- Czego ty ode mnie chcesz?! - sama nie wiedziałam kiedy te słowa wydobyły się z moich ust. Jednak mimo to czekałam na odpowiedź, choć szanse na uzyskanie jej były dość nikłe.
- Wkrótce zobaczysz... - a jednak. Odpowiedział mi głos trudny do określenia. Przesiąknięty grozą i mrokiem. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, wtedy poczułam jak ziemia pod moimi stopami zaczyna wirować. Potem zapadła się pode mną. Spadałam. Gdy myślałam, że to już koniec, przymknęłam oczy i czekałam na śmierć. Poczułam uścisk na ramieniu. Momentalnie rozszerzyłam powieki by ujrzeć swego wybawiciela, jednak zmuszona byłam je zamknąć pod wpływem światła okalającego jego osobę. Delikatnie otworzyłam jedno oko i wtedy go ujrzałam: przystojnego chłopaka o ciemnych włosach i jasnej skórze. Cała jego sylwetka tonęła w tym rażącym świetle. Wtedy na mnie spojrzał. Jego oczy koloru szlechetnego onyksu, patrzały na mnie z troską i ciepłem. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Utonęłam w tej czerni. Wtedy uśmiechnął się do mnie delikatnie i spojrzał w górę. Podążyłam za jego spojrzeniem i ujrzałam biały snop światła.
- Tam jest twoje miejsce. - przemówił do mnie pięknym, melodyjnym głosem. Spojrzał na mnie ostatni raz a w jego oczach ujrzałam łzy. - Ale nie martw się. Jeszcze się spotkamy, a wtedy nic nas nie rozdzieli. - Poczułam okropny ból w sercu. Ale dlaczego? Przecież go nie znam. Jednak miałam do niego jakiś sentyment, który wziął się niewiadomo skąd. Dotknęłam jego aksamitnego policzka i kciukiem starłam łzę. Leciutko uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. - Weź to. - W jego dłoni pojawił się wisiorek z piękną, czarną łezką. Momentalnie zawiesił mi go na szyi i delikatnie ucałował moje czoło, poczym podrzucił mnie w stronę światła. Obudziłam się z krzykiem rozpaczy. Dotknęłam swojej twarzy na której poczułam mokre ślady łez. Płakałam za moim aniołem. Nie myśl o tym, zbeształam się w myślach, to tylko sen, nie powód do histerii. Powolnym krokiem podeszłam do drzwi łazienki i spojrzałam w lustro. Nie było ze mną najlepiej, ale bywało gorzej. Wyszłam z toalety i podeszłam do szafy. Dzisiaj pierwszy dzień w liceum. Kto by pomyślał, że ten czas tak szybko minie. Postanowiłam, że nie będę zbytnio przesadzać, ale kieckę należałoby nałożyć. Postawiłam na czarną sukienkę do kolan z jednym ramiączkiem przechodzącym na skos, czarne szpilki na platformie z odkrytymi palcami, wiszące kolczyki w kształcie róż oraz małą kopertówkę. Gdy poszłam się przebrać zauważyłam coś na swojej szyi. Moje źrenice pomniejszyły się do rozmiaru główki od szpilki. To był ten naszyjnik z czarną łezką którą podarował mi przystojny chłopak. Nie mogłam w to uwierzyć. Postanowiłam jednak, że nie będe się nad tym teraz zastanawiać, bo mogłabym się załamać, a na to jeszcze przyjdzie czas (wiem urodzona optymistka ze mnie). Nie zdjęłam wisiorka, gdyż poczułam się z nim związana. Bez sensu. Nałożyłam szybko przygotowany wcześniej strój. Włosy sięgające mi do połowy pleców wyprostowałam, a grzywkę zaczesałam na bok. Oceniłam się całkiem nieźle. Wyszłam z domu i zauważyłam, że zostało mi 15 minut. Nie zdążyłabym przepychając się metrem. Uśmiechnęłam się do siebie szatańsko, co musiało dość dziwinie wyglądać. Lecz ja nie zważałam na to. Podeszłam do garażu i otworzyłam go. Moja bestia. Czarny lakier jak zwykle błyszczał złowieszczo, kusząc mnie tylko. Nie było takiej potrzeby. Już od kiedy pierwszy raz ją ujrzałam miałam ochotę się przejechać. Mam prawko, ale jeździć można dopiero od 18 roku życia. Moje czarne Lamborghini Avendator "patrzyło na mnie" i "mówiło" : "Wsiadaj bo nie zdążysz, ja nikomu nie powiem". Zaśmiałam się do własnych myśli. Ze mną jest chyba naprawdę źle. Szybkim krokiem podeszłam do maszyny, wsiadłam i z piskiem opon ruszyłam w kierunku mojej nowej szkoły. Gdy dojechałam, zaparkowałam samochód z boku budynku i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Zostało mi 5 minut. Weszłam do szkoły i zerknęłam na grupkę uczniów. Nic zachęcającego. Przeszłam obok nich obojętnie, czułam na sobie ich zdumione spojrzenia. No jasne, bo kto normalny ma różowe włosy? Zanim spytacie: tak, to naturalny kolor. Chociaż mój tata też miał dość interesujący odcień: coś pomiędzy fiołkowym a purpurowym. Dość kontrowersyjny (żeby nie powiedzieć pedalski) kolor, ale to chyba właśnie on zwabił moją mamę. Nagle poczułam szturchnięcie w ramię, obejrzałam się za siebie i ujrzałam dziewczynę o granatowych włosach i śnieżnobiałych oczach.
- Hinata... - w moich oczach widniały łzy. - Tyle lat...
Spojrzała się na mnie i chyba dopiero wtedy pojęła kim jestem.
- Sakura...
-----
Wiem, krótki, ale najpierw muszę się upewnić czy ktoś to czyta bo jak nie to nie ma sensu dalej pisać. Więc błagam, jeśli to czytacie to zostawiajcie komenty ;d Nie zdziwie się jeśli nie rozumiecie o co chodzi, ale z czasem wszystko stanie się jasne. Mam nadzieję xD
Czarna łezka:

Strój Saki :

Jak na razie zapowiada się ciekawie. Czytało mi się lekko i przyjemnie.Tak trzymaj :). Czekam na nexta.
OdpowiedzUsuńładnie ubierasz wszystko w słowa. A na tym śnie to sie prawie popłakałam ^^" No cóż ...
OdpowiedzUsuń