środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 5

 Więc tak: chciałabym wam serdecznie podziękować za wyrozumiałość w sparwie moich uczuć (xd) a także przeprosić, że notka nie ukazała się wczoraj, ale tacie szajba odwalała i mi kompa skonfisował. :P
-----

Tak jak się spodziewałam: obudziłam się z wielkim kacem i brakiem chęci by ruszyć dupę gdziekolwiek. Nie miałam nawet siły by chwycić telefon, który leżał zaledwie 10 centymetrów ode mnie i napisać sms'a do Ino odnośnie naszego dzisiejszego wypadu. Poczułam, że zbiera mi się na wymioty. Iść do toalety czy rzygać tutaj? Oto jest pytanie. Jednak gdy wyobraziłam sobie te wszystkie pytania i podejrzenia wujka... Brr... pewnie pomyśli, że jestem w ciąży, a gdy wreszcie uda mi się go przekonać, że się myli, to zrobi mi wykład na temat antykoncepcji i niespodziewanych ciąży. Zerwałam się szybko do siadu co było błędem. Zakręciło mi się w głowie i poczułam falę wymiotów próbujących wydostać się ze mnie. Matko, ja rodzę! Ruszyłam w stronę toalety w którą, Bogu dzięki, był wyposażony mój pokój. Szybko schyliłam się nad sedesem i... bez szczegółów. Gdy posądziłam się o koniec tej męki, wstałam z trudem z ziemi i podreptałam do dużego lustra. Oh Jesus. Mam nadzieję, że ktoś postanowił zrobić sobie ze mnie żart i namalować trupa na lustrze. Nadzieja matką głupich, do chuja! Z każdym ruchem "moje" odbicie ruszało się wraz ze mną. Pewnie myślicie, "Przesadza, nie może być tak źle...". Haha, racja. Jest jeszcze gorzej: Biała (dosłownie) skóra, dwa wielkie bladozielone punkty osadzone na twarzy, fioletowe sińce pod nimi, nos... czy mi się wydaje czy stał się strasznie płaski? Usta ułożone w cienką linię... Ósme nieszczęście: odnalezione. Do tego na głowie miałam istną burzę. Błagam, nie wyobrażajcie mnie sobie! Gdybym nie miała włosów, mielibyśmy świetnego odtwórcę roli Voldemorta. Nie ma co! Mogę iść straszyć dzieci. Zorganizuję sobie takie szybkie haloween: "cukierek albo 'Avada Kedavra' !" Haha, teraz jeszcze potrzebuję różdżki... chwila! O czym ja do starego piździarza myślę?! Chyba za bardzo się zaangażowałam. Echh, trudno. Trzeba doprowadzić się do ładu. Mam zamiar dzisiaj zostać w domu, nie ruszę się o krok za próg! Szybko wyszłam z toalety by wyciągnąć jakieś ciuchy. Może i nie będę wychodzić, ale nie chcę przyprawić wuja czy kucharki o zawał. W końcu mają swoje lata... postanowiłam, że założę białą bluzkę z rękawami do łokcia, jeansowe wytarte rurki i branzoletkę. Gdybym gdzieś wychodziła ubrałabym czarne szpilki na platformie. A gdybyście mnie słuchali chamy (bez obrazy, znowu nie mogłam się powstrzymać : ) dop.aut.) to wiedzielibyście, że zostaję dziś w domu (xdd). Weszłam szybko z powrotem do łazienki, bo mimo, że wieczorem zamknęłam drzwi (widzicie, nie odczuwałam skutków 5-godzinnego picia, a i tak mam kaca -,-) to bałam się, że ktoś zobaczy mnie w takim stanie. Zdjęłam w siebie piżamę i nago wskoczyłam pod prysznic. Wymyłam się dokładnie, ale i tak czułam się brudna. Achh, jak dziwka po "udanej" nocy. Wyszłam spod natrysku i obwiązałam się ręcznikiem. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Pomalowałam oczy tuszem, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. No i git. Wyszłam z łazienki, założyłam moje puchate kapcie w łaty i postanowiłam zejść na dół. W końcu od wczorajszego ranka nie gadałam z wujkiem. Pewnie będzie się pytał gdzie byłam tak długo, bo jego budzi najcichszy szmer. Gdy znalazłam się w o wiele za jasnej (jak dla mnie) kuchni, zobaczyłam Romino siedzącego przy stole: facet po czterdziestce, mandarynkowe włosy za kark i te wielkie zielone oczy. Nie dziwcie się, że jest tak podobny do mojej mamy, byli bliźniakami. Wujek od urodzenia traktował mnie niczym własną córkę, a ta więź wzmocniła się po stracie rodziców.
- Gdzie byłaś? - usłyszałam na "dzień dobry".
- Prymitywność twojego powitania powala mnie. - powiedziałam, ale widząc jego dociekliwy wzrok, kontynuowałam. - W pokoju.
- Nie żartuj sobie ze mnie, wiesz o co mi chodzi.
- Aaaa... - udałam olśnienie. - Wczoraj? - pokiwał głową na tak. - Na imprezce. - rzuciłam na luzie.
- "Imprezce"? - jego brew powędrowała do góry. - To teraz tak się nazywa popijawy do pierwszej nad ranem? Chyba wiedziałaś co cię czeka gdy wrócisz do domu, prawda? - kocham go za tą jego bezpośredność, ale aktualnie wadziła mi ona. Zachichotałam nerwowo.
- Oj wujku, bez przesady... był piątek, chciałam zapoznać się lepiej z nowymi kumplami z klasy. - zaraz ugryzłam się w język. Zapomniałam, że Romino jest bardzo... zasadniczy. Żeby nie powiedzieć czepialski.
- "Zapoznać"? "Lepiej"?.... "KUMPLAMI"? - jego oczy ciskały błyskawice. Kurwa mać... - Sakuro, chodź tutaj! - rozkazał, gdy tylko zauważył, że poczęłam cofać się do tyłu. Z westchnięciem rezygnacji podeszłam do stołu i usiadłam na krześle obok wujka. Zaczyna się... - Powinnaś wiedzieć, że chłopakom w twoim wieku buzują hormony, a także rośnie EGO, więc muszą się między sobą popisywać... - no niby tak, ale moim zdaniem długość ich penisów to nie jest powód do chwalenia się. Zachichotałam, co zwróciło uwagę Romino. Nosz... - Co cię tak śmieszy młoda panno? Czy ty jesteś jeszcze wogóle dziewicą? - zastygłam w bezruchu. Ach, ta nasza szczerość i otwarte romawianie o seksie. - Odpowiedz mi. - dodał ostrzej. Wiedziałam, że to tylko gra, ale w moim przypadku lepiej by było gdybym nie doprowadziła go do takiego stanu. Mogłoby posypać się szkło.
- Nie... to znaczy nie robiłam jeszcze TEGO. - dodałam szybko widząc jego wysoko uniesione brwi. - O co ty mnie posądzasz wujku? Może mi jeszcze powiesz, że jestem zdzirą i puszczam od przodu i od tyłu. - udałam poirytowaną.
- Jasne, że nie... nie ośmieszyłabyś się tak. - a żebyś wiedział, że nie. - Przepraszam... - dodał niepewnie, a mi szczęka do ziemi poleciała. Ja go tu kłamię, a ten mnie jeszcze przeprasza? (oczywiście chodzi mi o dziewictwo, a nie dawanie dupy, jakie wy macie o mnie zdanie, bezbożnicy?) Zrobiło mi się głupio, ale wpakowałam się w to gówno, to teraz muszę z niego wyjść. Nawet jeśli moje buty byłyby do wywalenia. (metafora, ludzie) - ... ale wiesz: martwię się o ciebie. To co dzieje się w dzisiejszych czasach przeraża ludzi mojego pokolenia, łącznie ze mną, oczywiście. Nie chcę byś trafiła na złe towarzystwo i żeby doszło do jakichś nieporządanych incy...- bla, bla, bla. Pewnie pomyślicie: "On się tak o nią troszczy, a ona go olewa, menda parchata." Przez pierwszą setkę tych wykładów, byłam uzbrojona w cierpliwość: ale od "pewnego" czasu, zabrakło mi jej. Zwłaszcza, że wujek ma już wyuczone te teksty na pamięć. Łącznie słuchanie jego wyżaleń i obaw zajęło mi połowę życia: tą podczas której normalnie powinnam się wyszaleć.
  W końcu przestał gadać i zwyczajowo zadał pod koniec najczęstsze pytanie w jego życiu: "Czy to jasne?", a ja odpowiedziałam moim "ulubionym" słowem: "Jasne". Pogawędziliśmy jeszcze trochę o tak przyziemnych sprawach jak pogoda, o jakichś programach w telewizji, o tym, że otworzyli jakąś nową knajpkę. W końcu wujek zapytał się czy mam na dzisiaj jakieś plany, a ja z kamienną twarzą odpowiedziałam:
- Planuję zamach na "Papierza", chcesz się przyłączyć?
- Ale dzisiaj? Przepraszam, ale dzisiaj wychodzę, może jutro? - odpowiedział też całkowicie poważnie.
- Dobrze, jutro niedziela, więc będzie więcej ludzi. Ale to nie przeszkadza.
Oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. Kolejna cecha za którą wujek ma u mnie medal: mamy podobne poczucie humoru.
- A tak na serio: wybierasz się gdzieś dzisiaj? - zapytał przez śmiech.
- Nie, nie zamierzam, gdybyś widział mnie rano, dostałbyś wylewu. Miałam iść z kumpelami do galerii, ale nie mam sił... O kurwa! - przeklnęłam.
- Sakura! Zachowuj się! - skarcił mnie wuj. Może i nie było to najprzyzwoitsze zachowanie, ale właśnie coś sobie uświadomiłam. - Teraz co się stało, że byłaś zmuszona użyć tej jakże prymitywnej łaciny podwórkowej? - zapytał z niesmakiem.
- Zapomniałam im napisać! Która godzina? - zapytałam szybko olewając to zacne określenie mojego języka.
- Po dziesiątej... - powiedział przeglądając gazetę. Jednak szybko oderwał od niej wzrok, gdy usłyszał kolejne salwy przekleństw z mojej strony. - Sakura! Skąd ty wogóle znasz takie słowa?
- W szkole nas uczą. Nie wiesz? - udałam zdziwioną, wyciągając telefon z kieszeni. Szybko wykręciłam numer Ino.
- Halo? - usłyszałam. Już nawet nie chciało mi się tego komentować.
- Hej Ino, tu Sakura. Słuchaj, chyba nie będę w stanie pojechać z wami do tej galerii... nie wyspałam się...
- A co? Aż tyle nocnych wrażeń? - zapytała złośliwie. Tak grasz? Okej...
- Noo, a żebyś wiedziała. Całą noc nie spaliśmy, była świetna zabawa. Ty wiesz jaki on jest dobry w łóżku? - może trochę mijałam się z prawdą, ale sama zaczęła.
- O kurwa! Bez jaj? Wiedziałam, że do siebie pasujecie. Wiesz, Sasuke nigdy nie przepadał za dziewczynami bo ma strasznie nachalne... - wyłączyłam się. Szczerze, nie chciało mi się słuchać o tym ile to Uchiha na fanek. Czułam się wtedy tak dziwnie... Nie potrafiłam nazwać tego uczucia... - Saki? Saki! Jesteś tam?! - wydarła się mi do ucha.
- Tak, tak... - powiedziałam wciąż nieco nieobecna.
- Dobra, czyli mam rozumieć, że jesteście razem? - zapytała na co mnie zatkało.
- Nie! Chyba cię pojebało!
- Aha, to wy tak gracie... Ech, mam nadzieję, że wasze kontakty się przez to nie zepsują.
- Nie sądzę. - powiedziałam cicho, jakby do siebie.
- Dobra to ja kończę, szkoda, że nie możesz iść. Może innym razem?
- Taa spoko. Paa. - rozłączyłam się. Spojrzałam na wujka, który patrzył się na mnie z uniesionymi brwiami, oczami niczym pięć złotych i otwartą buzią. - Co? - byłam zdezorientowana.
- K- kto... - zaciął się. Widziałam, że się zbulwersował, ale nie miałam pojęcia czemu.
- Nooo... kontynuuj. - rzekłam.
- Kto jest dobry w łóżku? - zapytał już spokojnie, ale to były tylko pozory. Widziałam jak jego dolna warga zaczyna drgać, żyłka na czole pulsować, a oczy ciskać pioruny. No to mam kołopoty.
- Yyy...
***
  Pół dnia zajęło mi przekonywanie wujka, że powiedziałam tak dla dobra sprawy. A i oczywiście powtórzył swój zajebisty wykład. Chyba muszę mu kupić jakieś tabletki na pamięć, bo ten typ pamięta co ma powiedzieć, ale nie pamięta kiedy ostatnio to mówił. Może mu się płyta zacięła, nie wiem... Siedziałam teraz w pokoju i rozważałam czy sięgnąć po tą fajkę czy nie. Moją skromną osobę możnaby porównywać do leniwca: wie, że musi np. zjeść, ale nie chce mu się zwlec tyłka z gałęzi. Wie, że coś mu się w ten tyłek wbija, ale mimo wszystko nie chce mu się przesunąć go choćby o milimetr, bo zagrzał już miejsce. A jak już coś zrobi lub się na coś zdecyduje to musi mieć to pod nosem, bo inaczej nie ma zmiłuj. Ja np. mam szluga na wyciągnięcie ręki, ale wujek zakazuje mi palić w pokoju, więc musiałabym albo wyjść na balkon albo nie palić wogóle. To drugie odpada, bo jestem uzależniona. Mogłabym przestać, ale nie chcę. To nawyk. Co ja kurwa robię? Myślę sobie nad tym, czy zwlec dupę z łóżka, podczas gdy w ten czas już dawno byłabym na balkonie >facepalm< .
- Buuuu... - zawyłam do siebie, gdy szturchnęłam opakowanie papierosów i te postanowiło spaść na ziemię. ZAJEBIŚCIE. Teraz muszę się jeszcze schylić. Ogólnie całe podnoszenie moich Viceroy'ów i dojście na balkon zajęło mi około 30 minut. Pewnie poszłoby mi szybciej gdybym podczas sięgnięcia po paczkę nie zaryła o stolik i nie leżała tak z 10 minut użalając się nad tym czemu on musiał właśnie tam stać. Do tego zużyłam na niego wszystkie obelgi jakie znam co zajęło mi kolejne 10 minut. Podniosłam się i szurając kapciami o puchaty dywan szłam niczym stary menel w stronę balkonu. Zajęło mi to 5 minut i tyle samo użerałam się z klamką drzwi prowadzących na świeże powietrze. Wreszcie usiadłam na jednym z krzeseł i już miałam zapalić gdy... nie mam ognia! Wkurwiłam się. Obejrzałam się wokoło i... fuck yeah! Zapalniczka leżała zeldwie metr ode mnie. Wyciągnęłam rękę. Jeszcze troszkę... troszeńkę... Gdy już miałam ją w dłoni, moje kapcie postanowiły zrobić sobie ze mnie żarty: poślizgnęłam się na tym durnym krześle i poleciałam na kafelki. Oczywiście (moje szczęście) ryjem do podłoża.
- Jestem tak zajebiście zgrabna, że nawet na krześle usiąść nie umiem! - wrzasnęłam wściekła. Podniosłam się, złapałam fajki oraz zapalniczkę i szybko odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się mocno, chyba trochę za bardzo. Leję na to. Oparłam się o balustradę i obserwowałam okolicę. Było tu bardzo dużo drzew wiśni. Czy jeśli (podobno) jestem do nich podobna, to znaczy, że jestem spokrewniona z drzewem lub na odwrót? Hmm... Już chciałam zagłębić się w ten temat, jednak coś, a raczej ktoś na ulicy przykuł moją uwagę. Mianowicie młodszy Uchiha w otoczeniu swoich fanek. Komiczny widok. On patrzył się przed siebie, ignorował zupełnie te irytujące piski i komentarze. Ręce miał w kieszeniach. Gdyby te plastiki były na tyle spostrzegawcze (o inteligencji nie wspomnę) zauważyłyby, że on ich nie słucha i, że nie ma ochoty ich oglądać. Bo ja jestem oczywiście najbardziej spostrzegawczą laską na ziemi: a to dlatego, że wiem jaki facet gapi mi się na tyłek i wiem kiedy jest najbliżej, żeby mu przyłożyć (Hah, hardcore xd dop.aut.). Nagle Sasuke ni z tąd ni z owąd spojrzał się na mnie. Pomachałam mu nieśmiało, na co on uśmiechnął się pod nosem i znowu spojrzał przed siebie. Jego fanki spojrzały na mnie morderczym wzrokiem, który ja oddałam z podwójną mocą. Jeżeli coś do mnie mają to niech tu podejdą, napewno dojdziemy do porozmienia. Kiedy brunet i jego świta zniknęli mi z oczu, westchnęłam. Szczerze, to mu współczuję. Ale co ja się srać będę? Cały dzień gnije w domu i nikt mi tego nie zepsuje! Poza tym jutro mam zamach na "Papierza" więc muszę obmyślić jakąś strategię. W woli ścisłości: "Papierz" to moja ulubiona włoska restauracja. Mam nadzieję, że nie myśleliście iż chodzi mi o prawdziwego Papierza... prawda? (o.o) Ach wy, i tak was kocham mimo iż myślicie o mnie jak o seryjnej morderczyni. (znowu się nie kontroluję ^^ dop.aut.) Spojrzałam na zegarek: 17:49. Ale ten czas szybko leci. Pomyślałam, że zrobię sobie późny obiad. Postawiłam na normalnego kurczaka z grilla (<3). W czasie, gdy mój posiłek się smarzył, postanowiłam trochę ogarnąć w domu. Mimo, że mamy zatrudnioną pomoc domową, bo we dwójkę z wujkiem byśmy rady nie dali, to ja i tak lubię posprzątać wokół siebie. Nie rozumiem jak można mieszkać w brudzie. Rozumiem, że czasem sytuacja materialna nie pozwala utrzymać idealnego błysku, ale kiedy ktoś jest zaopatrzony w odpowiednie środki czystości, powinien z nich korzystać...
  Szybko uwinęłam się z tym co zaplanowałam i wtedy narodziło się pytanie: Co teraz? Czułam się jak te chore gosposie pracoholiczki, które nie mają swojego życia, a kiedy wreszcie skończą pracę, nie mają gdzie się podziać. Więc błądziłam po domu, niczym zjawa. Była dopiero 19:10. Postanowiłam napisać do Dei'a:
Siema Dei, jak tam po wczorajszej, jak to mój wujek określił, popijawie? ;D

 Długo nie musiałam czekać na odpowiedź:
Nowa wiadomość od:
Deiuś ;*


A wiesz, że nawet nie tak źle? Rzygałem dzisiaj jakieś 20 minut, ale potem już spoko. Poza tym nie pamiętam do końca ja było wczoraj, ale sądząc po tym jak się upiłem, musiało być nieźle : )

 A żebyś wiedział.
Zgadnij kto wygrał >: D

 No właśnie, nie zdążyłam się wam pochwalić, jakim koxem jestem. Hurra ja!
No nieee... czemu ja zawsze przegrywam? Masz za mocną głowę dla mnie, ja odpadam po 10 mocniejszych... ty spiskujesz z nimi. Oni ci chyba wgl alkoholu nie dają.

 Mhmm... chyba "mocniejszych".
Tak, zwłaszcza, że wiedzą, że to dla mnie mimo iż zawsze ty kupujesz. Heh :P

 Uwaga, wróżka Sakura przepowiada: Dei zaraz zacznie narzekać i wykręcać się...
Tak, może widzą z kim się szlajam? Z jakąś małolatą która podrywa barmanów, żeby sprzedali jej drinka? Poza tym, to oczywiste, że młodsi mogą więcej wypić...

 Ty chyba, nie wierzysz w to co piszesz...
Ja mam przynajmniej jakiś sposób, podczas gdy ty nawet napalonego pedała nie poderwiesz :]. I od kiedy to młodsi mogą więcej? Nie liczy się wiek a łeb :>.

Wiesz co, wypraszam sobie, też mam urok osobisty xD. A teraz to ty mnie tu za słówka nie łap. Wygrałaś, zadowolona?

Jeszcze jak, ale łaski mi nie robisz : )

Co porabiasz? Bo pomyślałem, że może zrobimy replay'a.

 Ale się wymiguje...
Snuję się po domu sama... niestety obiecałam sobie, że nie ruszę się dzisiaj o krok poza próg tego domu.

Już się nie masz z kim zakładać, jak z samą sobą? : ))

A żebyś wiedział... ale jak masz ochotę to ty możesz do mnie wpaść. Kup przy okazji jakieś piwo, bo wujek niestety jest przeciwny takiej rozrywce. Potem ci oddam.

Spoko, wpadnę. I nic mi nie musisz oddawać, to ja stawiam ci rewanż. A co, twojego wujka nie ma?

Gdyby był to bym cię nie zapraszała nie? :P

No nie

wiem, może lubisz mieć przesrane, albo poczuć tą adrenalinę kiedy przekręcają kluczyk w zamku? xd


Taa, dobra, chodź już bo mi się nudzi :)

Spoko, do zobaczenia.

  Długo nie musiałam czekać, bo jakieś 15 minut później, Deidara przylazł obładowany siatkami. Powiedziałam mu, że muszę być jutro w miarę używalna, bo planuję zamach... I wiecie co odpowiedział? :
- To daj mi wygrać, ten jeden raz, to będziesz "używalna". - oczywiście, miał na mordzie ten cwaniacki uśmiech.
- Po moim trupie. - rzekłam niedowierzając jego bezczelności.
- Dobra, to zalewamy Saki w trupa. - zaśmiał się.
- Tsaa... lepiej nie, bo wujek by ci ręce i nogi uciął, powiesił na maszcie za jaja, a na koniec podpalił...
- Uuu... rzeczywiście lepiej nie.
  Ogólnie cały wieczór minął nam w zabawnej atmosferze. Wypiliśmy wszystko co Dei nakupywał i na nawet na ulicy było słychać nasze pijackie przyśpiewki. Graliśmy w >różne< gry i powiem szczerze, że dawno tak świetnie się nie bawiłam. Dei musiał iść i wybrał sobie idealny moment bo niemal zaraz po tym jak wyszedł, postanowił wrócić wujek. A ja bez wcześniejszych ceregieli, walnęłam się na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam. Achh, ale będzie kac.

-----
 Wiem, nocia ma chujowe zakończenie więc mam dla was taką propozycję: mogłabym napisać taką nocię/nie-nocię, gdzie był w szczegółach opisany ich wieczór. Teraz nie miałam czasu, musiałam ją dokończyć, a tak jak mówiłam, wczoraj nie miałam jak: więc mogłabym na waszą prośbę nieco zaszaleć i opowiedzieć wam co robili (zdradzę wam, że w tych grach pojawiło się także Zadanie czy Pytanie :P). Więc jak? Brać się za nową nocię czy za ich mini - imprezkę?

Wiem , zapomniałam, sory xd
Strój Saki:

4 komentarze:

  1. Wiesz co kocham ten tw blog! Ja mysle że fajnie by było poznac szczegóły tego wieczoru... Tak mnie korci żeby go przeczytac! Masz świetne pomysły ! I współczuje że tata skomfiskował Ci kompa.
    Czekam na nexa.
    Pozdro od wery

    OdpowiedzUsuń
  2. dajesz next ! i wiesz ? podoba mi się taka Saki i ogólnie zapisuję w swoim notesiku niektóre jej teksty ,ale czy nie można by zrobić jej bardziej subtelnej ? NO NIC ... Taka moja sugestia ... :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sam początek rozdziału niesamowicie mnie rozbawił.Myślałam, że padnę ze śmiechu. Naprawdę podobają mi się relacje Saki z jej wujkiem i ich poczucie humoru. Mam nadzieje, że opiszesz wieczór Sakury spędzony w towarzystwie Dei'a. Tak jak Wera współczuje ci co skonfiskowania kompa.Czekam na nexta XD.

    OdpowiedzUsuń
  4. JackpotCity Casino - JAMHUB
    JackpotCity Casino is your one stop 익산 출장안마 shop for all your favourite games, arcade classics 양산 출장안마 and endless fun! 밀양 출장안마 With over 100 casino games to play, you 전주 출장마사지 can 영천 출장마사지 play for

    OdpowiedzUsuń