niedziela, 12 sierpnia 2012

Rozdział 7

 Na początek: sory, że znowu długo czekacie a mało dostajecie, ale ostatnio odliczam dni do wyjazdu starego do Norwegii i nie mam weny... postaram się pisać dłuższe nocie. Ale ogólnie to rozdział pisany przy :

http://www.youtube.com/watch?v=QyezOj4oglU

i

http://www.youtube.com/watch?v=r5e8yMTe-IQ

-----

 Byłam tak zszokowana, że nie mogłam wydać z siebie nawet dźwięku. Kiedy Uchiha delikatnie muskał moje usta, ja nie wiedziałam co robić: oddać pocałunek czy go odtrącić. Mimo, że drżałam pod wpływem jego dotyku, zostało mi jeszcze trochę zdrowego rozsądku. Położyłam mu dłonie na torsie i delikatnie odepchnęłam go. Patrzył na mnie zaskoczony moją reakcją. Pewnie spodziewał się, że bez oporów wpadnę mu w ramiona, jak każda normalna dziewczyna. Jednak był jeden problem: ja nie byłam normalna. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Pewnie dlatego mnie pocieszał: by zdobyć moje zaufanie, a potem myśląc, że mnie nabrał, przeleciałby mnie. Chciałam mu przyłożyć i wykrzyczeć, że mu wierzyłam i myślałam, że jest inny. Lecz nie miałam na to sił. Bez słowa opuściłam męską toaletę i nie zważając na zainteresowane spojrzenia uczniów, ruszyłam pod klasę. Zobaczyłam pod nią podekscytowane Ino i Temari, które gdy tylko mnie zauważyły, chciały się na mnie rzucić.
- Przestań piszczeć do cholery! - warknęłam w stronę Ino. Wiem, nie powinnam się na niej wyżywać, ale strasznie mnie irytowała. - Nie mam wam nic do powiedzenia. - rzekłam po chwili grobowym tonem. Co miało oznaczać: "Spierdalajcie, nie mam ochoty zwierzać się takim plotkarom". Lubiłam je, ale to przesada, żeby wszystkim dzielić się ze wszystkimi. Ale jeśli chcą mieć miano "puste panienki", to ja nie będę im w tym przeszkadzać. Lecz nie zamierzam się także do tego przyczyniać. Minęłam je bez słowa, oparłam się o ścianę i skrzyżowałam ręce na piersi. Mamy teraz lekcje z wychowawcą, a, że Kakashi-sensei to straszny spóźnialski, nie mamy co liczyć na punktualne rozpoczęcie zajęć. Zobaczyłam, że pan arogant wychodzi z kibla i kieruje się w stronę klasy. Świdrował mnie spojrzeniem, znowu czułam się naga. Jednak tym razem miałam na to wyjebane. Uporczywie unikałam jego wzroku. W klasie tak samo - czułam, że się na mnie gapi, ale nie obracałam się. Niech wie, że już nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jednak mimo wszystko miałam ochotę wydrapać mu te gały. Uwolnić świat (czyt. siebie) od spojrzenia tych hipnotyzujących, czarnych tęczówek. Ignorowałam pytające spojrzenia Hinaty i Naruto rzucane w moją stronę. Blondyn od czasu do czasu próbował pogadać ze mną drogą karteczkową, jednak ja odsyłałam go z kwitkiem. Nie będę się im spowiadać. Lekcje minęły mi wyjątkowo szybko. Nauczyciele wyczuli moje rozdrażnienie i (chwała im) zostawili mnie w spokoju. Czyli praktycznie cały dzień przesiedziałam w swoim świecie, słuchając muzy (http://www.youtube.com/watch?v=DWaB4PXCwFU). Wreszcie zadzwonił ostatni dzwonek. Nie myśląc wiele ruszyłam w stronę drzwi. Szybko wybiegłam z budynku i zatrzymałam się dopiero koło mojego wozu. Oparłam dłonie o kolana i głęboko odetchnęłam. Hej... czym się wogóle przejmuje?! Cały dzień zachowuje się jak jakaś niedoszła samobójczyni, bo jakiś facet mnie oszukał?! Śmieszne! Przecież to nic nowego, tacy nigdy się nie zmienią i nawet jeśli nam to nie pasuje, to oni myślą kroczem! Walnęłam się w czoło, poczym wsiadłam do auta. Zamknęłam drzwiczki, otworzyłam okno i oparłam się wygodnie o fotel. Musiałam odreagować. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Do czasu gdy usłyszałam głosy...
***
SASUKE:
  Nie wiedziałem o co jej chodzi. Cały dzień nie odzywała się do mnie, ba, nawet na mnie nie patrzyła. Czy chodzi o ten pocałunek? Hm... może rzeczywiście, nie było to zbyt przemyślane, ale to był odruch! Jej usta są takie pociągające, wręcz same proszą o to by je pieścić. A ja nie jestem znany z kontrolowania swoich rządzy. Niestety zawsze gdy czegoś chciałem - dostawałem to. Ale jej nie mogę mieć! A czemu? Bo ona tego nie chce! Przynajmniej tak mi się wydaje patrząc na jej reakcje na moją osobę... Obserwowałem ją cały dzień, mając nadzieję, że to pomoże mi ją zrozumieć. Na marne. Była dla mnie niczym zamknięta księga, której nie mam prawa tykać. Raz roześmiana i arogancka, innym razem żaląca mi się w ramionach. Przytulając ją, czułem, że jest taka delikatna, iż każdy gwałtowniejszy ruch może ją rozbić na drobne kawałki. Nie chciałem przyznać się przed sobą, że już po tym pierwszym objęciu, uzależniłem się od jej dotyku. To jest chore! Znam ją niespełna 4 dni! Grr... Sasuke, co się z tobą dzieje?!
  Z letargu obudził mnie mój najlepszy kumpel - Naruto. Jest irytujący i (nie oszukujmy się) głupi jak but u lewej nogi, lecz to on mnie pociesza i dzieli się chęcią do życia. Bo najchętniej to sięgnąłbym po tasak Dozorcy z Metina i zdzielił się nim po łbie.
- Ty... co się dzieje z Sakurcią? Przez wszystkie lekcje siedziała nieobecna, nie zwracała uwagi na moje liściki. - echh, Naruto, ty i te twoje idiotyczne karteczki.
- Nie wiem. - skłamałem gładko. Nie chciałem o niej rozmawiać, bo wtedy coraz bardziej boli mnie jej ignorancja. I moja głupota. - Idziemy?
- Taa... ale będę musiał potem do niej napisać. - dodał rozgorączkowany. Westchnąłem. To se do niej pisz, już to widzę. Uwaga Naruto nie potrafi być dłużej skoncentrowana na jednym, więc wystarczy skierować ją na inny temat, by mieć spokój. Sory, "spokój". Bo jak zacznie gadać, to nie przestanie tak szybko.
  Wyszliśmy przed budynek i mój wzrok padł na czarne Lamborghini. A raczej na osobę która w nim siedziała. Różowołosa siedziała na miejscu kierowcy z zamkniętymi oczyma i równomiernym oddechem.
- Ej! - wrzasnął Naruto, pokazując na Sakurę. - Chodź, pogadamy z nią! Może nam coś powie. - już ruszał w jej stronę, gdy złapałem go za rękaw bluzy. Spojrzałem na niego z dezaprobatą.
- Czy ty jesteś ślepy? Pytanie retoryczne. - dodałem widząc jak otwiera usta by odpowiedzieć. - Czy ty nie widzisz, że ona śpi? - patrzyłem jak wychyla się stając na jednej nodze i mrużąc oczy. Westchnąłem po raz setny tego dnia. - Chodź. - zacząłem ciągnąć go w stronę mojego samochodu. Mieszkamy obok siebie, więc na zmiane jeździmy ze sobą do szkoły, żeby nie marnować paliwa. Wyrwał mi się, a ja spojrzałem na niego pytająco. Nudziła mnie ta sytuacja.
- Tym bardziej powinniśmy ją obudzić! Jeszcze będzie spała niewiadomo ile i nie zdąży wrócić do domu... albo ktoś ją porwie w śnie... albo rodzice tak się będą martwili, że zadzwonią na policje, a wtedy gdy będą jej szukać, oskarżą nas o to, że widzieliśmy ją i nie zareagowaliśmy... przejebane!
- O to się martwić nie musisz... ona nie ma rodziców... - powiedziałem po chwili namysłu. - Tylko nie mów nikomu, bo to nie powód do chwalenia się. - skrzywiłem się. Wiedziałem, że nie powinienem mu tego mówić, ale czułem się lepiej wiedząc, że nie tylko ja niosę to brzemię tajemnicy. Ale to lepsze samopoczucie niszczyła świadomość, że gdy Sakura dowie się, że powiedziałem o tym komukolwiek, znienawidzi mnie doszczętnie. Niestety, słowo się rzekło... Spochmurniałem.
- Przykro mi. - on też przygasł. - Jednak i tak musimy ją obudzić. - wreszcie przytaknąłem. Było w tym nieco słuszności. Jednak jakie było nasze zdziwienie, kiedy obróciliśmy się i zobaczyliśmy puste miejsce parkingowe. - No i spóźniliśmy się. - powiedział blondyn.
- Jakbym nie zauważył. - odpowiedziałem zirytowany. - Jedźmy już. - i nie czekając na blondyna, ruszyłem w kierunku auta.
  Jechaliśmy w ciszy. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma sensu rozpoczynać rozmowy. Blondyn postanowił najwidoczniej zagłębić się w jakiś temat (co dla mnie było nowością), a ja? Ja patrzyłem tępo na drogę i o niczym nie myślałem. Czułem się niczym kukła bez uczuć i emocji. Wreszcie dojechaliśmy pod dom Naruto. Pożegnaliśmy się cicho, umówiliśmy na jutro, a ja odjechałem w swoją stronę.
  Gdy podjechałem pod dom, zaparkowałem i szybkim krokiem wkroczyłem do środka. Wbiegłem na górę i rzuciłem plecak pod drzwi. Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem telefon. Sms... od Sakury. Wysłany 20 minut temu.
Nowa wiadomość od
Sakura

(jakoś nie miałam ochoty dodawać żadnych minek, nie w stylu Saska dop.aut.)
Wiesz co? Zawiodłam się na tobie. Dobra, pocałunek jeszcze przetrawię, ale to?! Jak mogłeś powiedzieć o tym Naruto?! Zawiodłeś mnie i moje zaufanie. Nie odzywaj się do mnie! A myślałam, że jesteś inny...

  Byłem zszokowany. Patrzyłem tępo na wyświetlacz, nie wiedząc co zrobić. Zawiodłem ją... zawiodłem... tylko to krążyło po mojej głowie.

-----

 Trochę problemów narobiłam, ale cóż... tak mi się zebrało na mieszanie. Trochę emocji xD Do tego narracja Sasusia ;* Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam. : )

5 komentarzy:

  1. Świetny! Nie masz za o przepraszać.A z tych kołopotów napewno wyjdze. Szczerze myślałam że inne bedzie zareagowanie sakury na pocałunek , chodzi mi o to że myslalam że cos powie , ale i tak było super. Czekam na nexa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy nowy rozdział? Fabuła jest wręcz świetna, jak i zresztą treść też :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nota świetna współczuje saki chłopaki zawsze są tacy nie potrafią nic uszanować spotkałam się już z jednym takim ale co ja na to poradzę. Pozytywnie mnie zdziwiła wieść o twoim tacie ciesze sie że nie jestem w tym całym gównie sama, gdyż mój tata tez pracuje w Norwegii od dobrych 8 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tak samo i to też będzie już 8 lat. Nie dziwcie się, że nie lubie gdy przyjeżdża, bo niedość, że nie przyzwyczaiłam sie do jego obecności, to jeszcze do tego ma tak paskudny charakter jak ja xd Achh te geny... co do noci, nie wiem kiedy wyjdzie, bądźcie cierpliwi :P

      Usuń
  4. Zajebisa notka! Piosenki też zobaczyłam całkiem fajne....
    Harakter Saki zajebisty. Z wielkim zniecierpliwieniem czekam na następną notkę :*. Kocham ten blog!

    OdpowiedzUsuń