, że nie powinnam ulegać Sasuke. On jest takim typowym ideałem: dlatego zastanawiałam się tylko z jakiej książki wyszedł. To co się ze mną dzieje, jest nie do opisania. Cholera, nie wiem... Wszystko wokół wydaje mi się teraz takie chaotyczne, takie inne. Nie mam pojęcia co mi zrobił, jednak podjęłam decyzję: będę walczyć o swoją wolność i nie dam się omamić, by potem mnie wykorzystał i porzucił. Nie będę tak głupia jak bohaterki tych powieści. W końcu w tym wypadku raczej nie ma mowy o szczęśliwym zakończeniu.

- Sakuro! Chodź tutaj! - zawołał Romino, a ja przewróciłam oczami. Pewne jest, że ma dla mnie jakąś robotę, która nie ma najmniejszego sensu, gdy wykonuje się ją pierdyliard biliardów razy dziennie. Niestety, wujek postanowił ograniczyć moje konktakty z płcią męską (oczywiście, to nie tyczyło się jego samego) do minimum od czasu, gdy przyłapał mnie i Uchihę w swojej kuchni. Nadal był zły i bynajmniej nie miał zamiaru dać mi spokoju. Najchętniej zamknąłby mnie w domu i powiesił na drzwiach tabliczkę "Uwaga, płeć męska w przedziale wiekowym 17 – i dalej lat ma zakaz przekraczania progu tego domu. Do odwołania!". Nie wierzyłam, żeby uważał, że pociągają mnie mężczyźnie w wieku „i dalej”, ale znając jego zachowania i stosunek do seksu, czy chociażby zwykłego trzymania się za ręce, to już niczego nie byłam pewna. Wzdrygnęłam się na tą myśl.

- O co znowu chodzi? - westchnęłam, opuszczając bezwładnie ręce, w geście poddania się. Nie miałam zamiaru się z nim kłócić.

- Mogłabyś skoczyć tu do sklepu po masło na kolacje? (by. Karolina ; dop.aut. xD) - spojrzałam na niego wielkimi oczami, nie wierząc, że mój wujek wie tyle o dzisiejszym społeczeństwie, a nie ma pojęcia ile cholesterolu ma zamiar spożyć dzisiejszego wieczoru. Postanowiłam jednak tego nie skomentować.

- A może frytki do tego? - odszczeknęłam się złośliwie.

- Wiesz Sakuro, zastanawiałem się ostatnio nad zmianą zamka w drzwiach do TWOJEGO pokoju. - odrzekł niby niewinnie. Spojrzałam na niego wielkimi oczami.

- Aha. - odburkłam mniej entuzjastycznie. Czyli jednak jakaś część mojej hipotezy na temat zamknięcia mnie w domu była prawdziwa. Odchrząknęłam wyniośle i z gracją wielkiej pani domu skierowałam się w kierunku drzwi. Gdy już miałam chwytać za klamkę, usłyszałam westchnięcie wujka.

- Sakuro... - patrzył na mnie jak na kompletną debilkę. Obróciłam delikatnie głowę w bok, dając znak, że go słucham. Patrzyłam na niego spod półprzymkniętych powiek, jakbym była nawalona, a brodę miałam wysoko uniesioną. Naprawdę coś ze mną nie tak. - Pieniądze. - wskazał na stół, gdzie leżały wcześniej wymienione monety. Spojrzałam na niego zła.

- Wiem przecież. - mruknęłam jak głupia. Jednym susem doskoczyłam do etażerki, chwyciłam pieniądze i szybkim krokiem wyszłam z domu. Wiedziałam, że wszyscy są przeciwko mnie!

 

 Stałam przy wielkiej lodówce w supermarkecie i wybierałam masło. Naprawdę nie rozumiem nad czym się tak zastanawiać. Wszystkie są tłuste, czworokątne i ohydnie żółte. Gdy już miałam chwycić za pierwszą kostkę z brzegu, poczułam czyjeś dłonie na ramionach i ciepły oddech na szyi. Serce mi zamarło.

- Hej. - usłyszałam uwodzicielski, rozbawiony głos, który od razu poznałam. Wyciągnęłam rękę za siebie i chwyciłam jego włosy.

- Ty idioto! - pociągnęłam za kucyk Deidary, tak że prawie leżał na ziemi, patrząc na mnie obruszony, otwierając usta i marszcząc brwi. - Co ty wyprawiasz, do cholery jasnej?! - powstrzymywałam chichot. Mimo wszystko, to był niezły żart.

- No co? O ile się nie mylę, mam prawo Cię podrywać! - odrzekł wstając i otrzepując swoje ciemne jeansy.

- Taak? - zapytałam zdumiona. - A kto ci dał takie prawo? - uśmiechnęłam się zadziornie.

- Sama mi je dajesz tak się zachowując. - odwzajemnił uśmiech. - Co tu robisz? Nie powinnaś planować ślubu? - odgryzł się. Moja mina wyglądała jakoś tak: ._.  . Przynajmniej tak mi się wydaje.

- Jestem po masło dla wujka... Nie ma co ze mną zrobić, więc posyła mnie do sklepu co pół godziny. A ty co tu robisz? - zapytałam podejrzliwie.

- Szukam Cię. - odpowiedział lekko. Uniosłam brwi.

- Po co?

 Powolnym, tajemniczym gestem wyciągnął coś co trzymał za plecami. Był to katalog.

- A to co, do diaska? – zapytałam wyciągając dłoń w stronę gazety.

- No wiesz… - powiedział, patrząc na katalog i przekartkowując go niedbale.

- No nie wiesz, nie wiesz. – pogoniłam go ruchem ręki. Chyba nie wie, że marnuje mój czas, który powinnam spędzać nudząc się w domu i oglądają telenowele z wujkiem… Tak, jasne, jasne.

- Bardzo podoba mi się ten zestaw. – obrócił katalog w moją stronę i wskazał palcem na coś, na co nie zwracałam zbytniej uwagi. Bardziej zainteresowało mnie…

- Co to, to - to? – prawie, że krzyknęłam zdziwiona i rozbawiona. Poczułam potrzebę skorzystania z toalety. – Czy to jest lakier?!

 Spojrzał na swój paznokieć i momentalnie się zarumienił. Szybko cofnął rękę i schował ją do kieszeni.

- Cooo? Jaki lakier, kobieto! Ty naprawdę masz jakieś zwidy! – zaczął cofać się pospiesznie, jednak ja znów chwyciłam go za kucyka i przyciągnęłam do siebie.

- Nie wywiniesz się tak łatwo… - powiedziałam ze złowieszczym wyrazem twarzy. – Więc powiesz dobrowolnie, czy może mam to z Ciebie wydusić? – w głowie już miałam tysiące szatańskich pomysłów by Dei wyjawił prawdę. Huhu. Huhuhu!

- Dobra! Przyznaję się! No bo… - zaciął się i rozejrzał rozpaczliwie. – No bo… Boo… Ja jestem aktorem! Tak! Aktorem, i to wschodzącym! Będę gwiazdą! (:3)

 Spojrzałam na niego jak na pajaca. Zaczął gestykulować i prawie co się nie wywalił. Ale ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić.

- Nic mi to nie wyjaśnia. Zresztą od kiedy chorzy umysłowo mogą zostać aktorami? – przekrzywiłam głowę i pomyślałam, że odstawiamy tu prawdziwy kabaret. Jednak niebardzo mnie to interesowało.

- No bo… Mamy teraz sztukę! Tak, właśnie! – powiedział zmieszany.

- Jak się nazywa, może kojarzę? – Hm, hm?

- Ym… noo ten… Makbet! – powiedział, jakby go olśniło, jednak po chwili entuzjazm w jego oczach zgasł.

- Aaa, Makbet… - powiedziałam powoli, niedowierzając mu nadal. – A kogo grasz?

- No ten… Lady Makbet!

 Spojrzałam na niego zdziwiona.

- Czy Lady Makbet to nie kobieta? (Moje mądrości xD dop.aut.) – Face Palm…

- Tak, no, ale jedna z głównych nie?

- No chyba tak… Kiedy gracie? – zapytałam niewinnie. – Chętnie wybiorę się na takie przedstawienie. – dodałam dwuznacznie.

- Aj no wiesz, dopiero zaczynamy ćwiczyć… Wiesz o co chodzi. – rzekł uśmiechając się sztucznie.

- Aha, no cóż… Jak już skończycie próby i będą już grane właściwe przedstawienia, to wiesz, gdzie mnie znaleźć. Chętnie popatrzę jak popełniasz samobójstwo w peruce. – uśmiechnęłam się wrednie.

- Jasne, jasne, że dam Ci znać. – uśmiechnął się widząc, że zakończyłam temat. Próbował nie pokazywać tego, że go uraziłam, żeby nie drążyć.

- No właśnie. I weź lepiej zmyj te paznokcie, bo wyglądasz jak transwestyta. – zaśmiałam się.

- Tak, tak… - spojrzał na swoje paznokcie o kolorze ognistej czerwieni i jego twarz przybrała niemal taki sam odcień.

- A wracając do tego co chciałeś mi pokazać… - podniosłam katalog i skamieniałam. Żyłka na moim czole zaczęła pulsować na widok zastaw weselnych w kolorze pudrowego różu i talonu zniżkowego na podróż poślubną do Afryki z dopiską „Czekam na zaproszenie na ślub. Sakura Uchiha, pięknie brzmi co nie? :3”.

 Deidara już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale widząc parę wydobywającą się z moich uszu, postanowił niezauważalnie się ulotnić.

- Nie spuszczaj oczu z drapieżnika, nie spuszczaj oczu z drapieżnika… - szeptał sobie po cichu oddalając się tyłem. Zaczęłam biec w jego stronę niczym taran i nie zważając na ludzi wokół wrzasnęłam:

 - DEIDARA, ZJEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!
-----
 A więc sytuacja wygląda tak: rozdział był napisany już jakiś rok temu <xd> . Aktualnie, na prośbę moich "fanek" piszę jednopartówkę - ItaSaku (._.) . No. Taki rozdział na nasz tytułowy "Nowy początek" . Nie wiem, czy koniec też będzie nowy ;d . Ogl planuje niewielką zmianę w wyglądzie bloga, bo przypomina mi pracę 5letniego dziecka o: . Jeśli ktoś to jeszcze czyta... do Was ludzie! xD Robię to dla Was :3
Na koniec: chciałabym przeprosić za prawię 1,5 roczną przerwę i wszystkie błędy w tym nudnym, nic nie wnoszącym rozdziale xd . Pzdroo Kochani ;** nn spróbuje napisać jak najszybciej i chyba zaraz zacznę... .-.

poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 9

Specjalna nota z dedykiem dlaaa... Karoliny ^^ Masz notke i nie truj mi dupy ;)

-----

(NARRACJA TRZECIO-OSOBOWA):

Fuck this shit, pomyślała różowowłosa słysząc natarczywe pukanie do drzwi, które obudziło ją w momencie, kiedy miała odjechać z żelkowym księciem, na swym lśniącym jednorożcu w stronę tęczy.

- Nieważne kim jesteś, zabiję cię! - wrzasnęła poirytowana w stronę drzwi. Zwlekła dupę z kanapy i zaciskając pięści, ruszyła, by obić ryj temu kto jej przeszkodził. Ten kto odebrał jej słodkiego księcia, zapłaci za to! Podeszła do drzwi, otworzyła je z rozmachem i zastała osobę której najmniej się w tym momencie spodziewała.

- Tyyy... - wysapała, a wyraz jej twarzy ze złego zmienił się na prawdziwie oszalały. Wyglądała jakby miała go za chwilę udusić. I rzeczywiście, jej dłonie powoli zmierzały w stronę jego szyi. - Czego chcesz?! - uwolniła wszystkie negatywne uczucia właśnie w tej chwili.

- Pogadać. - odpowiedział Sasuke nadzwyczaj spokojnie, ukrywając wszystkie swoje emocje. Patrzył na jej wściekłą sylwetkę i olewał fakt, że wyglądała jak płatny morderca. - Bierz te ręce, wiesz że wiele osób byłoby zaszczyconych moją obecnością? - uśmiechnął się wrednie, dolewając oliwy do ognia. Oczy Sakury ciskały błyskawice.

- Nie, nie wiem... Ale ja jakoś się nie cieszę. No chyba, że pozwolisz, polecę po nóż... - walnęła.

- Mogę wejść? - zapytał, ignorując ten komentarz - Mamy sobie wiele do wyjaśnienia.

- Nic nie mamy do wyjaśnienia. - burknęła, opierając się plecami o drzwi - Jesteś dupkiem, egoistą, konfidentem, kłamcą, arogantem... - pewnie wymieniałaby dalej, gdyby nie palec Uchihy, który spoczął na jej ustach, uniemożliwiając jej dalsze wyliczanie. Zrobiła się cała czerwona, ale bynajmniej nie ze wstydu, lecz kolejnej fali złości.

- Wiem. - tym jednym słowem sprawił, że cały bulwers minął zaskakująco szybko, a na twarz Sakury wstąpił szok, ale i niepewność. Jej ciało samo odsunęło się, wpuszczając tym samym Sasuke do środka. Spojrzał na nią intensywnie i przenikliwie, poczym skorzystał z zaproszenia. Ona stała tak jeszcze przez kilka sekund zanim ocknęła się i ruszyła jego śladem. Przy nim czuła się jak osoba psychiczna, dla której nie ma miejsca na świecie. Ta jego arogancja, pycha, a zarazem tajemniczość, były odpychające, ale równocześnie sprawiające, że człowiek nie może spać po nocach, myśląc o nim. Echh, to wszystko jest takie skomplikowane.

Ruszyli w stronę kuchni. Usiedli przy blatach, a Haruno spojrzała na niego wyczekująco, będąc ciekawa co ma jej do powiedzenia.

- Hmm... - mruknął, poczym westchnął. - Nie wiem... - zaciął się, a zielonooka myślała, że już nic więcej nie powie. Myliła się. - Nie wiem, co takiego zrobiłem... Nie jestem przyzwyczajony do takich sytuacji, w których najzwyczajniej w świecie żałuję czegoś. To wszystko jest bez sensu... Znałaś Itachi'ego tak? - i nie czekając na jej odpowiedź kontynuuował. - Pewnie zdziwiłaś się jak taki idealny facet, może mieć tak dalekiego od ideału brata. - zaśmiał się gorzko. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz..., pomyślała dziewczyna smutno. - Wychowałem się w przekonaniu, że mój brat jest ode mnie lepszy we wszystkim - w szkole, w sporcie, w tych artystycznych bzdetach i innych takich... To wszystko było dla mnie trudne, słysząc z ust rodziców pochwały dla Itachi'ego, a ciągłe uwagi i nagany skierowane w moją stronę. - zrobił zbolałą minę, a różowowłosej serce ścisnął ten widok. - A teraz chodzi mi o to, że nie nauczyłem się nigdy współczucia do innej osoby. Ponieważ przez te wszystkie lata, współczułem sam sobie, moje krzywdy były na pierwszym miejscu. Dlatego też moje uczucia były głęboko uśpione... Nie przerywaj mi, błagam cię. - szepnął marnie kiedy, Haruno chciała coś wtrącić. Zamknęła usta i postanowiła wysłuchać go do końca. - Właśnie dlatego nie czuję kiedy robię źle, a kiedy dobrze. A wtedy... kiedy powiedziałem Naruto o sekrecie, który mi powierzyłaś, a ja chamsko i jak debil zawiodłem cię... poczułem, że coś się zmieniło. Że jakieś moje wewnętrzne blokady zerwały się. Wreszcie poczułem skruchę. I ból, kiedy doszło do mnie co zrobiłem. Po prostu czułem, że muszę z kimś podzielić się tym, czym ty podzieliłaś się ze mną. Czułem że nie dam rady, sam unieść tego ciężaru. To było dla mnie za wiele... - schował twarz w dłoniach, a Sakura delikatnie objęła go ramieniem, chcąc dodać mu otuchy. Cała jego pewność siebie, a jej wściekłość zniknęły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki.

- Ja... - zaczęła, nie wiedząc dokładnie co chce powiedzieć. - ... może i nieco przesadziłam. Teraz to ty pozwól mi powiedzieć to, co mam zamiar i tak z siebie wyrzucić. - rzekła, kiedy chciał coś dodać. - Ale... poczułam się zawiedziona. Byłam pewna, że tobie mogę zaufać, że chwila szczerości, może i nadmiernej, ale mimo wszystko... że ona zaowocuje... Nie powinnam się tak bulwersować. To była chwila złości. Potem były już łzy... Nie wiem czemu płakałam. Przecież nie znam cię długo, praktycznie wcale, ale poczułam się z tobą jakoś związana. - gorzka prawda wylewała się z nich niczym rzeka. Oboje nie potrafili nad nią zapanować. - Nigdy nikomu w pełni nie zaufałam. Po śmierci moich rodziców, zamknęłam się na wszystko i wszystkich co mnie otaczało. Nie potrafiłam się pogodzić z ich stratą. - Sakura nawet nie zauważyła, kiedy znowu łzy wydostały się z jej oczu. - Nie rozumiałam, czemu to akurat ich spotkało. Oczywiście, nikomu nie życzę takiej śmierci, ale to były normalne odruchy. Normalne myśli, myśli nastolatki, która w tak młodym wieku straciła obojgu rodziców... Na szczęście został mi wujek, który tak bardzo przypomina mi ich dwójkę. Żyłam sobie spokojnie z zaszytym sercem, jakoś się podniosłam. Ale to nie byłam prawdziwa ja. Już nie uśmiechałam się tak szczerze jak dawniej. Wszystko było dla mnie jednym, wielkim kłamstwem. Nie wierzyłam w szczęście, nie wierzyłam w cuda. Aż wreszcie pojawiłeś się ty. Przez chwilę dałeś mi poczucie, że jest ktoś jeszcze, ktoś kto cierpi tak samo jak ja. Szkoda tylko, że musiałam zawieść się kolejny raz... - patrzyła w jego zaszklone od łez oczy. Po raz pierwszy widziała w nim te uczucia, które starała się dojrzeć podczas ich pierwszego spotkania. Był naprawdę świetnym aktorem. Wstała powoli z krzesła i założyła ręce na piersi poczym, obróciła się w stronę zlewu, tak, by nie oglądać jego przystojnej twarzy. W tej chwili zapomniała o swoim księciu, jedonorożcu i tęczy. Wyrzuty wyparowały. Teraz był tylko smutek i rozgoryczenie. Haruno zrozumiała, że zachowała się jak dziecko i, że trudno będzie wszystko wytłumaczyć przyjaciołom. Co ma powiedzieć? : "Hej, wiecie co, sory, ale fochłnęłam się na Sasuke, więc postanowiłam olać szkołę i zostać niskopłatnym członkiem Emotional Group!"? To niedorzeczne!

Sakura westchnęła i oparła dłonie o zlew. Pochyliła się nad nim i zamknęła oczy. Wdech, wydech. Uspokój się landryno, bo jeszcze dostaniesz palipitacji serca, pomyślała. Otworzyła oczy z nową determinacją. Energicznie obróciła się, wpadając tym samym na Uchihę, który stał za nią. Gdyby nie jego refleks, znowu leżałaby na ziemi. Spojrzała w jego czarne oczy i dostrzegła pewną zmianę. Nie były już zimne i egoistyczne, tylko ciepłe i zadowolone. Hmm, tylko z czego?

SAKURA:

- Przepraszam... - wyszeptał zmęczonym głosem. Zaraz potem, zszokowana, poczułam jego wargi na swoich. Znowu mnie pocałował. Tylko tym razem coś było inaczej: pocałunek nie był tak natarczywy i Sasuke jakby wahał się czy dobrze robi. Do tego... teraz nie miałam siły by go odtrącić. Zorientowałam się, że to za smakiem jego ust, tak bardzo tęsknię. Jednak nie bardziej niż za nim samym. Chciałam go posiąść, razem z wiedzą, że jest tylko mój. Nie tej rudej małpy, czy innej złośliwej fanki. Mój, wyłącznie. Nieśmiało oddałam pocałunek, czując jak kąciki jego warg unoszą się w uśmiechu. Zamknęłam oczy, chcąc poddać się w pełni tej przyjemności. Byłam tak zafascynowana jego obecnością, że nawet nie usłyszałam że w zamku ktoś przekręca klucz. Dopiero okrzyk zdziwienia wujka mnie ocucił. Oderwałam się szybko od kruczowłosego i czerwona na buzi spojrzałam nieprzytomna na wujka. Wyraz jego twarzy oznaczał jedno: kłopoty. No cóż, też nie byłabym szczęśliwa, gdybym znalazła moją siostrzenicę samą obściskującą się z nieznajomym chłopakiem. Ale ja byłabym niezadowolona. A on był autentycznie wściekły. Brakowało mu tylko tasaka. Przełknęłam głośno ślinę.

***

Po tym jak wujek "wyprosił" Sasuke, który uśmiechnął się do mnie wyrozumiale, Romino postanowił przejąć nade mną kontrolę "rodzcielską siłą". Czyli następująco: paluszek w górę naprzeciwko moich oczu, na który zezowałam ; siad na miejsce ; władczy ton oraz wyraz twarzy i najważniejsze: "Sakuro, ile razy mam ci powtarzać, że...". Dalej sobie dopowiedzcie.

Tym razem jednak coś było inaczej. Z radością słuchałam jego wykładów, ponieważ wiedziałam, że tym razem miał powód by mnie pouczać. Nie byłam wprawdzie szczęśliwa, że mnie przyłapał, ale przynajmniej teraz wie, że nie mam już 5 lat i, że mam prawo na takiego rodzaju... przyjemności. Bo nie oszukujmy się, to było przyjemne...

-----

 Okey to teraz po kolei: Notek nbd regularnie. I tak jak widzę nikt już tego nie czyta, przeżuło się widzę xd Hmm, nie komentujecie więc widzę że nie czytacie :] Tylko Wera jakoś wytrwała ^^
Następna sprawa: Nowa wena = nowy blog :

http://sasusaku-prison-of-love.blogspot.com/

Mam nadzieje że coś nowego odświeży wasze gusta :o Doo tego... Sorka za błędy, ale notki są pisane szybko i bezsensownie, oj wiem, wiem :P
Pozdrawiam wszystkich , Hiruki

niedziela, 23 września 2012

Rozdział 8 + wyjaśnienia

 Bijcie mnie, bijcie, wytrzymałam wyciaskanie sztangi na wf, wytrzymam i to xD Wiem, jestem chamska, głupia, chamska, arogancka, spoźnialska i chamska... No ale wybaczcie kotki, wyjaśnie wam za chwilkę :* Oto krótka notka, możliwe że świadcząca o moim mini-powrocie xd:


 Środa. Kolejny dzień mojej męki zwanej życiem. Byłam niedoużytku. Po aferze z Sasuke, nie mogłam normalnie funkcjonować. Nie miałam na to sił. Byłam chora. Fizycznie i psychicznie. Czułam, że ten człowiek którym byłam jeszcze tydzień temu, umarł. Nie jestem sobą.

  Wujek nie pytał o co chodzi. Widział, że jestem w dołku i nie próbował mnie pocieszać, za co byłam mu wdzięczna. Najlepsze co mógł zrobić, to zostawić mnie samej sobie. Nie chodziłam do szkoły. Uczyłam się w domu, a potrzebne notatki dostarczała mi Hinata. Jutro mój pierwszy test domowy. Romino wykorzystał fakt o moich wcześniejszych wadach zdrowotnych (których miałam kilka), by zwolnić mnie z zajęć. Czułam się jak jakaś trędowata, która jest odizolowana od świata. Tym uczuciom pomagali jeszcze znajomi, którzy pisali do mnie, przepraszali, jeśli to przez nich olewam szkołę, prosili bym wróciła. Ja nie chciałam! Czemu nie możecie tego pojąć?! To moja decyzja. Nie mam narazie ochoty jej zmieniać. Moja psychika zmieniała się z dnia na dzień. Jak mogłam tego na zauważyć?! Faceci myślą przednią częścią zadka, przecież to zdanie wpajałam sobie od zawsze. Może gdybym na czas się od niego odsunęła, to nie wpadłabym w to bagno. A tak to siedzę na dupie i rozmyślam nad tym co by było gdyby. Wogóle... to co ja do niego czuje? Kim on dla mnie jest, by niemo rozkazywać mi, żebym została w miejscu i załamała się? Ja nie będę słuchać się byle kogo! Jednak lepiej by było gdybym jednak została sama, przynajmniej do końca tygodnia. Tak, to dobre wyjście...

***

SASUKE:

  Zastanawiałem się nad tym, co zrobiłem. Chyba pierwszy raz w życiu na dłużej wdrążyłem się w jakiś temat. Poprawka: nie w jakiś a w czyiś. Potępiałem się za swoje decyzje, to było dla mnie niezrozumiałe. Czemu żałuję, że skrzywdziłem inną osobę, i to jeszcze tak irytującą i arogancką jak ta różowowłosa? Przecież nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego jak skrucha, a nie oszukujmy się, wiele osób miało mnie dość. Mnie i moim humorów. Twierdzili nawet, że nie mam sumienia. Mam, jak każdy. Tyle, że ja potrafię je uśpić, sądząc iż to moje decyzje są słuszne, a tylko to co słuszne ma prawo bytu. Taka moja logika. Myślałem, że nic nie zmieni jej postępowania. A tu się okazuje, że jedna osoba może wszystko zepsuć.

  Chodziłem jak w zegarku. Wyjście do szkoły, olewanie nauczycieli i uczniów, powrót do domu. Nie wychodziłem nigdzie, jeśli nie musiałem. A jej nie było. To dopiero kilka dni, a ja czuję, że niedługo eksploduję. Czemu?! Przecież ja jej nawet nie lubię! A może lubię? Sam już nie wiedziałem co czuję, a tym bardziej nie miałem pojęcia jak to wyrazić. Do tego humor całkowicie niszczyli mi Naruto, swoim wiecznym gadaniem i Hinata, swoim milczeniem. Od czasu do czasu patrzyła na mnie morderczym wzrokiem, czy rzuciła jakiś tekst typu "debil" czy "idiota". Nieraz także chciałem przyznać jej rację, ale to byłby cios poniżej pasa dla mojej dumy. Byłem takim dupkiem, że robiłem minę niczym jakiś przywaleniec w stylu "Odwal się ode mnie, ja nic nie zrobiłem". Czasem zastanawiam się nad swoim postępowaniem, ale no cóż... Prawda bywa bolesna. A jeszcze zacznę mięknąć i co wtedy?

- Sasuke! - warknął Naruto poirytowany moją ignorancją i brakiem jakiegokolwiek zainteresowania jego osobą. Zerknąłem na niego i znowu przesiosłem wzrok na swój lunch. Nie byłem głodny. Ponownie zwróciłem swe spojrzenie na jego zbulwersowane oblicze.

- Czego? - zapytałem niezainteresowany tym co ma mi do powiedzenia. Pewnie znowu jakieś durne teksty, żeby mnie rozśmieszyć. Śmiechu warta to była ta jego zaciętość by przywrócić mi dobry humor. Haha, rzeczywiście, pomaga. Chamskie, ale prawdziwe.

- Nie chcesz wiedzieć to nie. - naburmuszył się i skrzyżował ręce na klatce piersiowej niczym małe dziecko którego nie chce sie zabrać na upragniony plac zabaw.

- Chyba pytam czego chcesz, co oznacza, że chce wiedzieć. - kumpla się nie kłamie, ale miałem zły humor. Od razu nie ożywił. Taki łatwowierny...

Począłem jeść swoje kanapki, w końcu nie będę się głodził.

- Rozmawiałem z Temari, która rozmawiała z Ino, która gadała z Hinatą... - jak baba. Patrzyłem na niego wyłączony, przeżuwając kanapkę. - ... z Sakurą... - na dźwięk tego imienia niemal co nie wyplułem mojego posiłku. Zacząłem się dławić, a Naruto klępał mnie po plecach spanikowany. - Nic ci nie jest?!

- Nie, nie, wszystko... w porządku. - spojrzałem na niego poirytowany że przerwał tylko dlatego, że sie dławiłem... Boże. Co się ze mną dzieje?! - Co z Sakurą?

- Sakura wraca niedługo do szkoły. - powiedział, lecz po chwili zamilkł z nieciekawą miną.

- Co jest? - zapytałem. Irytacje zastąpiły wątpliwości.

- Hmm... Jesteś pewien, że nie wiesz czemu nas nagle zostawiła, bez słowa pożegnania czy wyjaśnień? - ta jego powaga była stresująca. Rzadko kiedy można było zobaczyć takiego Naruto.

- Tak, jestem pewien. - blondyn wie że mam humory niczym mrówka przed okresem, więc czemu wyciąga tak bezsensowne wnioski.

- No cóż, jak uważasz. - wstał i bez słowa poszedł w stronę wyjścia zostawiając mnie samego z multum pytań na głowie.

  A ja już wiedziałem co zrobię. Nikt nie będzie sobie ze mnie drwił. Za dużo w życiu przeszłem, by teraz się poddać!

***

SAKURA:

- Co?! - warknęłam do słuchawki, odbieracjąc telefon od mojego największego wielbiciela.

- G...wn... - usłyszałam mruczenie Deidary pod nosem. Wiedziałam że jest zły. Niech gada co chce i spieprza. Wiem, może i nie jest to najbardziej wyrafinowana myśl na jaką mogłam sie zdobyć, ale walę to.

- Co ty tam pieprzysz pod nosem? - zapytałam. Trzeba sie podroczyć, skoro już mam z kimś kontakt.

- Echh, nic... Tak się odwdzięczasz kumplowi który nadużywa abonamentu żeby nagrać ci milion wiadomości głosowych? - spytał urażony.

- Nie. Tak traktuje kumpla który zapchał mi całą skrzynkę odbiorczą. - odparłam sceptycznie. - Co chcesz?

- CO CHCĘ?! CHCĘ WIEDZIEĆ CZEMU WSZYSTKICH OLEWASZ I NIE ODBIERASZ TELEFONU! WIESZ JAK SIĘ O CIEBIE Z SASORIM MARTIWILIŚMY?! WYDZWANIALIŚMY... - bla, bla, bla...

- Kurwa mać, Dei! Nie drzyj tak paszczy, nie jestem głucha!

- NO CHYBA JEDNAK JESTEŚ! JESTEŚ GŁUCHA NA NASZE STARANIA! MY TU SOBIE ŻYŁY WYPRUWAMY ŻEBYŚ SIĘ DO NAS ODEZWAŁA I PRÓBUJEMY CI POMÓC!! CO MASZ MI DO POWIEDZENIA?!

- A spierdalaj. - powiedziałam chamsko, poczym rozłączyłam się. Rzuciłam telefon w kąt. Zwlokłam dupę z łóżka i zgarbiona poczłapałam w stronę toalety. O Jezu: w skali od 1-10, mój wygląd pisał się bezprecedensowo pod wielkie, kształtne 0. W żadnym calu nie byłam aktualnie pociągająca. Bolesna wiedza. Miałam na sobie jakieś zdarte szorty i gotycki podkoszulek, który wręcz idealnie pasował do moich śladów łez, wylanych przez tego gbura. I przez tą świadomość, że już nikomu nie można ufać...

  Prawie że na czworakach przeczołgałam się do salonu i ułożyłam na kanapie. Od kiedy tkwię w tej izolatce, bardzo długo sypiam. Czasem nawet mam ochotę nigdy się nie obudzić. Po prostu... czuję, że to dopiero początek problemów. Problemów o imieniu Sasuke.

  Ze świeżymi łzami w oczach, oddałam się w objęcia Morfeusza, z nową nadzieją na lepszy początek.

***

SASUKE:

  Stałem pod drzwiami jej domu. Szczerze, nie miałem ochoty tu być. Pfff, nie miałem ochoty już nigdy jej widzieć. Ale powiedziałem A, więc powiem B. Nie mam zamiaru dłużej znosić tego, co dzieje się z moim sercem. Koniec niepewności.

  Z taką myślą zapukałem donośnie w drzwi, mając skrytą nadzieję, że jednak nikogo nie ma w domu.

-----

 Hmm... ładną pogodę mamy prawda? xD Nie, wiem, niepotrzebnie to odwlekam: Miałam dwa powody by was tak okrutnie zostawić bez wyjaśnień:

1. Szkoła - miejsce w którym jest w dwóch słowach "do dupy" . Nie mam na nic czasu, od razu gdy wracam do domu to padam na łóżko na te cenne 5 sekund po czym sięgam po książki. Zrozumcie kochani, że to nie przelewki xd
2. Co byście powiedzieli na... nowego bloga? :O Haha, zaskoczyłam? Niee. Chodzi mi o to, że nie miałam weny (teraz nie jest lepiej) . Dlatego nocie takie krótkie i zwięzłe. Dostałam nowej weny od Boga (dzięki ci Panie, nie musiałeś mi niszczyć humoru, ale trudno). Muszę to jakoś ogarnąć, ale wierzę, że nie czytacie tego z przymusu, jaki wam nakładam xD
 Musicie modlić sie o wene dla mnie, jeśli chcecie notki :3 Ale wiedzcie, że kocham ss i nie mam zamiaru ich porzucać :) Żegnam, czekajcie na nxt, napewno niedługo sie ukaże ^^

niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 7

 Na początek: sory, że znowu długo czekacie a mało dostajecie, ale ostatnio odliczam dni do wyjazdu starego do Norwegii i nie mam weny... postaram się pisać dłuższe nocie. Ale ogólnie to rozdział pisany przy :

http://www.youtube.com/watch?v=QyezOj4oglU

i

http://www.youtube.com/watch?v=r5e8yMTe-IQ

-----

 Byłam tak zszokowana, że nie mogłam wydać z siebie nawet dźwięku. Kiedy Uchiha delikatnie muskał moje usta, ja nie wiedziałam co robić: oddać pocałunek czy go odtrącić. Mimo, że drżałam pod wpływem jego dotyku, zostało mi jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Położyłam mu dłonie na torsie i delikatnie odepchnęłam go. Patrzył na mnie zaskoczony moją reakcją. Pewnie spodziewał się, że bez oporów wpadnę mu w ramiona, jak każda normalna dziewczyna. Jednak był jeden problem: ja nie byłam normalna. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Pewnie dlatego mnie pocieszał: by zdobyć moje zaufanie, a potem myśląc, że mnie nabrał, przeleciałby mnie. Chciałam mu przyłożyć i wykrzyczeć, że mu wierzyłam i myślałam, że jest inny. Lecz nie miałam na to sił. Bez słowa opuściłam męską toaletę i nie zważając na zainteresowane spojrzenia uczniów, ruszyłam pod klasę. Zobaczyłam pod nią podekscytowane Ino i Temari, które gdy tylko mnie zauważyły, chciały się na mnie rzucić.
- Przestań piszczeć do cholery! - warknęłam w stronę Ino. Wiem, nie powinnam się na niej wyżywać, ale strasznie mnie irytowała. - Nie mam wam nic do powiedzenia. - rzekłam po chwili grobowym tonem. Co miało oznaczać: "Spierdalajcie, nie mam ochoty zwierzać się takim plotkarom". Lubiłam je, ale to przesada, żeby wszystkim dzielić się ze wszystkimi. Ale jeśli chcą mieć miano "puste panienki", to ja nie będę im w tym przeszkadzać. Lecz nie zamierzam się także do tego przyczyniać. Minęłam je bez słowa, oparłam się o ścianę i skrzyżowałam ręce na piersi. Mamy teraz lekcje z wychowawcą, a, że Kakashi-sensei to straszny spóźnialski, nie mamy co liczyć na punktualne rozpoczęcie zajęć. Zobaczyłam, że pan arogant wychodzi z kibla i kieruje się w stronę klasy. Świdrował mnie spojrzeniem, znowu czułam się naga. Jednak tym razem miałam na to wyjebane. Uporczywie unikałam jego wzroku. W klasie tak samo - czułam, że się na mnie gapi, ale nie obracałam się. Niech wie, że już nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jednak mimo wszystko miałam ochotę wydrapać mu te gały. Uwolnić świat (czyt. siebie) od spojrzenia tych hipnotyzujących, czarnych tęczówek. Ignorowałam pytające spojrzenia Hinaty i Naruto rzucane w moją stronę. Blondyn od czasu do czasu próbował pogadać ze mną drogą karteczkową, jednak ja odsyłałam go z kwitkiem. Nie będę się im spowiadać. Lekcje minęły mi wyjątkowo szybko. Nauczyciele wyczuli moje rozdrażnienie i (chwała im) zostawili mnie w spokoju. Czyli praktycznie cały dzień przesiedziałam w swoim świecie, słuchając muzy (http://www.youtube.com/watch?v=DWaB4PXCwFU). Wreszcie zadzwonił ostatni dzwonek. Nie myśląc wiele ruszyłam w stronę drzwi. Szybko wybiegłam z budynku i zatrzymałam się dopiero koło mojego wozu. Oparłam dłonie o kolana i głęboko odetchnęłam. Hej... czym się wogóle przejmuje?! Cały dzień zachowuje się jak jakaś niedoszła samobójczyni, bo jakiś facet mnie oszukał?! Śmieszne! Przecież to nic nowego, tacy nigdy się nie zmienią i nawet jeśli nam to nie pasuje, to oni myślą kroczem! Walnęłam się w czoło, poczym wsiadłam do auta. Zamknęłam drzwiczki, otworzyłam okno i oparłam się wygodnie o fotel. Musiałam odreagować. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Do czasu gdy usłyszałam głosy...
***
SASUKE:
  Nie wiedziałem o co jej chodzi. Cały dzień nie odzywała się do mnie, ba, nawet na mnie nie patrzyła. Czy chodzi o ten pocałunek? Hm... może rzeczywiście, nie było to zbyt przemyślane, ale to był odruch! Jej usta są takie pociągające, wręcz same proszą o to by je pieścić. A ja nie jestem znany z kontrolowania swoich rządzy. Niestety zawsze gdy czegoś chciałem - dostawałem to. Ale jej nie mogę mieć! A czemu? Bo ona tego nie chce! Przynajmniej tak mi się wydaje patrząc na jej reakcje na moją osobę... Obserwowałem ją cały dzień, mając nadzieję, że to pomoże mi ją zrozumieć. Na marne. Była dla mnie niczym zamknięta księga, której nie mam prawa tykać. Raz roześmiana i arogancka, innym razem żaląca mi się w ramionach. Przytulając ją, czułem, że jest taka delikatna, iż każdy gwałtowniejszy ruch może ją rozbić na drobne kawałki. Nie chciałem przyznać się przed sobą, że już po tym pierwszym objęciu, uzależniłem się od jej dotyku. To jest chore! Znam ją niespełna 4 dni! Grr... Sasuke, co się z tobą dzieje?!
  Z letargu obudził mnie mój najlepszy kumpel - Naruto. Jest irytujący i (nie oszukujmy się) głupi jak but u lewej nogi, lecz to on mnie pociesza i dzieli się chęcią do życia. Bo najchętniej to sięgnąłbym po tasak Dozorcy z Metina i zdzielił się nim po łbie.
- Ty... co się dzieje z Sakurcią? Przez wszystkie lekcje siedziała nieobecna, nie zwracała uwagi na moje liściki. - echh, Naruto, ty i te twoje idiotyczne karteczki.
- Nie wiem. - skłamałem gładko. Nie chciałem o niej rozmawiać, bo wtedy coraz bardziej boli mnie jej ignorancja. I moja głupota. - Idziemy?
- Taa... ale będę musiał potem do niej napisać. - dodał rozgorączkowany. Westchnąłem. To se do niej pisz, już to widzę. Uwaga Naruto nie potrafi być dłużej skoncentrowana na jednym, więc wystarczy skierować ją na inny temat, by mieć spokój. Sory, "spokój". Bo jak zacznie gadać, to nie przestanie tak szybko.
  Wyszliśmy przed budynek i mój wzrok padł na czarne Lamborghini. A raczej na osobę która w nim siedziała. Różowołosa siedziała na miejscu kierowcy z zamkniętymi oczyma i równomiernym oddechem.
- Ej! - wrzasnął Naruto, pokazując na Sakurę. - Chodź, pogadamy z nią! Może nam coś powie. - już ruszał w jej stronę, gdy złapałem go za rękaw bluzy. Spojrzałem na niego z dezaprobatą.
- Czy ty jesteś ślepy? Pytanie retoryczne. - dodałem widząc jak otwiera usta by odpowiedzieć. - Czy ty nie widzisz, że ona śpi? - patrzyłem jak wychyla się stając na jednej nodze i mrużąc oczy. Westchnąłem po raz setny tego dnia. - Chodź. - zacząłem ciągnąć go w stronę mojego samochodu. Mieszkamy obok siebie, więc na zmiane jeździmy ze sobą do szkoły, żeby nie marnować paliwa. Wyrwał mi się, a ja spojrzałem na niego pytająco. Nudziła mnie ta sytuacja.
- Tym bardziej powinniśmy ją obudzić! Jeszcze będzie spała niewiadomo ile i nie zdąży wrócić do domu... albo ktoś ją porwie w śnie... albo rodzice tak się będą martwili, że zadzwonią na policje, a wtedy gdy będą jej szukać, oskarżą nas o to, że widzieliśmy ją i nie zareagowaliśmy... przejebane!
- O to się martwić nie musisz... ona nie ma rodziców... - powiedziałem po chwili namysłu. - Tylko nie mów nikomu, bo to nie powód do chwalenia się. - skrzywiłem się. Wiedziałem, że nie powinienem mu tego mówić, ale czułem się lepiej wiedząc, że nie tylko ja niosę to brzemię tajemnicy. Ale to lepsze samopoczucie niszczyła świadomość, że gdy Sakura dowie się, że powiedziałem o tym komukolwiek, znienawidzi mnie doszczętnie. Niestety, słowo się rzekło... Spochmurniałem.
- Przykro mi. - on też przygasł. - Jednak i tak musimy ją obudzić. - wreszcie przytaknąłem. Było w tym nieco słuszności. Jednak jakie było nasze zdziwienie, kiedy obróciliśmy się i zobaczyliśmy puste miejsce parkingowe. - No i spóźniliśmy się. - powiedział blondyn.
- Jakbym nie zauważył. - odpowiedziałem zirytowany. - Jedźmy już. - i nie czekając na blondyna, ruszyłem w kierunku auta.
  Jechaliśmy w ciszy. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma sensu rozpoczynać rozmowy. Blondyn postanowił najwidoczniej zagłębić się w jakiś temat (co dla mnie było nowością), a ja? Ja patrzyłem tępo na drogę i o niczym nie myślałem. Czułem się niczym kukła bez uczuć i emocji. Wreszcie dojechaliśmy pod dom Naruto. Pożegnaliśmy się cicho, umówiliśmy na jutro, a ja odjechałem w swoją stronę.
  Gdy podjechałem pod dom, zaparkowałem i szybkim krokiem wkroczyłem do środka. Wbiegłem na górę i rzuciłem plecak pod drzwi. Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem telefon. Sms... od Sakury. Wysłany 20 minut temu.
Nowa wiadomość od
Sakura

(jakoś nie miałam ochoty dodawać żadnych minek, nie w stylu Saska dop.aut.)
Wiesz co? Zawiodłam się na tobie. Dobra, pocałunek jeszcze przetrawię, ale to?! Jak mogłeś powiedzieć o tym Naruto?! Zawiodłeś mnie i moje zaufanie. Nie odzywaj się do mnie! A myślałam, że jesteś inny...

  Byłem zszokowany. Patrzyłem tępo na wyświetlacz, nie wiedząc co zrobić. Zawiodłem ją... zawiodłem... tylko to krążyło po mojej głowie.

-----

 Trochę problemów narobiłam, ale cóż... tak mi się zebrało na mieszanie. Trochę emocji xD Do tego narracja Sasusia ;* Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam. : )

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 6

 Na wstępie: sory że dopiero teraz, tak się złożyło. :P

Cierpiąca - właśnie o to chodzi! Strzelajcie we mnie sugestiami, bo ja wtedy wiem, czego ode mnie oczekujecie i o czym chcecie czytać! 'Subtelniej' mówisz? Oj, będzie jeszcze tyle tych romansów że wreszcie się wam znudzi ^^
 Zapraszam do czytania :) !

 Chciałabym też SERDECZNIE podziękować Miyako - chan za to że udostępnia moje bazgroły na Facebooku :) Dziękuję ci :>

-----

 Obudził mnie dźwięk nadchodzącej wiadomości. Coś czułam, że ten ktoś kto truje mi dupę o... 11:58 ... będzie miał rozwalony cały dzień. Leniwie sięgnęłam po telefon i zerknęłam na wyświetlacz zmrużonymi oczyma.
Nowa wiadomość od
Deiuś ;*

I jak, żyjesz? :D

 Szybko wyklikałam odpowiedź:
Tak, żyje, ale nie będę mogła tego samego powiedzieć o tobie gdy tylko cię dorwę...

 Znaczy, gdy tylko dojdę do siebie.
Czyżbym... obudził cię? >.>

Brawo, dostałeś Oscara od Saki za największą spostrzegawczość sezonu! Kiedy przyjdziesz go odebrać? Jak najszybciej, bo już nie mogę się doczekać by wbić ci go w dupę...

Sakurcia, nie przesadzaj, miałaś zamiar leżeć cały dzień w wyru jak jakaś sparaliżowana?

Tak! A teraz żegnam! Muszę jeszcze coś zrobić. Przez ciebie się nie wyspałam i muszę przesunąć mój zamach: podpadłeś mi kotku. Mam cię na oku.

-,- ... z tobą naprawdę jest źle. Matko, z kim ja się zadaje?

Nie odpowiem na to niestety, bo nie znam twego pełnego życiorysu (w sklepach zabrakło), lecz teraz muszę się pożegnać tak na serio, bo trzeba jakoś odespać to chlańsko. Twoja wina. Nara.

Cześć...

 Rzuciłam telefonem z powrotem na szafkę i spoglądnęłam za okno: słońce świeci, chmurki zniknęły, niebo błękitne, a ptaszki śpiewają. Napewno dziś nigdzie nie wyjdę. W taką pogodę? Chyba was to słoneczko za mocno przygrzało. Dobra, czułam się teraz jak wampir odseparowany od świata zewnętrznego, ale co? Rzeczywiście, za dużo "Zmierzchu" się naooglądałam. W wieku 13 lat, próbowałam ugryźć mojego wujka. Cicho, miałam fazę. Kryzys wieku młodego, kiedy chce się mieć 160 lat. Deidara, masz przesrane. Może i to nie twoja wina, że się tak upiłam, ale wiesz... mogłeś nie przychodzić. Do moich myśli powróciły zdarzenia z wczorajszego wieczoru. Uśmiech sam wpełzł mi na twarz:
  Usiedliśmy razem na kanapie i postanowiliśmy, że zanim zaczniemy na dobre, obejrzymy jakiś horror. Przez cały seans tuliliśmy się do siebie jak małe dzieci, kołysząc się w prawo i lewo. Z przerażonymi minami darliśmy się sobie nawzajem do ucha. Hah, ale to było dobre! Gdy film się skończył postanowiliśmy się napić: a że my umiaru nie mamy, a też środków nam nie brakuje, piliśmy piwo po piwie. W końcu po jakichś pięciu puszkach, usiedliśmy po turecku na ziemi i... :
- Zadanie czy pytanie? - wrzasnął Dei.
- Pytanie! - odpowiedziałam. Wolałam na początek z nim sobie nie pogrywać...
- Czy ci się podobam? - zapytał mrugając do mnie zalotnie. Roześmiałam się.
- Jasne kotku. - odpowiedziałam, na co oboje się zaśmialiśmy. - Teraz ja: Zadanie czy Pytanie?
- Jasne, że zadanie! - odpowiedział z uśmiechem. Ważne jest pozytywne nastawienie.
- Hmm... idź kup mi tampony w aptece, bo mi się skończyły. Masz niedaleko. - uśmiechnęłam się chytrze, jednak jego po alkoholu nic nie zrazi.
- Ok... szykuj sie, bo teraz masz zadanie. - hah, zobaczymy co tam masz... hmm, czyżby znowu skojarzenia? Ludziee...
- Spoko... No pędź bo mi cieknie! - wrzasnęłam mu na odchodne, po czym roześmiałam się. Wrócił po jakichś 5 minutach cały czerwony. I to bynajmniej nie za sprawą alkoholu. - Mogę tylko się domyślać, co się tam działo. Musiało być bardzo gorąco, skoro jesteś taki czerwony.
- Nie mam ochoty o tym gadać... - mruknął zdegustowany podając mi tampony, ale zaraz się rozpromienił. - No Sakurcia, zadanie...
- Jasne... - westchnęłam. Jaki z niego cham, coś czuję, że zaraz zgwałci mnie psychicznie.
- Wyjdź na dwór, idź pod dom Sasuke i krzyknij, że go kochasz i że chcesz za niego wyjść. - moje oczy zrobiły się wielkie. O ty chytrusie. Przełknęłam głośno ślinę, ale poczęłam się podnosić.
- Ale ty idziesz ze mną. - powiedziałam przez śmiech. Jego mina była dość zdezorientowana, ale cóż: ja mam dość częste rozdwojenie jaźni.
Jakieś 10 minut zajęło nam dojście pod dom Uchihów. Pewnie poszłoby nam szybciej, gdybym się tak nie guzdrała. Wreszcie gdy byliśmy pod drzwiami, przystanęłam, nabrałam powietrza w płuca i wrzasnęłam.
- Sasuke, kocham cię! Wyjdź za mnie, błagam! - miało wyjść poważnie, ale już pod koniec wypowiedzi, oboje turlaliśmy się po trawniku ze śmiechu. Spojrzałam się na drzwi wejściowe i ujrzałam w nich głowę bruneta, który patrzył się na nas z politowaniem. Wydawało mi się, że przez ułamek sekundy, uśmiechał się lekko. - No nic to my już pójdziemy... - zaśmiałam się i poczęłam kierować w stronę domu, ale głos Sasuke mnie zatrzymał.
- A nie chciałabyś poznać mojej odpowiedzi? - uśmiechnął się chamsko. - Jasne, że za ciebie wyjdę. - zakręciło mi się w głowie.
- Idiota. - mruknęłam pod nosem. Zanim jeszcze zniknęliśmy za budynkiem, usłyszałam:
- Ślub w grudniu popołudniu! Już nie mogę się doczekać. - uśmiechnęłam się nikle. I znowu wyrwał mnie z mojego pijackiego świata, przez co szłam prosto i myślałam racjonalnie. No nic, jeszcze to nadrobię.
Resztę wieczoru spędziliśmy na graniu w onse madonse, łapki i baranki. Achh, jak małe dzieci. Do tego pewnie zbudzilśmy pół miasta swoimi pijackimi śpiewami, a że oboje nie umiemy śpiewać, to lepsze by było określenie pijackie fałsze. Dei musiał się zbierać, a ja wolałam go nie zatrzymywać, bo mógłby to w tym stanie wziąć na zbyt poważnie.
- Narka. - rzucił całując mnie w policzek.
- Dojdziesz do domu? - martwiłam się trochę, bo on ledwo chodził.
- Jasne, don't worry, be happy... - i znowu zaczął wyć. Aż mi uszy pękały.
- Dobra, dobra, skumałam.- mruknęłam. - Pa. - zamknęłam drzwi, poczym udałam się do pokoju, by ocenić swój stan. Ujdzie. Napewno lepiej niż rano. Brrr, zgroza. Drgnęłam, gdy 5-10 minut po wyjściu Dei'a usłyszałam przekręcany klucz w zamku. Uff, dobrze, że wyszedł, bo oboje z nas czekała by ciężka spowiedź. Jego zapewne skończyłaby się śmiercią w katuszach, a moja dożywotnim szlabanem. Bo niby pełnoletność w Japonii osiąga się w wieku 20 lat, lecz, ja uznam się pełnoletnią w wieku 18 (^^). Ale, że wujek, jest taki, a nie inny, byłby w stanie nawet mnie więzić. Dla "mojego dobra", oczywiście.
  Bez kąpieli, przebierania się w piżamę czy zastanawiania się nad tym co zobaczę jutro w lustrze, uwaliłam się na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam.

  Dlatego właśnie lubię spędzać czas z Dei'em, bo z nim czuję się jak z męską wersją siebie. Tylko że o 5 lat ode mnie starszą. Szczegóły. Achh, dzisiaj niedziela. Znowu czuję, że nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Do tego jutro szkoła... i spotkanie z "moim przyszłym mężem". Hah, ciekawe. Do tego czeka mnie spowiedź przed Ino, która już zapewne zdążyła podzielić się moim kłamstwem z połową miasta. Ciekawe co Sasuke na to. Uśmiechnęłam sie diabolicznie. Nie będzie sobie ze mnie żartował. A zamach przełożę na inny dzień.
  Postanowiłam, że spakuję się do szkoły w moją zajebiście słodką listonoszkę w kwiatki. Mam się czym lansować (xd). Gdy skończyłam, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zauważyłam, że wciąż jestem w ciuchach ze wczoraj. Szybko zdjęłam je, poszłam się wykąpać i nałożyłam piżamkę składającą się z koszulki na grubych ramiączkach i szortów z krówką z tyłu. Idealnie komponowała się z moimi kapciami w łaty i pluszakiem ciasteczkowym potworem (hio hio hio dop.aut). Postanowiłam, że zdrzemnę się, ponieważ po pierwsze: Dei nie dał mi się wyspać, a po drugie: i tak nie mam nic ciekawszego do roboty. Wiem, jestem tak zdesperowana, że idę spać o 15:00. Położyłam się więc i tak jak zasnęłam, tak spałam.
***
  Obudziłam się o 5:50 czyli spałam... prawie 15 godzin! O ... mój ... Boże... Ze mną jest coś cholernie nie tak... Do szkoły mam na 8:00 ... dobra, mam 2 godziny na przygotowanie się, starczy. Podeszłam do szafy i spojrzałam poirytowana w jej stronę. Nie mam się w co ubraaaać. Chociaż ostatnio robiłyśmy zakupy. Zerknęłam jeszcze raz w stronę tej pustej zdziry. A potem na swoją piżamę. Może tak pójdę? Napewno byłoby mi bardzo wygodnie. Westchnęłam. Wyciągnęłam różową koszulkę z krótkim rękawem w kratkę czy co to tam na niej było, białe rurki i białe tenisówki z różowymi akcentami. Ach, dzisiaj rzeczywiście dużo różu. Poszłam do toalety wolnym krokiem: nie spieszyło mi się. Umyłam się, wysuszyłam włosy i ubrałam ciuchy. Włosy związałam "w supeł", a usta pomalowałam błyszczykiem. To wszystko zajęło mi 1,5 godziny. Mój rekord, pomyślałam sceptycznie. Nie jestem jakąś zapatrzoną w siebie egoistką, a napewno nie jestem próżna. Po prostu lepiej się czuję dobrze wyglądając. Wyszłam z toalety i walnęłam się na łóżko. Mimo, że spałam tyle ile śpi się w dwa dni, nadal byłam jakaś przymulona. Ale wolę wyjść do szkoły niż znowu grzać dupę, bo jeszcze zwariuję do reszty. Postanowiłam, że sprawdzę pocztę: dawno nie wchodziłam na kompa. Moje oczy powiększyły się do granic możliwości, gdy zobaczyłam full reklam, spamów itp. Chwilę potem wkurwiłam się, zaznaczyłam je i bez wahania wywaliłam do kosza, po czym i go opróżniłam. Wiem, jestem bezwzględna. Reszta maili była od rodziny i niektórych znajomych. Skąd oni, do chuja, mają moją pocztę? I jak w Tokio zachować prywatność, gdy każdy ma twój numer czy gg? Poirytowana zamknęłam z trzaskiem laptopa. Za 25 minut rozpoczynają się lekcje. Postanowiłam napisać do Hinaty.
Hej, nie chciałabyś się zabrać ze mną do szkoły? Po co masz się tłuc tą zawodną komunikacją miejską?

  Ach, skąd ta dobroduszność u mnie? Może stąd, że mi się nudzi.
Sory, ale... ja już z kimś jadę...

  Wiedziałam, że się skrępowała...
Czyżby Naruto?

Mhmm...

Spoko, nie będę przeszkadzać waszej miłości. Mam nadzieję, że coś z tego będzie :P.

Dzięki, za wyrozumiałość : )

Nie ma za co, złotko. Do zoba w budzie ^^.

  Czyżby już wszyscy byli tacy szczęśliwi? Czuję się jak odludek i to coraz większy. No nic, więc ja i moje Lam będziemy sami. Hah, to nawet lepiej. Zaniedbywałam je wcześniej, trzeba to nadrobić... myślę, że każdy samochód ma uczucia, tak jak ludzie. Wiem, cicho. Jestem jebnięta. Ale jakby się nad tym zastanowić...
  Nad takimi rzeczami rozmyślałam, jadąc do szkoły. Gdy podjechałam pod sam budynek, zaparkowałam, wrzuciłam kluczyki do torby i ubrałam moje białe lustrzanki. Nie ma co. Piździ dziś to słońce na całego. Weszłam do szkoły i skierowałam się pod drzwi klasy. Nagle ktoś szarpnął mnie za ramię, przez co oboje wylądowaliśmy w męskiej ubikacji. Poczułam ten boski zapach. Już wiedziałam kto to był.
- Dezynfekcja zakończona. - usłyszałam jeszcze, zanim Sasuke wpił się w moje usta.

-----

Co do noci: nie wyszła mi. Nie tak przynajmniej miała wyjść w moim mniemaniu. Sakura za dużo śpi, za mało robi. Wyobraźnia mi siada co musicie mi wybaczyć. Przepraszam, że taka krótka! I ogólnie skumam jeśli sie wam nie podoba, bo ja już jej nienawidze :) I jeszcze coś: nie będę pisać notek codziennie, czasem może się zdarzyć, ale prawdopodobnie będą co 2-3 dni, bo nie mam siły ani czasu . Bardzo się cieszę, że się wam podoba < 3

Piżamka Saki:


















Torba Saki (<3) :















Strój Saki:

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 5

 Więc tak: chciałabym wam serdecznie podziękować za wyrozumiałość w sparwie moich uczuć (xd) a także przeprosić, że notka nie ukazała się wczoraj, ale tacie szajba odwalała i mi kompa skonfisował. :P
-----

Tak jak się spodziewałam: obudziłam się z wielkim kacem i brakiem chęci by ruszyć dupę gdziekolwiek. Nie miałam nawet siły by chwycić telefon, który leżał zaledwie 10 centymetrów ode mnie i napisać sms'a do Ino odnośnie naszego dzisiejszego wypadu. Poczułam, że zbiera mi się na wymioty. Iść do toalety czy rzygać tutaj? Oto jest pytanie. Jednak gdy wyobraziłam sobie te wszystkie pytania i podejrzenia wujka... Brr... pewnie pomyśli, że jestem w ciąży, a gdy wreszcie uda mi się go przekonać, że się myli, to zrobi mi wykład na temat antykoncepcji i niespodziewanych ciąży. Zerwałam się szybko do siadu co było błędem. Zakręciło mi się w głowie i poczułam falę wymiotów próbujących wydostać się ze mnie. Matko, ja rodzę! Ruszyłam w stronę toalety w którą, Bogu dzięki, był wyposażony mój pokój. Szybko schyliłam się nad sedesem i... bez szczegółów. Gdy posądziłam się o koniec tej męki, wstałam z trudem z ziemi i podreptałam do dużego lustra. Oh Jesus. Mam nadzieję, że ktoś postanowił zrobić sobie ze mnie żart i namalować trupa na lustrze. Nadzieja matką głupich, do chuja! Z każdym ruchem "moje" odbicie ruszało się wraz ze mną. Pewnie myślicie, "Przesadza, nie może być tak źle...". Haha, racja. Jest jeszcze gorzej: Biała (dosłownie) skóra, dwa wielkie bladozielone punkty osadzone na twarzy, fioletowe sińce pod nimi, nos... czy mi się wydaje czy stał się strasznie płaski? Usta ułożone w cienką linię... Ósme nieszczęście: odnalezione. Do tego na głowie miałam istną burzę. Błagam, nie wyobrażajcie mnie sobie! Gdybym nie miała włosów, mielibyśmy świetnego odtwórcę roli Voldemorta. Nie ma co! Mogę iść straszyć dzieci. Zorganizuję sobie takie szybkie haloween: "cukierek albo 'Avada Kedavra' !" Haha, teraz jeszcze potrzebuję różdżki... chwila! O czym ja do starego piździarza myślę?! Chyba za bardzo się zaangażowałam. Echh, trudno. Trzeba doprowadzić się do ładu. Mam zamiar dzisiaj zostać w domu, nie ruszę się o krok za próg! Szybko wyszłam z toalety by wyciągnąć jakieś ciuchy. Może i nie będę wychodzić, ale nie chcę przyprawić wuja czy kucharki o zawał. W końcu mają swoje lata... postanowiłam, że założę białą bluzkę z rękawami do łokcia, jeansowe wytarte rurki i branzoletkę. Gdybym gdzieś wychodziła ubrałabym czarne szpilki na platformie. A gdybyście mnie słuchali chamy (bez obrazy, znowu nie mogłam się powstrzymać : ) dop.aut.) to wiedzielibyście, że zostaję dziś w domu (xdd). Weszłam szybko z powrotem do łazienki, bo mimo, że wieczorem zamknęłam drzwi (widzicie, nie odczuwałam skutków 5-godzinnego picia, a i tak mam kaca -,-) to bałam się, że ktoś zobaczy mnie w takim stanie. Zdjęłam w siebie piżamę i nago wskoczyłam pod prysznic. Wymyłam się dokładnie, ale i tak czułam się brudna. Achh, jak dziwka po "udanej" nocy. Wyszłam spod natrysku i obwiązałam się ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Pomalowałam oczy tuszem, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. No i git. Wyszłam z łazienki, założyłam moje puchate kapcie w łaty i postanowiłam zejść na dół. W końcu od wczorajszego ranka nie gadałam z wujkiem. Pewnie będzie się pytał gdzie byłam tak długo, bo jego budzi najcichszy szmer. Gdy znalazłam się w o wiele za jasnej (jak dla mnie) kuchni, zobaczyłam Romino siedzącego przy stole: facet po czterdziestce, mandarynkowe włosy za kark i te wielkie zielone oczy. Nie dziwcie się, że jest tak podobny do mojej mamy, byli bliźniakami. Wujek od urodzenia traktował mnie niczym własną córkę, a ta więź wzmocniła się po stracie rodziców.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam na "dzień dobry".
- Prymitywność twojego powitania powala mnie. - powiedziałam, ale widząc jego dociekliwy wzrok, kontynuowałam. - W pokoju.
- Nie żartuj sobie ze mnie, wiesz o co mi chodzi.
- Aaaa... - udałam olśnienie. - Wczoraj? - pokiwał głową na tak. - Na imprezce. - rzuciłam na luzie.
- "Imprezce"? - jego brew powędrowała do góry. - To teraz tak się nazywa popijawy do pierwszej nad ranem? Chyba wiedziałaś co cię czeka gdy wrócisz do domu, prawda? - kocham go za tą jego bezpośredność, ale aktualnie wadziła mi ona. Zachichotałam nerwowo.
- Oj wujku, bez przesady... był piątek, chciałam zapoznać się lepiej z nowymi kumplami z klasy. - zaraz ugryzłam się w język. Zapomniałam, że Romino jest bardzo... zasadniczy. Żeby nie powiedzieć czepialski.
- "Zapoznać"? "Lepiej"?.... "KUMPLAMI"? - jego oczy ciskały błyskawice. Kurwa mać... - Sakuro, chodź tutaj! - rozkazał, gdy tylko zauważył, że poczęłam cofać się do tyłu. Z westchnięciem rezygnacji podeszłam do stołu i usiadłam na krześle obok wujka. Zaczyna się... - Powinnaś wiedzieć, że chłopakom w twoim wieku buzują hormony, a także rośnie EGO, więc muszą się między sobą popisywać... - no niby tak, ale moim zdaniem długość ich penisów to nie jest powód do chwalenia się. Zachichotałam, co zwróciło uwagę Romino. Nosz... - Co cię tak śmieszy młoda panno? Czy ty jesteś jeszcze wogóle dziewicą? - zastygłam w bezruchu. Ach, ta nasza szczerość i otwarte romawianie o seksie. - Odpowiedz mi. - dodał ostrzej. Wiedziałam, że to tylko gra, ale w moim przypadku lepiej by było gdybym nie doprowadziła go do takiego stanu. Mogłoby posypać się szkło.
- Nie... to znaczy nie robiłam jeszcze TEGO. - dodałam szybko widząc jego wysoko uniesione brwi. - O co ty mnie posądzasz wujku? Może mi jeszcze powiesz, że jestem zdzirą i puszczam od przodu i od tyłu. - udałam poirytowaną.
- Jasne, że nie... nie ośmieszyłabyś się tak. - a żebyś wiedział, że nie. - Przepraszam... - dodał niepewnie, a mi szczęka do ziemi poleciała. Ja go tu kłamię, a ten mnie jeszcze przeprasza? (oczywiście chodzi mi o dziewictwo, a nie dawanie dupy, jakie wy macie o mnie zdanie, bezbożnicy?) Zrobiło mi się głupio, ale wpakowałam się w to gówno, to teraz muszę z niego wyjść. Nawet jeśli moje buty byłyby do wywalenia. (metafora, ludzie) - ... ale wiesz: martwię się o ciebie. To co dzieje się w dzisiejszych czasach przeraża ludzi mojego pokolenia, łącznie ze mną, oczywiście. Nie chcę byś trafiła na złe towarzystwo i żeby doszło do jakichś nieporządanych incy...- bla, bla, bla. Pewnie pomyślicie: "On się tak o nią troszczy, a ona go olewa, menda parchata." Przez pierwszą setkę tych wykładów, byłam uzbrojona w cierpliwość: ale od "pewnego" czasu, zabrakło mi jej. Zwłaszcza, że wujek ma już wyuczone te teksty na pamięć. Łącznie słuchanie jego wyżaleń i obaw zajęło mi połowę życia: tą podczas której normalnie powinnam się wyszaleć.
  W końcu przestał gadać i zwyczajowo zadał pod koniec najczęstsze pytanie w jego życiu: "Czy to jasne?", a ja odpowiedziałam moim "ulubionym" słowem: "Jasne". Pogawędziliśmy jeszcze trochę o tak przyziemnych sprawach jak pogoda, o jakichś programach w telewizji, o tym, że otworzyli jakąś nową knajpkę. W końcu wujek zapytał się czy mam na dzisiaj jakieś plany, a ja z kamienną twarzą odpowiedziałam:
- Planuję zamach na "Papierza", chcesz się przyłączyć?
- Ale dzisiaj? Przepraszam, ale dzisiaj wychodzę, może jutro? - odpowiedział też całkowicie poważnie.
- Dobrze, jutro niedziela, więc będzie więcej ludzi. Ale to nie przeszkadza.
Oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Kolejna cecha za którą wujek ma u mnie medal: mamy podobne poczucie humoru.
- A tak na serio: wybierasz się gdzieś dzisiaj? - zapytał przez śmiech.
- Nie, nie zamierzam, gdybyś widział mnie rano, dostałbyś wylewu. Miałam iść z kumpelami do galerii, ale nie mam sił... O kurwa! - przeklnęłam.
- Sakura! Zachowuj się! - skarcił mnie wuj. Może i nie było to najprzyzwoitsze zachowanie, ale właśnie coś sobie uświadomiłam. - Teraz co się stało, że byłaś zmuszona użyć tej jakże prymitywnej łaciny podwórkowej? - zapytał z niesmakiem.
- Zapomniałam im napisać! Która godzina? - zapytałam szybko olewając to zacne określenie mojego języka.
- Po dziesiątej... - powiedział przeglądając gazetę. Jednak szybko oderwał od niej wzrok, gdy usłyszał kolejne salwy przekleństw z mojej strony. - Sakura! Skąd ty wogóle znasz takie słowa?
- W szkole nas uczą. Nie wiesz? - udałam zdziwioną, wyciągając telefon z kieszeni. Szybko wykręciłam numer Ino.
- Halo? - usłyszałam. Już nawet nie chciało mi się tego komentować.
- Hej Ino, tu Sakura. Słuchaj, chyba nie będę w stanie pojechać z wami do tej galerii... nie wyspałam się...
- A co? Aż tyle nocnych wrażeń? - zapytała złośliwie. Tak grasz? Okej...
- Noo, a żebyś wiedziała. Całą noc nie spaliśmy, była świetna zabawa. Ty wiesz jaki on jest dobry w łóżku? - może trochę mijałam się z prawdą, ale sama zaczęła.
- O kurwa! Bez jaj? Wiedziałam, że do siebie pasujecie. Wiesz, Sasuke nigdy nie przepadał za dziewczynami bo ma strasznie nachalne... - wyłączyłam się. Szczerze, nie chciało mi się słuchać o tym ile to Uchiha na fanek. Czułam się wtedy tak dziwnie... Nie potrafiłam nazwać tego uczucia... - Saki? Saki! Jesteś tam?! - wydarła się mi do ucha.
- Tak, tak... - powiedziałam wciąż nieco nieobecna.
- Dobra, czyli mam rozumieć, że jesteście razem? - zapytała na co mnie zatkało.
- Nie! Chyba cię pojebało!
- Aha, to wy tak gracie... Ech, mam nadzieję, że wasze kontakty się przez to nie zepsują.
- Nie sądzę. - powiedziałam cicho, jakby do siebie.
- Dobra to ja kończę, szkoda, że nie możesz iść. Może innym razem?
- Taa spoko. Paa. - rozłączyłam się. Spojrzałam na wujka, który patrzył się na mnie z uniesionymi brwiami, oczami niczym pięć złotych i otwartą buzią. - Co? - byłam zdezorientowana.
- K- kto... - zaciął się. Widziałam, że się zbulwersował, ale nie miałam pojęcia czemu.
- Nooo... kontynuuj. - rzekłam.
- Kto jest dobry w łóżku? - zapytał już spokojnie, ale to były tylko pozory. Widziałam jak jego dolna warga zaczyna drgać, żyłka na czole pulsować, a oczy ciskać pioruny. No to mam kołopoty.
- Yyy...
***
  Pół dnia zajęło mi przekonywanie wujka, że powiedziałam tak dla dobra sprawy. A i oczywiście powtórzył swój zajebisty wykład. Chyba muszę mu kupić jakieś tabletki na pamięć, bo ten typ pamięta co ma powiedzieć, ale nie pamięta kiedy ostatnio to mówił. Może mu się płyta zacięła, nie wiem... Siedziałam teraz w pokoju i rozważałam czy sięgnąć po tą fajkę czy nie. Moją skromną osobę możnaby porównywać do leniwca: wie, że musi np. zjeść, ale nie chce mu się zwlec tyłka z gałęzi. Wie, że coś mu się w ten tyłek wbija, ale mimo wszystko nie chce mu się przesunąć go choćby o milimetr, bo zagrzał już miejsce. A jak już coś zrobi lub się na coś zdecyduje to musi mieć to pod nosem, bo inaczej nie ma zmiłuj. Ja np. mam szluga na wyciągnięcie ręki, ale wujek zakazuje mi palić w pokoju, więc musiałabym albo wyjść na balkon albo nie palić wogóle. To drugie odpada, bo jestem uzależniona. Mogłabym przestać, ale nie chcę. To nawyk. Co ja kurwa robię? Myślę sobie nad tym, czy zwlec dupę z łóżka, podczas gdy w ten czas już dawno byłabym na balkonie >facepalm< .
- Buuuu... - zawyłam do siebie, gdy szturchnęłam opakowanie papierosów i te postanowiło spaść na ziemię. ZAJEBIŚCIE. Teraz muszę się jeszcze schylić. Ogólnie całe podnoszenie moich Viceroy'ów i dojście na balkon zajęło mi około 30 minut. Pewnie poszłoby mi szybciej gdybym podczas sięgnięcia po paczkę nie zaryła o stolik i nie leżała tak z 10 minut użalając się nad tym czemu on musiał właśnie tam stać. Do tego zużyłam na niego wszystkie obelgi jakie znam co zajęło mi kolejne 10 minut. Podniosłam się i szurając kapciami o puchaty dywan szłam niczym stary menel w stronę balkonu. Zajęło mi to 5 minut i tyle samo użerałam się z klamką drzwi prowadzących na świeże powietrze. Wreszcie usiadłam na jednym z krzeseł i już miałam zapalić gdy... nie mam ognia! Wkurwiłam się. Obejrzałam się wokoło i... fuck yeah! Zapalniczka leżała zeldwie metr ode mnie. Wyciągnęłam rękę. Jeszcze troszkę... troszeńkę... Gdy już miałam ją w dłoni, moje kapcie postanowiły zrobić sobie ze mnie żarty: poślizgnęłam się na tym durnym krześle i poleciałam na kafelki. Oczywiście (moje szczęście) ryjem do podłoża.
- Jestem tak zajebiście zgrabna, że nawet na krześle usiąść nie umiem! - wrzasnęłam wściekła. Podniosłam się, złapałam fajki oraz zapalniczkę i szybko odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się mocno, chyba trochę za bardzo. Leję na to. Oparłam się o balustradę i obserwowałam okolicę. Było tu bardzo dużo drzew wiśni. Czy jeśli (podobno) jestem do nich podobna, to znaczy, że jestem spokrewniona z drzewem lub na odwrót? Hmm... Już chciałam zagłębić się w ten temat, jednak coś, a raczej ktoś na ulicy przykuł moją uwagę. Mianowicie młodszy Uchiha w otoczeniu swoich fanek. Komiczny widok. On patrzył się przed siebie, ignorował zupełnie te irytujące piski i komentarze. Ręce miał w kieszeniach. Gdyby te plastiki były na tyle spostrzegawcze (o inteligencji nie wspomnę) zauważyłyby, że on ich nie słucha i, że nie ma ochoty ich oglądać. Bo ja jestem oczywiście najbardziej spostrzegawczą laską na ziemi: a to dlatego, że wiem jaki facet gapi mi się na tyłek i wiem kiedy jest najbliżej, żeby mu przyłożyć (Hah, hardcore xd dop.aut.). Nagle Sasuke ni z tąd ni z owąd spojrzał się na mnie. Pomachałam mu nieśmiało, na co on uśmiechnął się pod nosem i znowu spojrzał przed siebie. Jego fanki spojrzały na mnie morderczym wzrokiem, który ja oddałam z podwójną mocą. Jeżeli coś do mnie mają to niech tu podejdą, napewno dojdziemy do porozmienia. Kiedy brunet i jego świta zniknęli mi z oczu, westchnęłam. Szczerze, to mu współczuję. Ale co ja się srać będę? Cały dzień gnije w domu i nikt mi tego nie zepsuje! Poza tym jutro mam zamach na "Papierza" więc muszę obmyślić jakąś strategię. W woli ścisłości: "Papierz" to moja ulubiona włoska restauracja. Mam nadzieję, że nie myśleliście iż chodzi mi o prawdziwego Papierza... prawda? (o.o) Ach wy, i tak was kocham mimo iż myślicie o mnie jak o seryjnej morderczyni. (znowu się nie kontroluję ^^ dop.aut.) Spojrzałam na zegarek: 17:49. Ale ten czas szybko leci. Pomyślałam, że zrobię sobie późny obiad. Postawiłam na normalnego kurczaka z grilla (<3). W czasie, gdy mój posiłek się smarzył, postanowiłam trochę ogarnąć w domu. Mimo, że mamy zatrudnioną pomoc domową, bo we dwójkę z wujkiem byśmy rady nie dali, to ja i tak lubię posprzątać wokół siebie. Nie rozumiem jak można mieszkać w brudzie. Rozumiem, że czasem sytuacja materialna nie pozwala utrzymać idealnego błysku, ale kiedy ktoś jest zaopatrzony w odpowiednie środki czystości, powinien z nich korzystać...
  Szybko uwinęłam się z tym co zaplanowałam i wtedy narodziło się pytanie: Co teraz? Czułam się jak te chore gosposie pracoholiczki, które nie mają swojego życia, a kiedy wreszcie skończą pracę, nie mają gdzie się podziać. Więc błądziłam po domu, niczym zjawa. Była dopiero 19:10. Postanowiłam napisać do Dei'a:
Siema Dei, jak tam po wczorajszej, jak to mój wujek określił, popijawie? ;D

 Długo nie musiałam czekać na odpowiedź:
Nowa wiadomość od:
Deiuś ;*


A wiesz, że nawet nie tak źle? Rzygałem dzisiaj jakieś 20 minut, ale potem już spoko. Poza tym nie pamiętam do końca ja było wczoraj, ale sądząc po tym jak się upiłem, musiało być nieźle : )

 A żebyś wiedział.
Zgadnij kto wygrał >: D

 No właśnie, nie zdążyłam się wam pochwalić, jakim koxem jestem. Hurra ja!
No nieee... czemu ja zawsze przegrywam? Masz za mocną głowę dla mnie, ja odpadam po 10 mocniejszych... ty spiskujesz z nimi. Oni ci chyba wgl alkoholu nie dają.

 Mhmm... chyba "mocniejszych".
Tak, zwłaszcza, że wiedzą, że to dla mnie mimo iż zawsze ty kupujesz. Heh :P

 Uwaga, wróżka Sakura przepowiada: Dei zaraz zacznie narzekać i wykręcać się...
Tak, może widzą z kim się szlajam? Z jakąś małolatą która podrywa barmanów, żeby sprzedali jej drinka? Poza tym, to oczywiste, że młodsi mogą więcej wypić...

 Ty chyba, nie wierzysz w to co piszesz...
Ja mam przynajmniej jakiś sposób, podczas gdy ty nawet napalonego pedała nie poderwiesz :]. I od kiedy to młodsi mogą więcej? Nie liczy się wiek a łeb :>.

Wiesz co, wypraszam sobie, też mam urok osobisty xD. A teraz to ty mnie tu za słówka nie łap. Wygrałaś, zadowolona?

Jeszcze jak, ale łaski mi nie robisz : )

Co porabiasz? Bo pomyślałem, że może zrobimy replay'a.

 Ale się wymiguje...
Snuję się po domu sama... niestety obiecałam sobie, że nie ruszę się dzisiaj o krok poza próg tego domu.

Już się nie masz z kim zakładać, jak z samą sobą? : ))

A żebyś wiedział... ale jak masz ochotę to ty możesz do mnie wpaść. Kup przy okazji jakieś piwo, bo wujek niestety jest przeciwny takiej rozrywce. Potem ci oddam.

Spoko, wpadnę. I nic mi nie musisz oddawać, to ja stawiam ci rewanż. A co, twojego wujka nie ma?

Gdyby był to bym cię nie zapraszała nie? :P

No nie

wiem, może lubisz mieć przesrane, albo poczuć tą adrenalinę kiedy przekręcają kluczyk w zamku? xd


Taa, dobra, chodź już bo mi się nudzi :)

Spoko, do zobaczenia.

  Długo nie musiałam czekać, bo jakieś 15 minut później, Deidara przylazł obładowany siatkami. Powiedziałam mu, że muszę być jutro w miarę używalna, bo planuję zamach... I wiecie co odpowiedział? :
- To daj mi wygrać, ten jeden raz, to będziesz "używalna". - oczywiście, miał na mordzie ten cwaniacki uśmiech.
- Po moim trupie. - rzekłam niedowierzając jego bezczelności.
- Dobra, to zalewamy Saki w trupa. - zaśmiał się.
- Tsaa... lepiej nie, bo wujek by ci ręce i nogi uciął, powiesił na maszcie za jaja, a na koniec podpalił...
- Uuu... rzeczywiście lepiej nie.
  Ogólnie cały wieczór minął nam w zabawnej atmosferze. Wypiliśmy wszystko co Dei nakupywał i na nawet na ulicy było słychać nasze pijackie przyśpiewki. Graliśmy w >różne< gry i powiem szczerze, że dawno tak świetnie się nie bawiłam. Dei musiał iść i wybrał sobie idealny moment bo niemal zaraz po tym jak wyszedł, postanowił wrócić wujek. A ja bez wcześniejszych ceregieli, walnęłam się na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam. Achh, ale będzie kac.

-----
 Wiem, nocia ma chujowe zakończenie więc mam dla was taką propozycję: mogłabym napisać taką nocię/nie-nocię, gdzie był w szczegółach opisany ich wieczór. Teraz nie miałam czasu, musiałam ją dokończyć, a tak jak mówiłam, wczoraj nie miałam jak: więc mogłabym na waszą prośbę nieco zaszaleć i opowiedzieć wam co robili (zdradzę wam, że w tych grach pojawiło się także Zadanie czy Pytanie :P). Więc jak? Brać się za nową nocię czy za ich mini - imprezkę?

Wiem , zapomniałam, sory xd
Strój Saki:

wtorek, 7 sierpnia 2012

To nie notka, tylko zażalenie do świata...

Powiem tyle: nie zdziwcie się, że na blogu będą czasem pojawiać się takie notki jak ta... są to tak jakby wykazy MOICH uczuć, bo gdy się nimi dzielę, jest mi troszkę lepiej. Nie musicie tego czytać, a tym bardziej komentować, ważne żeby to tu było, żebym zawsze mogła do tego wrócić. :)


-----

 Niby wiesz wszystko, a jednak twoja wiedza nie sięga moich uczuć. Uczucia bolą, nieważne jakie: czy pozytywne czy negatywne, zawsze niosą ze sobą ból. Za każdym razem gdy mi go zadajesz moje serce umiera i rodzi się na nowo, jednak dalej z tym beznadziejnym uczuciem: bo to nie było zauroczenie. Znamy się już tyle czasu, lecz nasze relacje pogorszyły się niebywale. Teraz nie mogę powiedzieć nawet, że jesteśmy przyjaciółmi, chociaż kiedyś mogłam śmiało to przyznać! Krawawię wewnątrz gdy widzę, że innym poświęcasz czas a mnie olewasz. Chociaż wiem, że sama się do tego przyczyniłam: robiłam wszystko by cię do siebie zrazić, udawałam, że cię nienawidzę, nie zwracałam na ciebie uwagi. Równocześnie jednak chciałam byś zawsze był przy mnie! Bym mogła na ciebie patrzeć. Chora miłość... Próbowałam na nowo zyskać twoją sympatię, bezskutecznie. Teraz znowu zmuszona będę myśleć nad tym jaka jestem głupia. Głupia i słaba, bo nie umiem przyznać się do swoich uczuć ani błędów. Te wszystkie emocje kumulują się we mnie, by wybuchnąć później ze zdwojoną siłą. Atakują mnie i zewsząd otaczają. Nie potrafię ich odtrącić, uciec od nich... nie chcę tego robić. Bo wiem, że nie wyrzucę tej miłości. A jeśli spróbuję... to kliknę przycisk autodestrukcji. Ona wyżre mnie od środka i nie zostawi nic. Pustka. Lecz ona i tak zostanie. Głodna lecz zostanie. Na zawsze...


-----

Echh, rzeczywiście, jest mi lepiej. A ponieważ jest mi lepiej, notka może ukazać się dzisiaj. Najpóźniej jutro rankiem. Powodzenia wam życzę w takich dziwnych uczuciach które nie chcą dać się poznać a tym bardziej zrozumieć :]

P.S. teraz jak na to patrzę, to wiecie co? Fajny temat do SS xd Wiem, jestem cholernie kreatywna ;)